Pawełek, Antoninka i Maciek

 

To są imiona przygodzickich Bocianów. Oczywiście wybrany w sondzie, przeprowadzonej kilka dni temu na forum Bociany w Przygodzicach.
Wystarczy tylko w przeglądarce Google wpisać : co słychać w gnieździe Przygodzice i już można wiele rzeczy ciekawych o tym gnieździe i jego lokatorach przeczytać.
Ładne imionka nadano prawda? Tak jest co roku, po obrączkowaniu maluchów nadaje im się imiona, ot dla rozróżnienia, który, jest który, a i kiedyś w przyszłości, gdyby ktoś zobaczył bociana z zapisanym w aktach numerku na  obrączce umieszczonej na łapie bociana, będzie można niejako śledzić losy „naszych” bocianów. Bo one jednak po latach powracają, na ogół w te same okolice, w których przyszły na świat.
Nasze bociany już  (niestety pozostała ich tylko trójka) są całkiem spore , wdzięcznie ćwiczą swoje skrzydełka, rozkładając je szeroko i przy tym śmiesznie podskakując. Jeszcze nie potrafią się oderwać od gniazda, aby poszybować, ale jest to pewna kwestia kilku dni, może tygodnia…….
Widziałam dzisiaj rano, jak ten najstarszy usilnie próbował już dostać się poza gniazdo, niestety kuperek jeszcze ma zbyt ciężki i z powrotem opadał na gniazdo. Mimo to nadal dzielnie próbuje. Również i pozostała dwójka nie chce być gorsza, niż braciszek, też jeszcze niezgrabnie, ale  stanowczo ćwiczą.
Dzielna młodzież. Już po rodzicach przejęły niektóre przyzwyczajenia i bardzo często porządkują gniazdo, rozkładając sianko, albo układając na obrzeżach gniazda przyniesione przez rodziców patyki. Jednym słowem, uczą się dorosłego, bocianiego życia.
Jednak dużo jeszcze odpoczywają, leżąc wygodnie na sianku i wygrzewając się do słoneczka oddają się lekkiej drzemce.
Bo to jednak wcale nie jest łatwo być dużym bocianem, trzeba nabierać siły, ćwiczyć i też i odpoczywać, żeby potem mieć już całkiem sporo energii i umiejętności, żeby opuścić na zawsze rodzinne gniazdo.
Jeszcze raz podkreślam, że podziwiam cierpliwość dorosłych rodziców, którzy stale przynoszą do gniazda pożywienie, wodę, czy gałązki i sianko.
Maluchy wciąż są nie najedzone, widać rosnąc potrzebują sporo tego pożywienia i co któryś z rodziców do gniazda powraca, natychmiast jest „atakowany” o jedzonko. Maluchy łapią rodziców za dzioby za nogi, za ogon i żądają „daj jeść”
Dlatego coraz częściej maluchy pozostają w gnieździe samotnie, rodzice „uciekają” od nich na łowisko, ale przylatują na zmianę wielokrotnie, a noc na ogół spędzają w gnieździe z dziećmi, lub obok gniazda na antenie, bo pomału mieszkanko robi się już nieco ciasne.
Ale maluchy są i tak bardzo dzielne i dają sobie świetnie radę, nawet wtedy, gdy są same w gnieździe, pewnie mają poczucie, że któryś z rodziców zawsze jest gdzieś niedaleko i gniazdo obserwują i w razie potrzeby obroni przed atakiem jakiegoś intruza, a tak niestety często się zdarza, że jakiś obcy bocian usiłuje zaanektować mieszkanko. Samo życie…….
Zresztą widziałam, że przy takiej obronie bocian potrafi być bardzo agresywny, często nawet krew się wtedy poleje.
Jak więc widzicie, obserwacja gniazda to moja pasja, chociaz czasami aż się boję, czy przy tych ćwiczeniach skrzydeł, jeden mały bociek niechcący nie wypchnie drugiego na zewnątrz. No bo co wtedy by się stało? Przecież on jeszcze ne potrafiłby sam wrócić do gniazda.
Ale gniazdo jest pod opieką pana Pawła Dolaty, który wraz z innymi kolegami bacznie mają uwagę na to, co się w nim dzieje i w razie potrzeby może interweniować.
Tak właśnie było wtedy, gdy zachorował drugi bocianek, niestety nie udało się go uratować – szkoda,
Ja tak o tych bocianach mogłabym pisać w koło, ale życie to nie tylko bociany.
Pogoda nam się nieco załamała, to znaczy jest nawet słonecznie, ale temperatura mogłaby o te kilka stopni być większa.
No tak, zimno źle, ciepło źle, gorąco jeszcze gorzej – typowa baba…….
Żal mi tylko tych, co teraz nad morzem naszym siedzą i marzą, by móc zamoczyć stópki (i nie tylko) w ciepłym Bałtyku, ale chyba mogą o tym razem zapomnieć. Zresztą nasz poczciwy Bałtyk do ciepłych mórz raczej nigdy nie należał….
Czytałam, że ostatnio bardzo popularną znów stała się Bułgarska Riwiera, prawie zapewniona ciepła pogoda, ciepłe morze i wspaniale pensjonaty…..żyć nie umierać. No i koszty tez nie jakieś wyszukane. Jedynym minusem jest dojazd. Można pociągiem, czy autem, ale to jednak daleko, można samolotem, ale gdy ktoś ma taką obawę przed lataniem jak ja?
Ale należy być dobrej myśli, gdy my wyjedziemy na wakacje, na pewno będzie śliczna pogoda , nawet u nas w Polsce
Wszystkiego dobrego na wtorek.