różane słoneczko

 

 

 

Różane słoneczko jest dla mojej Różanej Przyjaciółki Uli. Daruję go Ci Ulu w naszą ulubioną środę, by przez cały następny tydzień dla Ciebie świeciło..
I to słoneczko na niebie i to słoneczko w Twojej duszy. Abyś mogła robić same przyjemne dla Ciebie rzeczy, które znając Ciebie masz już pewnie zaplanowane?
Z tą pogodą to różnie bywa, ale muszę Ci się przyznać, że mam  na swoim Iphonie zaznaczoną również pogodę i w Poznaniu i często sprawdzam, czy na pewno Ci to słonko świeci 🙂
Wszystkiego najlepszego Uleczko na te wszystkie lipcowe dni,  bo na sierpień będę Ci życzyła w odpowiednim ku temu czasie 🙂
Baw się dobrze, lataj z tymi kijkami, a ja będę odczarowywała deszcz, żeby Ci w tych marszobiegach nie przeszkadzał.
Co prawda nie wiem, czy na taką odległość moje zaklęcia Abra Kadabra też będą działały ?
W Krakowie na ogół mi się to udaje i gdy chcę gdzieś wyjść, a akurat pada, kręcę młynka paluszkiem mówiąc : deszczu a kysz, idź sobie i co ciekawe on mnie słucha. No, przynajmniej ktoś mnie słucha 🙂
Może nie jest to łatwe do uwierzenia, ale tak rzeczywiście jest i nawet niektórzy się dziwują, zresztą ja też, skąd we mnie taka jakaś niesamowita siła odganiania deszczu.
Ale tak jak mówię, nie wiem, czy to na tę odległość około 600 km, które nas dzieli, będzie działało, nie mniej będę próbowała. A może akurat mi się też to uda?
Trzeba zawsze jednak mieć dobrą nadzieję, prawda Uleczko?

Wczoraj też czarowałam deszcz. Akurat rano, gdy wychodziłam na zabiegi nieco się rozpadało, ale jakoś do przystanku dotarłam nie używając parasolki, na szczęście przystanek mam niedaleko.
Akurat największy deszcz padał podczas mojej podróży autobusem, ale kilka razy pokręciłam moim czarodziejskim paluszkiem, wypowiedziałam czarodziejskie zaklęcie i zanim dojechałam na miejsce deszcz ustał i znów idąc od przystanku do przychodni nie musiałam używać parasolki.
Zabiegi przeszły mi całkiem sprawnie, chociaz po jontoforezie tego chorego lewego kolanka rozbolało mnie ono nie licho, na szczęście szybko potem ból przeszedł. Widać taka była reakcja kości na rozprowadzony lek.
Gdy byłam w przychodni rozpadało się na dobre, ale na szczęście okazało się, że i Darka i Wiktoria akurat były tam w pracy, więc wprosiłam się do nich na kawkę i całkiem miło ten deszczowy czas przeczekałam. Potem na moment pokazało się nawet słoneczko, tak więc mogłam spokojnie dojść sobie do przystanku autobusowego, bez używania parasolki.
Nawet na moment przysiadam sobie na ławeczce, ale niestety nie dało się na niej siedzieć, bo po tych deszczach było jednak na niej mokro.
Cóż, znów zresztą deszcz zaczął kropić, więc nie mogłam dłużej oddawać się rozkoszy przebywania na świeżym powietrzu.

Dzisiaj też idę na poranną rehabilitację. Mam nadzieję, że wreszcie te zabiegi zaczną mi pomagać, chociaż najlepsze rezultaty osiąga się dopiero w tydzień. lub we dwa po wybraniu wszystkich zabiegów.
Pożyjemy, zobaczymy, chociaz jakoś nie bardzo mi się chce wierzyć, żeby całkowicie ten ból ustąpił.
Podobno dawniej tę cystę Bakera leczono punkcją. Nie rozumiem, czemu teraz zaniechali tej metody. Przecież najłatwiej byłoby opróżnić ją z nadmiaru płynu, który w niej zalega i wtedy by nie uciskała na okoliczne nerwy i nie byłoby tego bólu, tej sztywności stawu.
Ale jak już kiedyś pisałam, widać naczelny chirurg, specjalista  Polski nigdy nie chorował na taką przypadłość  i nie rozumie, jak taki ból daje się we znaki.
Jest powiedzenie : syty nie zrozumie głodnego, teraz mogę dodać inne: nie cierpiący na żaden ból nie wie, jak bardzo taki ból jest dokuczliwy i czasami  jest nawet nie do wytrzymania.
No, ale takie są zalecenia odgórne i lekarze do nich stosować się muszą. Jestem ciekawa, czy gdybym na przykład zgłosiła się prywatnie do jakiegoś chirurga z prośbą o taką pomoc, czy by mi odmówił? Przecież nie każdy jest zdecydowany od razu na operację kolana i zastosowanie endoprotezy. Wydaje mi się, że jest to jeszcze większa trauma, a skoro można pomóc w formie nieco łagodniejszej, czemu tego nie wykorzystać, tym bardziej, że kiedyś tej metody punkcji właśnie stosowano.
Pani rehabilitantka, która robi mi zabieg ultradźwiękami opowiadała mi właśnie wczoraj, że kiedyś i ona miała pod kolanem tę cystę Bakera i chirurg zrobił punkcję, opróżnił  cystę z płynu i już nigdy ona się nie odnowiła. Zresztą mówiła, że była to bardzo często stosowana metoda, najpierw pacjenci przychodzili do niej na ultradźwięki kolana, by nieco rozrzedzić tę galaretowatą, zaległą pod kolanem  masę, a potem u takiego pacjenta wykonywano punkcję i opróżniano kolano  z tego niepotrzebnego płynu.
Nie rozumiem więc dlaczego teraz ta metoda jest niewskazana. To lepiej skazywać pacjenta na cierpienia, lub na branie blokad z kwasem hialuronowym, który jest pełnopłatny i całkiem drogi, a który rzadko kiedy pomaga????

Od rana chciałam mieć dobry humor, naprawdę, ale zepsuł mi go ……. telewizor, który nie wiedzieć czemu sam od siebie nagle się rozregulował i co prawda łapie sygnał WiFi, ale nie można na nim ustawić kanałów. Wielokrotnie próbowałam i………niestety, jest to poza moimi możliwościami.
Znów będę musiała prosić biednego Macieja o pomoc, bo bez niego ani, ani. Tak to jest, gdy się ma starą ciotkę Macku 🙂
W dodatku Firefox działa jak spowolniony żółw, łączy godzinami, mieli jak maszynka do mięsa i to powoduje u mnie dodatkowe stresy. Naciskam Mozillę i chce mieć program, a nie młynek do mielenia mięsa.
Ale fakt, pogoda od rana nam się udała, niebo jest niebieściutkie, słonko ładnie świeci, ptaszki świergolą, to powinna być rzeczywiście piękna środa.
No to zbieram się pomału na te zabiegi, pal licho telewizor, pal licho Mozilla, bez tego też się da żyć, tylko gdy to wszystko się psuje od razu i humor popada w lekką depresję.
Ale mam nadzieję, że wszystko przy pomocy magicznej rączki Maćka mi się naprawi i znów będę oglądała moje ukochane seriale.
No to na razie cześć. Raz jeszcze życzę miłego dnia