Koniec laby

 

 

Dzisiaj po weekendzie powrót w krakowskie pielesze.
A było mi tu tak wspaniale……
No cóż, taka jest rzeczywistość.
A tak miło popija się kawkę na tarasie, siedzi na nim wieczorem przy grillu, wśród rodziny, a nie samotnie spędza się miło czas….
A tak fajnie leżeć sobie na huśtawce i czytać gazetki, a czasami nawet się zdrzemnąć kapkę…
Ale na razie koniec z takim rozpasaniem, trzeba wrócić do domku, do rzeczywistości.
Chociaż przecież w domku nie jest mi tak źle. Tylko tego tarasu i hamaku będzie mi brakowało.
A dzisiaj przede mną pracowity dzień.
Dzisiaj rozpoczynam rehabilitację na te moje nieszczęsne kolanka, może uda mi się „załapać” jeszcze na kilka chociaż masaży na moją szyję?
No a po zabiegach muszę szybciutko sunąć do pracy, bo już na mnie pacjenci czekać będą.
Pewnie zanim się zorientuję, minie niepostrzeżenie następny dzień i tak w kółko.
Zabiegów mam rozpisanych kilka, po 10 razy każdy, więc trochę się tam nachodzę.
No nie mówiłam, że powinnam się przenieść na Rusznikarską hi hi hi???
A na razie idę po raz ostatni na taras, wypiję na nim ostatnią znakomitą kawkę (w tym dniu oczywiście), umyję się pięknie, ubiorę i hejta do Krakowa.
Wsi pogodna, wsi wesoła żegnaj znów na jakiś czas.
Aha! orzeszki piniowe są smaczne, chociaż podobno wyjątkowo kaloryczne, ale mają tak twarde skorupki, że połamałam na nich moje pazurki.
Ale coś za coś 🙂

Dzisiaj mamy 10 lipca, czyli kolejny Dzień Świra.

 

Co prawda nie będzie na Kontrmanifestacji Wałęsy, ale…

NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ !!!!

Miłego poniedziałku i całego tygodnia