Ostatnio jestem ciągle pod wrażeniem oglądania i zamieszczania na Facebooku starych zdjęć, przeważnie tych rodzinnych, ja najchętniej zamieszczam te z mojego szczęśliwego dzieciństwa i z mojej młodości.
Jest to taka wzruszająca podróż w przeszłość, tą moją najpiękniejszą, niestety nieodwracalną już przeszłość.
Popatrzcie chociażby na to zdjęcie, jacy tu wszyscy byliśmy szczęśliwi. Siedzimy sobie w tzw grajdołku na plaży w Jastarni, gdzie zawsze jeździliśmy na wakacje, moja Mamusia, Tatuś, i moje Rodzeństwo – Krzysiu i Ania i ja i cieszymy się, że jesteśmy razem, tu i teraz i chciałoby się powiedzieć ” chwilo trwaj wiecznie”.
No, może ja miałam tylko nieco naburmuszoną minkę, ale przypuszczam, że po prostu raziło mnie słońce. Ale chwila przebrzmiała niestety, dzisiaj nikogo prócz mnie nie ma z tego zdjecia, została tylko pożółkła fotografia……..
To były jedne z ostatnich takich szczęśliwych rodzinnych chwil, potem przyszła niestety straszna, nieodwracalna choroba Mamusi – rak, zakończony niestety Jej zbyt wczesnym od nas odejściem na zawsze. I nic już potem nie było takie same……….
A dlaczego o tym piszę? Wczoraj po pracy poszłam sobie na obiad do pobliskiej mojej pracy Trattorii Amici na obiadek.
Nagle otworzyły się drzwi i weszła do lokalu bardzo miła, młoda rodzinka : mama spodziewająca się dziecka z dość już wydatnym brzuszkiem, tata i mała śliczna ich córeczka, Dziewczynka była beztroska, tak wspaniale zabawiała rodziców swoim ciągłym dziecinnym trajkotaniem, a rodzice wysłuchiwali jej cierpliwie i odpowiadali na jej pytania, których było tysiące. To był obraz takiej bardzo szczęśliwej rodziny, ten widok przysunął mi obraz sprzed lat, gdy z Rodzicami i Rodzeństwem też siedzieliśmy niejednokrotnie w restauracji na wspólnym obiedzie. Nie wiem czemu, najbliższa moich wspomnień była restauracja na Mazurach, które odwiedziliśmy w drodze do Jastarni, tam chyba po raz pierwszy w życiu widziałam raki, może dlatego tak szczególnie ten obraz utknął mi w pamięci?
Tak sobie więc wczoraj siedziałam i wzruszona wspominałam moje stare dzieje, gdy nagle z głośników popłynęła piosenka „Wonder ful life”, łza popłynęły z moich oczów, tak, świat był, jest i będzie piękny i właśnie po to mamy te wspomnienia……..
Po przyjściu do domu puściłam sobie raz jeszcze tą piosenkę, znalazłam do niej tekst i szczególnie słowa, które były tam wypowiedziane trafiły do mojego serca:
Ona mówi:
„Nie odpuszczaj
Nigdy się nie poddawaj
Życie jest takie cudowne”
Tak, to jest potwierdzenie tego, co powyżej napisałam, że należy w sobie pielęgnować te wszystkie wspomnienia, te wszystkie uczucia, bo one stają się dla nas paliwem naszego życia, nie można się poddać i to piękno na zawsze utracić, one muszą być w naszych sercach, nawet gdyby wydawały się teraz niemodne, czy śmieszne.
Może ktoś uzna, że za wiele patosu w ten wpis włożyłam, ale na prawdę pisałam go z otwartym sercem i nie chciałabym, aby ktoś uważał, że zabrzmiała tu jakaś fałszywa nuta.
Zresztą ten, kto mnie dobrze zna wie, że to co tu napisałam, naprawdę czuję.
I tak sobie pomyślałam, że ta malutka dziewczynka z Trattorii pewnie nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że przeżywa swoje najpiękniejsze chwile życia w otoczeniu kochanych rodziców i mającego się narodzić braciszka, czy siostrzyczki. Nie wie, że otoczona jest takim nimbem miłości, którego prawdopodobnie nigdy już w życiu nie dozna, chociażby w najszczęśliwszym późniejszym życiu.
Czyż nie można jej tego troszkę pozazdrościć?????
Dlatego dzisiaj zamiast pięknego kwiatka zamieszczam to zdjęcie, które jest mi najdroższe na świecie, jeszcze piękniejsze, niż najpiękniejszy z możliwych kwiatów, aczkolwiek mały cierń bólu , że to tylko wspomnienia, pozostaje w moim sercu.
Ale takie jest przemijanie, ja też kiedyś przejdę do wieczności, ale ta fotografia jednak pozostanie jako ślad , że wszyscy obecni na tym zdjęciu przodkowie kiedyś żyli i byli bardzo szczęśliwi. I może to jest właśnie ta osłoda dla przyszłych pokoleń i nauka, że warto te rodzinne więzi pielęgnować, zanim staną się tylko wspomnieniami? Pielęgnować tu i teraz, bo teraz przynoszą szczęście, a później, gdy pozostają już tylko wspomnieniami, przynoszą łzy nie tylko wzruszenia, ale często i bólu nieodwracalności tego, co nie zawsze było między nami najlepsze.
Wszak Seweryn Krajewski pięknie śpiewa w swojej piosence „Tkanina”:
Z jednej tkaniny
Wszyscy jesteśmy,
Co się wyciera,
Strzępi przez lata,
Lecz jeśli chcemy,
te wszystkie dziury
Miłością da się
Załatać.
Pamiętajmy o tych ważnych słowach, bo kiedyś, gdy ci nasi najbliżsi zaczną odchodzić, wiele spraw pozostanie nie załatwionych już na zawsze.
I nie będzie już od tego odwrotu, niestety już nigdy!
No cóż, pozostało mi tylko jeszcze życzyć wszystkim miłej soboty, może znajdzie się trochę czasu na rodzinne przemyślenia?
