KOT

 

Na poniedziałek, dobry KOT,
Na cały tydzień, dobry KOT.
Na złe myśli, dobry KOT.
Jednym słowem  KOT – dobry na wszystko !!!

Bynajmniej nie oznacza to, że mam jakieś złe dni, nie, zdecydowanie nie.
Tak jak napisałam dzisiaj Komuś w Messengerze, już przyzwyczaiłam się,  że więcej niż mam, nie będę miała, więc  się pogodziłam z tym faktem.
Bo człowiekowi zawsze wydaje się, że gdyby miał więcej, byłby bardziej szczęśliwy.
Więcej?, a czego więcej? Pieniędzy, miłości, zdrowia???
Powinnam się cieszyć tym, że mam gdzie mieszkać, że jest mi w moim gniazdku dobrze i bardzo wygodnie.
Nadmiar pieniędzy pewnie by mnie zepsuł, mam więc tyle, ile mi potrzeba. I mówię to całkiem serio,  chociaż może nie raz nawet myślę, czy piszę tu o mitycznej wygranej w Lotka.
Zdrowie? Wstaję codziennie rano, mam zdrowy i świeży umysł (no czasami coś udaje mi się nawet zapomnieć, ale to nie jest jeszcze takie bardzo dla mnie tragiczne), mam dwie ręce, dwie nogi, które często co prawda mi dokuczają, ale są – nie jestem kaleką.
Nie jestem całkowicie sama. Co prawda nie mam męża, ale to i pewnie lepiej dla mnie, często rozmyślałam nad tym, że właściwie nie nadawałabym się na niczyją żonę, bo jestem…..taka jaka jestem. Mnie jest z tym dobrze, ale czy komuś byłoby dobrze ze mną?
Mam rodzinę, co prawda nie na co dzień, nieco w oddali, ale są, wiem, że na nich zawsze liczyć mogę, to też jest bardzo ważne.
Mam trochę znajomych, z którymi mogę sobie przez telefon porozmawiać, gdy akurat takiej rozmowy potrzebuję, ale nie koniecznie, czasami lepiej jest nawet pomilczeć.
Mam swój własny świat, w którym jest mi dobrze, ale całkowicie w nim się nie zamykam, wychodzę przecież do ludzi…..
Jednym słowem można powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem i przyjmuję to co mam. Pozostają mi jeszcze moje marzenia, ale….to już całkiem moja prywatna sprawa…..
Dzisiaj w brukowcu czytałam historię pewnego kloszarda, który kiedyś miał swój własny dom, z żoną i z córką, miał pracę i wydawało mu się, że jest szczęśliwy.
Kiedyś nakrył swoją żonę na zdradzie, więc wyprowadził się z domu, szukając pracy w całkiem innym mieście. Znalazł ją, niestety swoje smutki po tym, co utracił, zaczął topić w alkoholu, więc po jakimś czasie tę pracę stracił, a sam wylądował na ulicy. Ale jakoś  przyzwyczaił się do swojego nowego życia i wcale nie zamierzał go zmieniać, mimo, że po śmierci matki dorosła już córka chciała przyjąć go pod swój dach. Odmówił, nie chciał być obciążeniem dla córki, zięcia, dla swoich wnucząt. To nie był już jego świat. On czuł się dobrze na ulicy, gdzie mógł pomagać ludziom podobnym sobie. A nigdy tej pomocy nikomu nie odmówił, chociaż jego życie nie było łatwe, sam żył z tego, co udało mu się od przechodzących  ludzi wyżebrać. Potrafił za to tą swoją biedą się dzielić z kimś, kto był jeszcze bardziej biedny niż on, jeszcze bardziej zatracony w swoim życiu.
Niestety ten tryb życia doprowadził go do wylewu krwi do mózgu i po pobycie w szpitalu wylądował w Domu Opieki. Czy tam pozostanie? Nie wiadomo, może znów uda mu się dostosować do nowych warunków życia, a może znów wróci na ulicę………
Bo na tym właśnie polega filozofia życia, umieć znaleźć się w każdej sytuacji i do niej dostosować. Pewnie, jeżeli ktoś jest na tyle młody i na tyle silny zawsze będzie sięgał po więcej, ale nawet zawsze w tej sytuacji trzeba brać swoje ziły na zamiary, nie można nic osiągnąć na siłę, bo wtedy może się to skończyć tylko źle.
Ja zawsze wiem, ile jestem warta i ile mogę osiągnąć, dlatego właśnie jestem szczęśliwa !!!!!!

Ale jakieś filozoficzne myśli osiadły mnie w pierwszym dniu nowego tygodnia 🙂
No właśnie, co on przyniesie?
Pogoda dzisiaj znów taka dziwna, ni to ciepło, ni zimno, ni to pochmurnie, ale gdzieś tam słonko koniecznie chce wyglądnąć zza chmurki.
Życzę wszystkim udanego następnego tygodnia. Cieszmy się wreszcie tą letnią chwilą, bo nie ma to jak wakacje.

LATO, LAT, LATO CZEKA……