Ano właśnie, znów wstał dzień pięknie się zapowiadający, chociaz kilka chmurek po niebie sobie goni. A niech sobie gonią, byleby tylko słonka całkowicie nie przegnały, no i deszczu ne przyniosły. W mieście wielkie słonko nie jest aż tak bardzo potrzebne, jak gdzieś na wsiach, czy nad morzem lub w górach jest potrzebne dla tych odpoczywających.
Szczególnie właśnie dla tych, którzy nie boja się niezbyt zdrowych dla skóry promieni słonecznych, leżąc i opalając się gdzieś tam nad morzem, nad jeziorem, czy nad rzeczką. Byleby tylko stosować odpowiednie krem z filtrami zabezpieczające skórę , bo niestety nowotwory skóry są bardzo niebezpieczne i raczej mało uleczalne. Chwila radości dla słonka kosztem zdrowia – wątpliwa przyjemność, a i kłopotów potem wiele i bólu…
Zresztą ja nigdy specjalnie nie lubiłam się opalać, tym bardziej, że zawsze kończyło się to u mnie poparzeniami skóry, bąblami i schodzeniem naskórka. No i niezbyt ciekawie człowiek w łatach wygląda. Zazdrościłam tym, którzy są cierpliwi i opalają się na kolor czekoladowy, no a potem okazało się, że to jest całkiem niezdrowe. Zresztą o wiele zdrowiej jest, gdy słońce operuje podczas ruchu, niż podczas leżenia jako bezwładny worek na kocu.
Ruch jest zresztą zdrowy na wszystko, a więc zalecam fajne spacery brzegiem morza, czy jeziora, albo spacerek gdzieś po górskich lub wiejskich ścieżkach, ni beznadziejne smażenie się bez umiaru w bezruchu. Inaczej wtedy promienie operują i inaczej sam proces naświetlania skory przebiega.
A teraz pozwólcie, że zrobię pewną dygresje polityczną, chociaz dawno już tego nie robiłam i obiecałam sobie, że do polityki nie będę wracać.
Ale jednak dzisiaj nie wytrzymuję. Wczoraj Wielki Sam czyli Donald Trump dał wyraz swojego poparcia dla partii Pis Oczywiście, że nie zrobił tego bezinteresownie.
Po pierwsze w żadnym kraju Europy nie był (i nie będzie) przyjmowany z takim wielkim entuzjazmem, jak Polsce, a to łechta jego wielkie Ego. Szczególnie, że w świecie nie jest postrzegany jako człowiek całkowicie normalny, a na pewno jako człowiek nieprzewidywalny i bardzo interesowny.
Pisowcy, do których głownie wczoraj przemawiał zrobili wszystko, żeby „godnie” prezydenta przyjąć, chociaz ten poświęcił Polsce tylko kilka godzin, ot po prostu przejazdem był i tyle. Pewnie gdyby nie udawał się na szczyt G20, nigdy by do Polski nie zaglądnął.
A przy okazji załatwił swoje własne interesy, sprzedając Polsce za ciężkie pieniądze gaz i rakiety Patriot, obie strony tym zadowalając, bo nam Polakom (a raczej rządzącym) wydawało się, że mamy wielką przychylność Wujka Sama (co oczywiście jest mylne, bo nie o to prezydentowi wcale chodziło), no a prezydent Trump ma poczucie, że znów zrobił dobry biznes, co dla niego jest niestety priorytetem życiowym.
Ale nie o tym chciałam napisać. Pis stanął na wysoko zadania i ściągnął z całej Polski swoich wyznawców, których posadził na placu Krasińskiego, by podczas przemówienia Trumpa bili mu zajadle brawa. ot, tacy pisowscy klakierzy, nie wiele z polityki rozumiejący.
Ale to nie byłoby takie straszne, gdyby nie ich zachowanie w momencie, gdy z ciepłymi słowami prezydent Trump zwrócił się do naszego byłego prezydenta, Lecha Wałęsy. Chyba musiał być bardzo Trump zdziwiony, gdy pewny entuzjazmu dla polskiego bohatera, którego cały świat podziwiał , w zamian usłyszał gwizdy i wyzwiska. Znów daliśmy plamę i to ogromna plamę, w cały świat poszła wiadomość nie tylko o podziałach w Polsce, ale również i to, że nie potrafimy szanować własnej historii, własnych ideałów, własnych bohaterów, którzy przyczynili się do tego, że teraz naprawdę mamy wolność. Bardzo zdziwiona mina Trumpa o tym mówiła: nie rozumiem was Polacy, nie macie szacunku nie tylko dla bohaterów, ani sami dla siebie.
Ale czego można się spodziewać po sprowadzonym na siłę motłochu, któremu do mózgu wlewa się nienawiść i kłamstwa? Dla nich niestety czarne nie jest czarne, bo tak Guru powiedział i tak musi być.
Oni zareagowali dokładnie tak, jak się po niech spodziewano, tylko tyle, że nie przyniosło to wcale rządzącym splendoru, wręcz przeciwnie.
Zostaliśmy po raz kolejny przed całym światem upokorzeni na swoje własne życzenie.
I gdy kiedyś dojdzie do tego, że ten rząd jednak przestanie dowodzić Polską smród po ich władzy, a niestety też po Polsce i po Polakach bardzo długo jeszcze będzie się ciągnął.
A w takich przypadkach jak wczorajszy jest mi po prostu wstyd, że jestem Polką, chociaz mam całkiem odmienne niż oni poglądy.
I to tyle na ten temat, więcej nie będę, przyrzekam. Ale musiałam gdzieś dać upust swojej złości.
To rozpoczynamy następny weekend, bo co prawda echa wizyty jeszcze po Polsce się roznoszą, jeszcze niektórzy strożą piórka, ale pomału wracamy do tej naszej rzeczywistości.
I bardzo dobrze, że wtedy właśnie następują te wolne od codzienności dni – dni relaksu.
I na te dni życzę spokoju, wesołości i radości we wspólnym przebywaniu z Najbliższymi.
