Wielka Sobota


Dzisiejszy dzień właściwie już zaliczyć możemy do świątecznych.
Aczkolwiek niektóre gospodynie jeszcze dokańczają swoje pomysły, a tu jeszcze skroić trzeba sałatkę, może jednak jakieś ciasto jeszcze upiec, bo jest za mało, jeszcze trzeba ten niewidoczny pył z mebli i podłogi ściągnąć, chociaż przecież cały tydzień na miotłach ze ścierkami w rękach jeździły, ot tak jak przed świętami zazwyczaj bywa.A potem wszyscy radośnie podzielą się jajeczkiem i za stołem wielkanocnym usiądą, zajadając same pyszności od rana do wieczora, no może z małą przerwą na jakiś wiosenny spacer, o ile oczywiście pogoda pozwoli ( a deszczyk czasami ma nam niestety pokropić ),
I ja też uległam tradycji przygotowań, wczoraj zrobiłam paschę, która teraz w lodówce się ” zsiada”, najwyżej jeżeli nie do końca ten etap się powiedzie, będziemy ją jeść jako serowy krem łyżeczką, ale jestem dobrej myśli, że uda się ją jednak pokroić w kawałki,
Poczytałam kilka przepisów  i zrobiłam ją jako „wypadkową”, czyli w mojej wersji, opartej na klasykach.
Prawdziwa pascha powinna być zawieszona  w gazie do ocieknięcia i podana w postaci takiego wałeczka, ale ja uznałam, że po pierwsze ser, który kupiłam w wiaderku ( mielony) już sam od siebie jest „suchy” i mimo dodanej  śmietanki i żółtek powinna się ściąć, a po drugie wygodniej dla mnie i dla późniejszego dzielenia pozostawić ją w tortownicy. Oczywiście prócz sera, żółtek, śmietanki masła są w niej same smakowitości : orzechy, migdały, skórka pomarańczowa, figi, daktyle, suszone  morele , tak więc powinna być pyszna.


Jeszcze za chwilę będę robiła sałatkę z matiasów, przepis kiedyś zamieszczałam na moim Facebooku , prosty: matiasy, grzybki marynowane, papryka marynowana, czarne oliwki, cebula trochę majonezu i musztardy, ja pewnie dodam jeszcze troszkę jogurtu górskiego.

Najgorsze, że pewnie niewiele z tych świątecznych potraw będę mogła jeść, przyplątała się  już kilka dni temu jakaś dziwna choroba jelitowa, dostaję takich skrętów , jakby mi kto te kiszki kijem zawracał, potem przechodzi, i znów za chwilę wraca, pewnie będę tylko o suchym chlebie, bo ten mi raczej nie zaszkodzi.
Wczoraj był już koszmarny dzień, miałam kilkugodzinny dyżur w przychodni i musiałam iść, a tu ból taki, że aż sobie powyłam nawet.
Na szczęście w czasie, gdy musiałam już z domu wyjść mój brzuch się uspokoił troszkę, przynajmniej na kilka godzin.
I tak nawet wieczorem wczoraj pomyślałam sobie, że po co ja właściwie pojadę do Magdy, skoro cały czas muszę polegiwać i pojękiwać, ale dzisiaj jakoś z lepszym humorem się obudziłam, może aż tak źle nie będzie? Najwyżej co, Magda odwiezie mnie do domu, gdzie będę sobie chorowała?
Że też takie przypadłości akurat na święta musiały na mnie najść, gdy wszyscy pyszne zajadać będą, a ja………. ale jeszcze poczekajmy, do jutra wszystko może się zdarzyć, mam nadzieję, że dobrego.
Na wszelki wypadek na śniadanie zjem tylko suchą bułkę, nawet dobrze, że będę miała kilka dni ” odpoczynku” od mojej ulubionej owsianki, bo może to ona takie szuru – buru w moich kiszeczkach robi??

No to zabieram się za robienie mojej sałatki, a wszystkim życzę wiele pogody przy święceniu jajek i innych pokarmów, wszak już wchodzimy w okres Wielkanocny