niedziela w Modlnicy

 

 

Może być całkiem sympatycznym dniem, bo zapowiada się nam słoneczko.
Ale gdy rano wyszłam na papieroska jeszcze resztki mgły spowijały pola…..
Taka trochę nie lipcowa, ale raczej późno sierpniowa pogoda.
Ale takie hopsztosy będzie nam nasza aura kreowała przez całe lato.
Wczorajsze popołudnie było całkiem przyjemne, gdy nagle, ni stąd, ni stąd ni   zowąd zerwała się okropna zawierucha.
Dosłownie ściana deszczu zza oknem straszyła no i wietrzysko było bardzo ogromne, czasami nawet zagrzmiało.
Myślałam, że to już koniec pogody na ten dzień, a tu całkiem niedługo potem zrobiło się znów pięknie: słonecznie i ciepło.
Aż nie do wiary, że mogłam wczoraj obserwować piękny zachód słońca.
Dzisiejszy dzionek też byłby miły gdyby nie……  jeden mały incydent.
Mała kicia Magdy złapała, po raz pierwszy chyba w życiu, myszkę. I co? Ano zatłukła ją, co akurat nie powinno dziwić, ale potem z tą biedną małą myszką, ku mojej rozpaczy biegała po całym salonie mając świetna zabawę.
Mnie akurat ta jej  zabawa wcale się nie spodobała, bo co prawda mysz nie żyła, ale i tak ślizgała mi się pod nogami popychana przez rozweseloną kotkę.    Brrrrr, nie mogłabym jednak mieszkać na wsi.
NO BO TY SIĘ BOISZ MYSZY……
A boję się, brzydzę się i ta dzisiejsza historia zdecydowanie popsuła mi humor na cały dzień, na pół dnia na pewno.
Wrrrr, nie cierpię wsi, nie cierpię myszy.
Ale wszystkim miłego humorku na tę niedziele życzę
Jednym słowem: pogoda kapryśna jak kobieta, raz ją do rany przyłóż, by za chwilę straszyła chłodem i gniewem.