Wcale nie trzeba z Krakowa daleko wyjeżdżać, żeby poczuć się jak na łące.
Wczoraj takie zdjęcie zrobiłam na osiedlu Krowodrza w Krakowie i od razu poczułam się, jakbym gdzieś na wieś sobie wyjechała.
Trzeba przyznać, że panie ogrodniczki bardzo dbają o ten teren, który otoczony jest blokami, ale można i tam znaleźć piękno natury.
Mieszkańcy okolicznych bloków mają naprawdę wielkie szczęście, że jest ktoś, kto tak starannie dba o ich otoczenie.
Niby zwyczajne blokowisko, ale jednak i tutaj można nacieszyć oko spojrzeniem na piękne kwiaty. Pewnie aż miło im się tam mieszka.
Chociaż kiedyś rozmawiałam z jedną z pań opiekujących się tymi rabatkami i powiedziała mi, że i tutaj wandale potrafią zniszczyć, wyrwać, połamać roślinki. Cóż, są ludzie i ludziska, jedni sadzą, dbają, pielęgnują, inni po prostu niszczą.
A gdyby ktoś tak poszedł do dom tych wandali i zniszczył im mieszkanie, połamał meble, porysował ściany? – ciekawe, czy nie zdenerwowaliby się, nie starali się usunąć takiego intruza.
Cóż, hołota jest wszędzie, ale wcale z tym nie musimy się zgadzać i nie musimy ponosić konsekwencji czyjejś beznadziejnej głupoty i chamstwa.
No to zastrzyki w kolanko mam już za sobą.
Teraz pozostały mi tylko zabiegi fizykoterapeutyczne: ultradźwięki, laser i jontoforeza.
Zaczynam od poniedziałku 10 lipca.
I znów się będzie działo.
Może po prostu zmienię przychodnię, w której pracuję, skoro ostatnio tak często tam bywam?
Nie, zdecydowanie wolę jednak Żabiniec, tam dopiero czuję się, jak u siebie.
Wczoraj był dosyć dziwny dzień, niby było ciepło i słonecznie, ale przy tym wiał wiatr, czasami całkiem chłodny.
I pewnie było coś nie tak z ciśnieniem, bo chwilkę posiedziałam na ławeczce koło AGH, a gdy wstałam, fest zakręciło mi się w głowie.
Gdyby ktoś mnie obserwował, pewnie pomyślałby, że jestem pijana, bo nieco się zataczałam.
A ja ani kropli alkoholu przecież nie wypiłam 😦
Ale jakoś się zmobilizowałam i do domu pomału doszłam, a po zjedzonym obiadku musiałam nieco się zdrzemnąć.
Od razu lepiej się potem poczułam, chociaz głowę nadal miałam troszkę ciężką.
No tak, znów obudziłam się wczoraj przed piątą rano, pewnie dlatego miałam też i tę głowę taką niepewną.
Co ja mam z tym snem, że tak wcześnie się budzę, no, można by powiedzieć, że nieomalże w środku nocy.
Już kładę się nieco później, staram się przetrzymać jakoś do tej 23-ciej ale i tak o 4-5 budzę się wyspana.
Starość jednak mnie dopadła, starość, dospać nie mogę.
Ciekawa jestem co będzie późną jesienią i zimą, gdy wieczór robi się już tak szybko.
Pewnie już o szóstej wieczór będę myślała o spanku, tylko potem znów będę nad ranem się budziła koło 3-4.
Straszna wizja!!!
No to dzisiaj zaczynamy weekend. Ciekawe, czy będzie burzowy, jak zapowiadają, czy może psikusa na in plus zrobi nam pogoda i będzie pięknie i słonecznie.
Jak na razie niestety jest ponuro, wręcz deszczowo. Kolejny weekend do niczego???
Nie szkodzi, dla mnie ważniejszy będzie przyszły weekend, bo znów pewnie spędzę go urodzinowo w Modlnicy, tym razem Magda będzie obchodziła swoje urodziny.
A więc tym razem nie ja jadę do Modlnicy, a Modlnica przyjeżdża do mnie z wizytą.
Zapowiadali się Maciek z Darką na kawusię.
Daria już jest po wszystkich egzaminach i można powiedzieć, ze już jest prawie na trzecim roku medycyny. Ale to szybko zleciało.
Zresztą podobnie i Matylda też już będzie studentką trzeciego roku Akademii Medycznej.
No i dobrze, przynajmniej nie pozwolą starej Ciotce umrzeć szybko 🙂 Będzie miał kto ją leczyć 🙂
Za to w tym roku studia rozpoczynają Oliwia i Wiktoria.
Hm, co prawda nie na medycynie, ale po co w sumie nam tyle tych medyków w rodzinie?
Muszą zabezpieczyć jakoś i inne dziedziny rodzinnego życia 🙂
Dzisiaj Imieniny obchodzą wszystkie Halinki.
Z tej okazji składam im życzenia zdrowia i pomyślności i sporo uśmiechu, bo to dodaje nam przecież siłę do życia.
A tak przy okazji wspomnę jeszcze moją Koleżankę Halinkę – Hnovę, która niestety od nas w zeszłym roku, w kwietniu odeszła na zawsze.
Łza w oku mi się kręci, bo zawsze Jej składałam imieninowe życzenia.
To była naprawdę niesamowita Kobieta, chodząca łagodność i dobroć, która wprost biła z Jej oblicza.
Niezwykle sympatyczna, bardzo koleżeńska i wielki wesołek, wręcz dusza towarzystwa. Przy Niej nie można się było smucić, nie można się było nudzić, zawsze miała wspaniałe pomysły.
Myślę, że i Ulka ze mną się zgodzi, bo też poznała Hnovcię osobiście na naszych czatowskich spotkaniach w Krakowie.
I znów Ulu na wspomnienia mnie dzisiaj bierze, ale…….. bardzo, bardzo mi Hnovci brakuje, chociaż Ona też daleko ode mnie mieszkała, bo w Warszawie.
Są dni, które niestety już się nie powtórzą, chociaz bardzo byśmy tego chcieli.
Ale przynajmniej pielęgnujmy te nasze miłe wspomnienia w swoich myślach i uśmiechajmy się do nich, przez to jesteśmy bliżej tych, których już z nami nie ma.
A jednak przyjemnego weekendu Wszystkim życzę, odpoczywajcie, nabierajcie sił na nowy tydzień i radujcie się każda miłą chwilą

