Trzynastego wszystko zdarzyć się może…

 

 

A szczególnie trzynastego lipca, tak, jak przed 50 laty, tak i teraz…..
Pół wieku, to dosyć długi czas, miałam dużo czasu na ustosunkowanie się do sytuacji, rozgrzeszyć, czy zganić, ale na pewno czas na znalezienie wreszcie dystansu do siebie.  Bo tak trzeba, inaczej człowiek całe życie tego swojego szczęścia szuka.
Czyżbym na to własnie 50 lat potrzebowała? Było, minęło, czas zatarł ślad, nie ma nad czym  już rozmyślać.
No chyba tylko nad upływem czasu, ale on i tak robi spustoszenie w życiorysie, nie tylko zresztą w moim, a na to niestety wpływu nie mamy
Więc pozostawiam ten problem poza mną ……..  może na następne pięćdziesiąt lat?????

Na starość człowiek robi się nieufny i bardzo dobrze. Co prawda bywają niefrasobliwe babcie, ale pewnie wczoraj nieco przesadziłam, chociaż???

Usiadłam sobie na ławeczce, po jakimś czasie dosiadł się jakiś mężczyzna, nie spodobało mi się to, ostentacyjnie wzięłam torebkę bliżej siebie, nawet lekko ją do siebie przyciskając.
Zresztą facet nie siedział długo, nie wiem, czy rzeczywiście miał złe zamiary, czy nie, ale jakieś czerwone  światełko zapaliło mi się w tyle głowy. Podobnie było w momencie, gdy wchodziłam do kamienicy. Ostatnio zamontowano przy bramie jakąś dodatkową metalowa sztabę i teraz brama bardzo ciężko się otwiera.
Nie byłam co prawda bardzo obładowana, miałam tylko jedną siatkę z niewielkimi zakupami, ale chwilę mocowałam się z tymi drzwiami. Zobaczył to przechodzący ulicą jakiś młody człowiek i ze słowami „pomogę pani” przytrzymał mi drzwi bramy. I znów mi się to wcale nie spodobało, miałam wrażenie, że facet chce razem ze mną do tej bramy wpakować, że pewnie zaraz da mi w niej w łeb i mnie okradnie. No i tak pewnie szlachetny zamiar młodego człowieka został przez starsza panią źle zrozumiany. Ale z drugiej strony, nigdy ostrożności  nie dość , teraz takie niestety czasy takie nastały, że człowiek czuje się coraz miej bezpieczny, szczególnie ten w starszym wieku.
Taki jeden z drugim wypasiony bysior nie pójdzie do pracy, aby uczciwie na życie zarobić, ale będzie napadał, rabował, żeby móc potem kupić sobie alkohol, narkotyki, czy dragi.
Nie wiem, czy dawniej miej było takich przypadków, czy może miej się o tym pisało, mówiło, ale teraz czuję się, jakbym nie mieszkała w mieście, a w jakiejś dżungli, gdzie trzeba walczyć o przetrwanie, gdzie trzeba zabijać, żeby samemu przeżyć. A co mają czynić te słabsze jednostki? Bez żadnych możliwości obrony się poddawać? A gdzie jest policja, czemu ochrania nie tych co potrzeba i trwoni pieniądze podatnika, który za ich niepotrzebną ochronę płaci? Zatrważające jest to po prostu, zamiast być normalnym, radośnie rozwijającym się krajem, jesteśmy narażani na ciągłe niebezpieczeństwa, ataki, wcale do tego wojny nie potrzeba, aby zniszczyć ludzkość. Zabijamy się sami złym, nienawistnym słowem,  prezentowaniem siły, zresztą za cichym przyzwoleniem obecnych władz i co dziwne nawet Kościoła, rozbojami, kradzieżami. 
A przecież podobno jesteśmyh wzorcowym katolickim krajem. Prawda to, czy jakaś gorzka ironia????

Ale nieprzyjemny dzień nam dzisiaj wstał. Zero słonka, pochmurnie,  bardzo, a to bardzo wietrznie i chyba pada deszcz?
No cóż, nie każdy dzień może być pięknie słoneczny, ale nie traćmy nadziei na lepsze jutro i uśmiechajmy sie, może tym nasza pogodę ducha chociaż troszkę poprawimy?
A jednak miłego czwartku życzę.