słonik na szczęście

Na ten nieco zimowy weekend podsyłam radosnego słonika z podniesioną trąbą, oby nam przyniósł same  szczęśliwe weekendowe godziny.
Bo piątek popołudniu to jest czas, gdy trzeba porzucić wszystkie troski, kłopoty i…..albo trzeba zabrać się za sprzątanie, pranie, gotowanie, co większość gospodyń niestety czyni, albo…trzeba odpoczywać.
Od wszystkiego trzeba odpocząć, od polityki też. Rzadko się zdarza, żeby właśnie w weekendowy czas polityka zajmowała czołowe miejsca, no chyba, żeby akurat coś ważnego w poprzedzające dni się zdarzyło.
A ponieważ nasza polska polityka jest całkowicie przewidywalna i całkowicie jałowa, oznacza, że da od siebie nieco odpocząć.
Może następny tydzień przez to rozpoczniemy z większą polityczną werwą?

Dzisiaj nasze małopolskie dzieci rozpoczynają swoje zimowe ferie. Kto ma bogatych rodziców, wyjedzie gdzieś na zimowisko, bo trzeba przyznać, że ceny na takich zimowiskach są całkowicie wygórowane, za taki sześciodniowy turnus trzeba zapłacić około1200 zł, to sporo, co najmniej jakby te dzieciaki do SPA jechały. A tu guzik, będą mieszkały w jakimś niezbyt ekslkuzywnym pensjonaciku i wcale nie bedą zajadały się smakołykami  ani nie bedą się pławić w saunach. Zresztą każde takie dziecko zaopatrzone jest w jakieś dodatkowe środki finansowe, zawsze coś sobie dokupić może.
Dawniej dawało się dzieciom parę groszy, teraz niektórzy rodzice zakładają dzieciakom na takie wyjazdy karty kredytowe, niech uczą się nowoczesności.
A może przez to nauczą się troszkę szanować grosza, bo gdy konto pokaże brak funduszy, minka będzie takiegi dzieciaka nietęga, znikąd pomocy.
No wtedy  nawet list typu kochane pieniądze przyślijcie mi rodzice, nie zadziała, bo czasu na takiego rodzaju dofinansowania braknie.
Tak więc dziecko będzie musiało oszczędnie gospodarować, żeby na koniec przed kolegami i koleżankami na bankruta nie wypadł.
Niektóre dzieciaki jadą z rodzicami na zimowisko, albo do własnej daczy, umieszczonej gdzieś w górach, albo na dwutygodniowe wczasy w naszych polskich lub alpejskich górach…..
Wczoraj miałam pacjenta, który mi opowiadał, że własnie w Alpy jedzie ze swoimi dzieciakami na narty, bo jak twierdził,  ceny tam są całkiem porównywalne z naszymi, a przynajmniej pogoda i śnieg mają zapewnione. Szczęśliwe te jego dzieciaczki, chociaż on na zachwyconego z tego wyjazdu wcale nie wyglądał.

A teraz na koniec jeszcze muszę donieść, że byłam wczoraj niezwykle dzielna, bo zjadłam tylko jednego, jedynego pączka, w dodatku na dwie raty, najpierw jedną, potem drugą połowę.
Może nie wynikło to z mojej powściągliwości, ale raczej z buntu mojego brzuszka, który po połowie pączka powiedział zdecydowanie dosyć, dopiero po dwóch godzinach pozwolił mi  łaskawie resztę  dojeśc 🙂
Ot takiego mam teraz stróża mojej wagi, sama chciałam…..

A teraz wypada mi tylko wszystkim życzyć miłego piątku i całego weekendu i …żebyśmy tylko zdrowi byli………