Dzień dobry, pięknej środy

 

 

I chociaż Uleczka nie odwiedzi mnie jeszcze dzisiaj, bowiem w Ciechocinku nie ma dostępu do swojego laptopa, ale wiem, że znów na swoim telefonie moją różyczkę zobaczy i się do niej uśmiechnie.
Witam Cie Uleńko i zgodnie z tym, co jest na zdjęciu życzę Ci fantastycznego dnia spędzonego w  Ciechocińskim  Kurorcie, miłych ćwiczeń, miłych chwil, a pewno tez i jakiś baletów???
Ale o tym pewnie dowiem sie dopiero po Twoim przyjeździe. Już sobie zakreślam dni w moim kalendarzu, ale jeszcze troszkę ich pozostało.
Więc baw się świetnie i ciesz się miłym odpoczynkiem i wracaj zdrowa 🙂

A co u mnie?
Ano upływa mi następny dzień pod znakiem KOTA.
Niby wczoraj było nieco lepiej, już troszkę się dogadywaliśmy i Banzaj dał się nawet pogłaskać.
Ale nie do końca jest OK.
Wczoraj wieczorem stał pod drzwiami wyjściowymi i z rozpaczliwym miauczeniem próbował otworzyć drzwi na korytarz.
Niestety, drzwi się nie poddały, Ciotka Ewa też nie wypuściła biednego kotka z domu, wiec Banzi (chyba Bandzior bardziej mu pasuje jako imię) wskoczył na parapet okna i zaczął obgryzać kwiatki. A niech ten babus ma karę za to, że mnie tu uwięził i nie chce do mojej dobrej pani i dobrego pana wypuścić.
Nie będzie miała  żadnych kwiatków. A swoją drogą najbardziej smakuje mi dracena, ma taki fajny pióropusz do obgryzania…..
Może i ta Ciotka Ewa nie jest taka zła, czasami się bawi ze mną, głaszcze mnie i przemawia do mnie, no i oczywiście dobrze karmi, czasami nawet jakiś smakołyk mi się trafi, prócz zwyczajnego kociego jedzenia, ale jednak to nie jest to samo, to nie jest moja ukochana Pani Diana, więc buziaczków Ciotce Ewie nie będę rozdawał. I będę przychodził do niej tylko gdy ja będę tego chciał, żadnych wyrazów sympatii z mojej strony nie zazna.
Niech se kupi swojego własnego kota, a nie udaje, że mnie kocha. Bo jednak czasami na mnie krzyczy, szczególnie, gdy baraszkuję na tym parapecie pośród kwiatków. Co ona o jakieś głupie kwiatki się czepia?????

A co na to odpowie rzeczona Ciotka Ewa?
Ano trudno, żal mi troszkę tych kwiatków, bo tę dracenę mam już prawie 30 lat i szkoda, żeby teraz poszła na zmarnowanie, więc pogoniłam od niej biedną Kicię, ale nie wygląda na to, żeby bardzo się tym przejęła, po chwili znów powrócił do obgryzania.
No i najgorsze są wieczory, dopóki ten łobuz nie zaśnie, bo chodzi i cały czas się wydziera. Miau i miau, nie jestem przyzwyczajona do takich hałasów i troszkę mnie to denerwuje. No i cały czas się obawiam, czy to dzikie miauczenie nie będzie sąsiadom przeszkadzało.
Niby na parterze koło mnie są tylko dwa mieszkania, ale to rozpaczliwe miauczenie roznosi się chyba po całej klatce schodowej i na wszystkich piętrach go słychać.
Czy wszystkie koty są tak „rozmowne”, czy tylko ten tak się właśnie ma, tak demonstruje swoje uczucia, a raczej niezadowolenie ze swojego smutnego kociego losu??
A może ta moja kocia trauma wynika z tego, że dotąd nigdy kotów nie miałam i nie bardzo ich rozumiem?
No bo z moimi psiakami zawsze świetnie się rozumiałam, ale  koty są indywidualistami, robią to co i kiedy chcą.
Nie, zdecydowanie nie nadaję się na  „kocią mamę” i coraz bardziej jestem pewna, że jednak kota sobie nie sprawię.
To już wolę porozmawiać sobie z tym telewizorem…..

Za oknem zimno, mróz, temperatury na lekkim minusie. A przecież do marca już tak niedaleko…

Miłego dnia życzę Wszystkim z nadzieją  i z oczekiwaniem na wiosnę.