Tak wymarzyłam sobie, żeby być świadkiem pierwszego wylotu bocianka z gniazda i…udało mi się. Akurat miałam otwarte okienko z podglądem kamery na gniazdo. W pewnym momencie bociek Maciek zaczął podskakiwać, rozkładać szeroko skrzydła, przelatywać z jednej strony gniazda na drugą, wreszcie się zatrzymał, popatrzył w dal, rozpostarł szeroko skrzydła, odbił się od gniazda i……wyfrunął.
A działo się to wczoraj, 16 lipca 2017 około godziny 11.45
Pozostałe na gnieździe dwa bocianki tęsknie i z wielkim zainteresowaniem patrzyły za swoim braciszkiem., którego nie było na gnieździe około 10 minut, a gdy wrócił, bardzo radośnie go przywitały. Zresztą to nie był jedyny wylot Maćka z domowych pieleszy w tym dniu, po dłuższym odpoczynku raz jeszcze opuścił gniazdo na dłuższa chwilkę.
A Paweł i Antoninka wzięły sobie widać za honor dorównać swojemu bratu w historycznym, odważnym momencie, bo bardzo intensywnie zabrały się za ćwiczenia skrzydeł i za próby latania. Nawet na zdjęciu widać, jak Pawełek wysoko już podfruwa, tylko kawałek dzioba mu widać, pewnie dzisiaj, lub jutro też będzie usiłował gniazdo opuścić. Pomiędzy narodzinami bocianków była różnica kilku chwil, więc na wylot Antoninki tez pewnie jeszcze ze 2-3 dni poczekamy.
No, ale pierwszy lot w tym roku w Przygodzicach mamy już poza sobą, a właściwie poza jednym bociankiem – brawo Maciek !!!!
Wczoraj miałam dzień pełen gości, około 15 przyjechali na rowerach Diana i Ksawer i przynieśli mi tabletki ketonalu. Od razu zażyłam jedną tabletkę i po chwili poczułam wielką ulgę. Nie można powiedzieć, że od razu cały ból się uspokoił, ale był już taki do wytrzymania.Oczywiście poczekałam do wieczora i drugą tabletkę zażyłam na noc, tak by przynajmniej jako tako tę noc przespać.
A po południu przyjechali do mnie Darka z Maćkiem, też przywieźli ketonal, ale w zastrzyku, tylko, że już byłam po zażyciu tabletek i nie potrzeba wcale było robić iniekcji. Trochę żałuję, bo ciekawa jestem, jakby Darce wyszło to eksperymentowanie na starej Ciotce, wszak już jest prawie że jedną małą stopą panią doktór, czyli moje marzenie, że będę jej pacjentem mogło już wczoraj było się spełnić. No ale stało się inaczej, na pewno jeszcze nie raz Darka będzie mogła się wykazać w leczeniu mojej skromnej osoby 🙂 No więc zażyłam wczoraj na noc tę jeszcze drugą tabletkę ketonalu i……..noc spędziłam po japońsku, czyli jako tako, aż do 4 rano w pozycji leżącej, potem trochę ból zaczął mi dokuczać, więc posiedziałam na kanapie w kuchni, ale zaraz i tak się prawie szósta zrobiła i trzeba było kawkę wypić i za życie się zabierać.
No ale dzień i tak od ketonalu rozpocząć muszę, bo bez niego ani ani…cały czas mam silne napięcie mięśni w okolicy urazu, a to powoduje ból, po lekarstwie napięcie popuszcza, ból prawie, że odchodzi, niestety nie na stałe jeszcze. Ale kiedyś…….. będzie normalnie.
Dzisiaj mam bardzo napięty plan dnia. Najpierw idę na krótką wizytę u lekarza pierwszego kontaktu po recepty , które od razu muszę sobie wykupić, pewnie a potem idę na zabiegi, a po nich jadę do pracy, gdzie mam zapisanych kilku pacjentów, a również i sama (o ile czas dopisze) będę miała wykonywane zdjęcie klatki piersiowej, a dokładnie żeber o ile oczywiście uda mi się kolegę namówić na wykonanie u mnie zdjęcia. Trzeba jednak sprawdzić, czy aby któreś żeberko jednak na wskutek wypadku mi nie pękło. Chociaż z drugiej strony, leczenie stłuczonego i pękniętego żebra jest takie samo – czas wyleczy, nic specjalnego, prócz podawania środków przeciwbólowych i bez smarowania maściami się nie robi.
Trochę obawiam się co prawda jazdy autobusami, mam pewną traumę w tej materii, ale muszę się jakoś opanować, przecież nie mogę znów powrócić do jazdy taksówkami, za drogo by to wszystko mnie wyniosło.Po prostu nie będę wstawała z miejsca wcześniej, niż autobus zatrzyma się na przystanku, bo nawet dojeżdżając o niego tez jeszcze może szarpnąć, muszę więc uważać. Pewnie z czasem i zapomnę o tej traumie…….
No i czekam na odpowiedź z MPK, mam nadzieję, że Dyrekcja zareaguje na mój list, tylko czy coś na tym zyskam? nie wiadomo, ale już parę osób namawia mnie, bym łatwo nie zrezygnowała, próbować zawsze można.Mam tylko nadzieję, że jednak nie pękło mi ani jedno żebro, tylko doznałam ich silnego stłuczenia.
Ale dziękuję Ci atojaxxl za cenne uwagi i za poparcie 🙂
A jeszcze muszę napisać, że nazwa nowej jednostki chorobowej dla osób w wieku starszym, określona przez Maćka jako p e s s e l i z m bardzo mi się spodobała. Fakt, gdy w pewnym wieku człowiek się budzi rano i nic, a nic nie boli, znaczy się, że nie żyje…….
Wprawdzie taki wypadek z żebrami może zdarzyć się każdemu i to w różnym wieku, ale niektóre choroby, jak na przykład strzykanie w kolanach, w barku, czy w kręgosłupie jest zarezerwowane szczególnie dla seniorów, do których już niestety się zaliczam. Więc pretensji do życia nie wnoszę, chociaż teraz przez ten ból w klatce piersiowej moje dotychczasowe dolegliwości, pomimo, że występują nadal, robią się jakoś mniej dokuczliwe.Tak trochę boli mnie „na skos”, lewe kolano, prawe żebra…. trudno czasami nawet powiedzieć, co jest bardziej dokuczliwe, szczególne nocą.
Dobra, już nie narzekam więcej, przynajmniej w dzisiejszym moim wpisie, bo wcale nie obiecuję, że do moich niedogodności jeszcze pewnie powrócę, w końcu od czego mam ten blok? Gdzieś człowiek musi się w końcu wygadać.
Rozpoczynamy dzisiaj znów nowy tydzień, przed nami nowe wyzwania, a poniedziałek zawsze jest początkiem czegoś nowego, byleby tylko pomyślnego.
Przyjemnego poniedziałku i samych miłych godzin w nadchodzącym nowym tygodniu w takim bądź razie życzę

