powiedział mi Bartek…..

 

………… że dziś tłusty czwartek
więc pączkami dziś częstuję
i kalorii nie rachuję
bo raz na rok zgrzeszyć można
byleby tylko z ostrożna.
Od nadmiaru brzuszek boli
w dzień  tłustoczwartkowych swawoli
no i pupa sobie rośnie
gdy pączusie zjesz radośnie
więc umiaru w dniu upustu
a może jeszcze troszeczkę chrustu?????

E.W.08.02.2018

Nie dość, że  tłusty czwartek, to jeszcze mamy regularną zimę.
Bialutko i ślisko dookoła, aż moja buzia z niezadowolenia się wykrzywia.
Znowu ten śnieg!!!! Jak ja nie cierpię zimy !!!!!!

Wczoraj był dla mnie radosny dzień, gdy dowiedziałam się, że Obatel jednak stracił swoją lukratywną posadkę w Unii.
Czy się cieszę z czyjegoś nieszczęścia?
Akurat w tytm wypadku tak, nie lubię, gdy ktoś jest taki głupi i w dodatku ma niewyparzoną gębę , że mówi to, co mu ślina na język przyniesie.
Niech teraz ponosi konsekwencję swojej głupoty, a w portfelu na pewno stratę poczuje.
Chyba mu się zapomniało, że nie mówi tego na forum Pisu, gdzie pewnie za taki głos dostał by aplauz na stojąco, ale w Europie jest troszkę jednak inaczej niż w pisie, tam Guru nie rządzi, chociaz trzeba przyznać, że ma czasami takie pokusy. W Europie ludzi się szanuje!!!!!
Śmieszne co? Taki dziadyga, z wyglądem żula, zaniedbany, wredny, mściwy chce rządzić całą Europą. Jego niedoczekanie.
Więc cieszę się z wczorajszej wpadki Obatela, bo nie tylko on, ale cały Pis dostał wczoraj po nosie.
Za to ze zgrozą przeczytałam, że plac prze Pałacem Prezydenta należy teraz już nie do Ratusza ale podlega Staroście, oczywiście pisowskiemu aparatczykowi. Niby miało to służyć zabezpieczeniem miejsca na wszystkie narodowe uroczystości, ale okazuje się, że to oczywiście jest zmyłka, tam jednak staną pomniki!!!
Zgroza, jednostka dyktuje wszystkim Warszawiakom swoją wolę, wbrew ich pozwoleniu, niezadowoleniu.
To nawet PZPR nie było takie skuteczne chyba, jak pis w przeprowadzaniu swoich niecnych  wyczynów.
SKANDAL!!

Ale może kiedyś doczekam się momentu takiego jak ten, gdy  pomnik Lenina, czy Koniewa z radością usuwali z Krakowa.
Pomnika Kaczyńskiego pewnie nie usuną, ale może chociaż przeniosą w jakieś inne, mniej widoczne miejsce?
Bo czym on się zasłużył dla Polski? Tym, że wsiadł w samolot który runął na ziemię, tylko dlatego, że były złe decyzje o lądowaniu?
Ludzie, trzymajcie mnie!!!

Dosyć, nie psujmy sobie dzisiejszego tłustoczwartklowego humorku.
No to smacznego łasuchowania  życzę i miłego dnia też.

motyle

 

ach, kiedy nadejdzie czas motyli
slońce i łąka pełna kwiatów,
byśmy w radości trwali, byli.
pośród dni pełnych od wiwatów
Jeszcze nie teraz to się zdarza,
bo lodem czasem świat jest skuty,
bo wciąż na kartkach kalendarza
króluje srogi miesiąc luty.
Lecz puśćmy wodze naszych marzeń,
niech zabrzmią serca nam radośnie,
przyspieszmy loty przyszłych zdarzeń 
w tej jakże bliskiej nam już  wiośnie

E.W. 06.02.2018r.

Ten wiersz, napisany wczoraj wieczorem, a będący wyrazem moich marzeń dedykuję Tobie Ulu w nasz środowy dzień spotkań.
Wiem, że i Ty też marzysz o dłuższych, cieplejszych dniah, przepełnionych śpiewem ptaków, barwami kwiatów i rozległą zielenia trawników i  drzew.
To już niedługo Ulu, coraz blizej…..
Teraz codziennie rano i wieczór obserquję, ile dnia nam już przybyło i cieszę sie, że rano, niedługo po godzinie siódmej, słoneczko potrafi już zaświecić, że i popołudnia sa coraz dłuższe.
Pozdrawiam Cię serdecznie Uleczko i wszelkie promyczki słoneczne, które czasami błakają się po Krakowie podsyłam do Ciebie do Poznania.

Taki ładny wierszyk o oczekiwaniu na wiosne napisałam, a tu tymczasem…
Zapowiadają znów nawrót srogiej zimy.
No, może nie aż  w takie wielkie minusowe temperatury, chociaż i to może się zdarzyć, ale napewno w dosyć obfite śnieżne opady.

A co tam panie w polityce?
Szkoda gadać, pełniący obowiązki prezydenta znów użył swojego długopisu twierdząc, że podjął decyzję.
Guzik podjął, kazali, to podpisał. Kota kiedyś też podobno podpisał 🙂
A kto kiedyś twierdził, że on jako prezydent nie będzie notariuszem rządu, no kto?
W każdym bądź razie mamy przekichane na wszystkich frontach dyplomatycznych, ba, można śmiało powiedzieć, że polska dyplomacja nie istnieje.
Za to nienawiśc kwitnie, Teraz, gdy naziści zostali pogłaskani  przez rządzących po główkach, coraz częściej widać wy[pisane na murach i w przestrzeni  wrogie napisy.
Złe wraca, oj wraca.
A przecież każdy człowiek, czy to jest Polak, Żyd, Ukrainiec, Murzyn, łysy, czy rudy, chuudy, czy gruby, ba, obojętnie jakiej wiary i jakiego seksualnej orientacji  ma prawo do takiego samego życia jak ci, którzy chcą decydować, komu wolno w Polsce żyć, a komu nie wolno.
Bo to właśnie zawarte jest w słowie  DEMOKRACJA.
Niektórych sprawiedliwość, tylko nie ta pisia, a prawdziwie europejska, dopadła.
Obatel Czarnecki własnie traci lukratywne stabnowiska wiceprzewodniczacegoi PE, a wszystko przez jego niewyparzony kaczy dziób. Wydawało mu się, że jemu wszystko wolno powiedzieć, obsmarować, opluć, obrzygać, niestety z Parlamentem Europejskim mu się nie udało, oni pokazali mu środkowy palec.
A kiedy my pokażemy środkowy palec wszystkim obecnie miłościwie nam panującym drobiowcom??

Narazie mają się całkiem dobrze, obrastają w piórka i w pieniażki, co raz są u nich obowiązkowe podwyżkmi za rekomo „ciężką pracę”, a sam WUC, wraz z już nieżyjącym braciszkiem bliźniakiem zostają odznaczani a to medalami, a to pomnikami albo innymi wyróżnieniami typu Człowiek Roku itd.
No napewno w konkurencji Prymus Nienawiści Jarosław powinien odebrać złoty medal.
Ostatnio wymyślił, że w szkole będą prowadzone lekcje …..estetyki.
On i estetyka, ha ha, te dziurawe zęby, te włosy wyłażące z nosa, to mlaskanie, nie mówiąc o ubraniu i butach, które przyrównać go mogą raczej do żula, a nie do  europejskiego polityka, za którego on się podaje, zresztą jemu podlizusowcy też.
Świat się kończy………
Nie daj Boże, żeby spełniły się te przepowiednie, o których wczoraj czytałam i to nie przepowiednie dotyczące Polski, ale niestety całego świata.
Armagedon się zbiża…..

Na wszelki wypadek jednak życzę Wam miłego dnia.  A nuż te przepowienie się nie spełnią????


i tak jest

 

 

Słonko sobie wesoło świeci za oknem. Co prawda temperatura nie jest porywajaca….. ale…
Czuć, że wiosna sie zbliża, przynajmniej ja mam taką nadzieję.
Tylko dlaczego ciągle chodzę śpiaca?
Śpać bym mogła no okragło i we dnie i w nocy…
Nawet dwie czy trzy kawy mi mnie pomagają.
Czyżby znów anemia się mi przyplątała?
A moze jakieś inne nie daj Panie Boze choróbsko????

nowy tydzień

 

 

Żegnaj Panie Wojciechu, szkoda, że za wcześnie od nas odszedłeś

więc to już historia? to już było?
Nie będzie wspaniałaj rezolutnej Marysi, zadufanego w sobie Zenobiusza Furmana, czy inżyniera Gajnego, nie będzie dumnego hrabiego Żorża Ponimirskiwgo….nie będzie…….
Ta epoka już odeszła, a w nas pozostaje żal, smutek i wspomnienia , dużo uczuć dla tego Wspaniałego Aktora, który był cząstką naszej histori, naszego życia.
Wczoraj w godzinach rannych zmarł wspaniały Aktor Wojciech Pokora.
Mam poczucie, że coś się znów skończyło, historia mojego życia teraz rozpostarta jest pośród smutnych  wiadomości.
Przemijanie…przeminął znów czas mojej młodości, moich już dojrzałych lat, pośród  których własnie Oni, wielcy Aktorzy jak Pokora, i wielu, wielu innych, którzy już odeszli. tworzyli moją rzeczywistość, Teraz niestety coraz bardziej Ich brakuje……bardzo, bardzo przykro .
Pewnie, ich miejsce zajmują już inni, ale to nie to samo, to nie taki sam mistrzowski warsztat……..

Dlaczego mądrzy, dobrzy ludzie tak szybko odchodzą, a  Ci, którzy starają się psuć nam naszą rzeczywistość wciąż na posterunku trwają, trwają i ,,, bruzdżą?
Czyżby Pan Bóg dawał im jeszcze jedną szansę na poprawę? Niepotrzebnie, niektórzy są niereformowali, więc popadają w coraz większa paranoję…….

Wczorajszą niedzielę spędziłam pod znakiem Gości. Oczywiście przyszła moja Złota Rączka, Maciek i wreszcie mam  porządnie nastawiony ten koszmarny budzik, rycząca krowa juz nie jest straszna, nie budzi, Czas i temperatura nastawione są  też prawidłowo, teraz tylko postawiłam ten „mebel” na półce i….na wszelki wypadek już nie ruszam, nie eksperymentuję.
Razem z Maćkiem przyszła Daria, która już jest po sesji i ma czas wolny, który może spędzać w domowym ciepełku, a nie na  „śląskim wygnaniu” i przyszedł też czworonóg Sisi. Własciwie to nie przyszła, ale wpadła z impetem całej swojej psiej radości do mojego mieszkania, w podskokach i psich uśmiechach, jak tu takiej istotki nie kochać??

Pięknie zapowiada nam się ten dzisiejszy dzień, co prawda temperatura jest niska, nawet poniżej zera, ale świeci nam pięknie  już od samego ranka słoneczko.
A zapowiadali nawrót zimy…. Chociaż kto wie, przecież to dopiero poczatek lutego…..
Za to z wielką radością zauwazyłam, że nie tylko popołudniu ale  i rano już też dnia przybywa, jeszcze parę dni temu o godzinie siódmej była całkiem ciemnoi, dzisiaj juz mogłam zrobić sobie poranną kawkę bez potrzeby zapalania światła w kuchni.

O widzę, że na moim komputerze  literka „w” straciła swoją siłę, zrobiła się jakaś taka wyblakła, tuszu w niej zabrakło, czy co?

Przyjemnego poniedziałku, pełnego słonka i samych miłych chwil, których niech nie zabraknie też i na cały tydzień.

 

 

I jeszcze na zakończenie wpisu różyczka dla Solenizanta, Łukasza, mojego Bratanka, który obchodzi swoje….a nie ważne które już tam z kolei Urodziny.
Dodam tylko, że świetnie pamiętam ten Tłusty Czwartek, w którym przyszedł na świat, to było jakby wczoraj….

takie i owakie ciekawostki

 

Malutka krewetka ma potężną siłę w swoich szczypcach.
Potrafi nimi wytworzyć dźwięk o sile 200 decybeli, czyli  niemal taką jaką wytwarza startujący prom kosmiczny.
Dzięki tym zdolnościom w pobliskich wodach wszystkie zwierzęta padają ogłuszone tym dźwiękiem, co ułatwia sprytnej krewetce łatwe łowy.Spryciarz z niej, nieprawdaż??
A taka mała, niepozorna ważka potrafi w ciągu jednej sekundy rozpoznać 300 obrazów, podczas gdy ludzki mózg potrafi ich tylko przetworzxyć 12.
To co dla nas jest zwykłym widzeniem, dla ważki jest tylko powolnym pokazem slajdów.
Dzięki swoim zdolnościom ważka może łatwo się poruszać i skutecznie polować na inne owady w ruchu.
No i jeszcze jedna ciekawostka ze świata zwierząt.
Nieśmiertelność była i  jest marzeniem niejednego człowieka, nawet naukowcy poświęcali nieraz całe swoje życie czyniąc jakieś eksperymenty w tym kierunku, poszukając eliksiru młodości.
A tu proszę, taka niewielka meduza posiada właściwości odmladzania swoich komórek (coś dla kobiet), przywracając je do swoich pierwszych postaci, a co najważniejsze, może czynić to wielokrotnie, więc śmiało można rzec, że meduza jest nieśmiertelna.
A może ktoś tym sie nawet zainteresował i odpowiednie kosmetyki z ciała takiej meduzy wytwarza. Niejedna kobieta oddałaby za t nawet bajońskie sumy, żeby tylko młodą pozostać na zawsze.
No tak, ale co komu po zdrowym ciele, gdy dusza jest chora? A na to chyba już lekarstwa nie ma.
Gorycz zmartwień, pomówienia, nerwy na codzień to nasza rzeczywistosć.
Mało jest teraz osób wolnych od wszelakich stresów, a przecież każdy lekarz jako receptę zalecu zdrowe, bezstresowe życie.
Tylko jak to zrobić, bo nawet jeżeli w rodzinie się dobrze układa, nawet jeżeli sa jakieś tam pieniadze, chociaz one  nie przynoszą szczęścia, niemniej do życia są potrzebne, przynajmniej w jakiejś niezby dużej, ale przyzwoitej postaci, to sama świadomość zagrożenia, które wisi nad światem, nad nami zaburza naszę prawidłowe warunki życia.
A tak wiele nie potrzeba, wystarczy jedna bombka i…
Lepiej nawet nie myśleć, szczególnie w niedzielę.

Niedziela jest na FUN, na radość i tego na dzisiaj wszystkim życzę.

a gdy już myślałam, że…

 

…naprawiłam mój budziko- zegaro – termometr, byłam w głębokim błędzie. Do naprawy użyłam latarki, żeby lepiej oświetlić te nieszczęsne napisy, zresztą okazało się, że one sa tylko poszczególnymi literkami w jezyku angielskim, ot skróty, nic nie mówiące.
No dobra, ponaciskałam wszystkie możliwe guziki i byłam z siebie bardzo dumna, bo co prawda  przestawiłam  już temperarturę z F na C, ale ukazały mi sie tylko godziny w  systemie AM, czyli porannym, bo godz 12-stej, potem znów zamiast 13 pokazuje się tylko jedynka, czyli wszystko zaczyna się od poczatku..Wydawało mi się, że te ryczące krowy też zamieniałam na  odgłosy kukułki, wyraźnie przyjemniejsze dla ucha.
Byłam z siebie bardzo dumna, bo wczoraj o  północy  już te wredne krowy nie zaryczały, ba, nawet kukułka nie zakukała.
A gdy nadal  bardzo dumna z soebie opowiadałam o tym przez telefon V.I.P.owi, chwaląc się, jaka to jestem sprytna, nagle znów odezwała się ta wredna, wściekła krowa, ryczała tak głośno, że musiałam przerwać rozmowe i ją znów uciszyć.
Już nawet miałam zamiar wziąć jakiś młotek, żeby ją po głowie zdzielić, ale przypomniałam sobie, że nie mogę tego urzadzenia unieszkodliwić, zepsuć, bo to przeciez jest prezent od mojej Magdy.
No tak, właśnie przez to, że włączyłam na zegarku tylko przedpołudniowe godziny, owa krowa zaryczała nie o 12 w nocy, a o 12 w południe.
Tylko co się stało w takim razie z kukułką? Krowa ją zeżarła, czy co?
Jak więc widać moja Koleżanko Aniu, moich kłopotów z ryczaca krową jest ciag dalszy i co najgorsze, nic nie wskazuje na to, żebym to sama zmieniła.
No, chyba, że przyjdzie kiedyś w odwiedziny do mnie moja Złota Rączka – Maciuś i skutecznie naprawi to piekielne urzadzenie.

A propos zwierząt,, do których zresztą nie mam żadnych zastrzeżen, no może z wyjątkiem natretnych much, komarów, czy os. Ale to latające zwierzaki, na razie mam je z głowy, dopiero w lecie dadzą o sobie znów znać.
Wczoraj ogladałam na TVP2 bardzo przyjemny, familijny film pt. Marlin i ja.
Facet opowiada swoje perypetie ze swoim pupilem, przemiłym zresztą  labradorem, którego nabył wraz ze swoją żoną tuż po ich slubie.
Szczeniak był rzeczywiście nie tylko uroczy, ale i w sumie upiorny, cały czas tylko zabawy były mu w głowie, zresztą nie zawsze te zabawy właścicielom się  podobały, bowiem psiak namiętnie gryzł  i psuł wszystko to, co go otaczało, był przy tym niesamowicie żywiołowy i czasami rzeczywiście trudny do opanowania. Czas mijał, małżenstwo doczekało się trójki wspaniałych dzieci, rodzinne ognisko wesoło się rozpaliło, pełne miłości rodziców, dzieci i psa Merlina. I nawet, gdy czasami pies po swojemu dokazywał, wszyscy Marlina bardzo kochali. Niestety,  z czasem przyszła pora na pożegnanie, pies już na starośc był tak schorowany, że trzeba było ulzyć mu w jego cierpieniu. Smutny był bardzo czas rozstania rodzinki i psa, wszyscy wtedy przypominali sobie wszystkie  chwile wspólnie spędzone, szalone i wesołe, czasem kłopotliwe. łza w oczach kręciła się nie tylko wśród rodzinki, ale przyznam, że i w moim oku tez sie niejedna zakreciła.
Przypominałam sobie wszystkie moje smutne pożegnania z moimi bokserkami, z  Atą, a potem z Tiną i z Kają……..

Niestety, czworonogi żyją o wiele krócej niż my i przychodzi taki moment, że trzeba im powiedziec do zobaczenia, chociaz serce kraje sie z wielkiego żalu.

Zresztą wszystkie pożegnania są takie smutne, wiem coś o tym, bo dzisiaj od rana jakieś takie rodzinne wspomnienia mnie nachodziły, przypominali mi się nie tylko Rodzicie, czy Rodzeństwo, ale różnież i Ciocia Danka, siostra mojej Mamusi i jej maż, ich też juz z nami dawno nie ma.
No cóż, taki jest los, wszystko przemija, my też pomału przemijamy.

Ale nie chcę, by ta sobota w smutnym tonie nam przechodziła, więc życzę wiele radości i miłych chwil na ten dzien odpoczynku od pracy.

no to mamy…piąteczek

 

 

 

Jakąś koszmarną miałam tę noc, a wszystko to przez….. budzik.
Dostałam kiedyś od Magdy takie fajne urządzenie : trzy w jednym, termometr, zegar i budzik.
Wszystko byłoby fajnie, ale nastawić tę machinę nie jest wcale tak  łatwo, bo niestety ma ona  co prawda guziczki, ale opis do nich jest białymi literami na białym tle, czyli …… i tak nic nie wida, co tam jest napisane.  Aiści, ktoś bardzo mądry musiał cos takiego wymyśleć, pewnie nagrodę Wynalazcy dostanie za taki wymysł roku.
No nic, póki budziko – termometr stał sobie grzecznie  na półce nic się złego nie działo.
Ale ostatnio coś mnie licho podkusiło i chciałam pochwalić sie nim mojemu gościowi i……  niechcący coś tam nacisnęłam  i…zaczął się koszmar.
Już nie mówiąc, że temperatuta z Celzjusza przeniosła isię na Fahernheita, ale jeszcze nie wiedzieć czemu,  równo o północy budzik zaczyna ryczeć.
Jest tam co prawda kilka miłych dzwonków, na przykład świergot ptaków, ale mi włączył się, oczywiście całkiem niezamierzanie  ryk wściekłej krowy. Oczywiście ta wściekła krowa wyrwała mnie z głębokiego już snu, bo o dziwo wczoraj akurat poszłam wcześniej spać, rozbudziłam się  i nie mogłam potem już  długo zasnąć z powrotem. Nie mówiąc, że musiałam hyżo z ciepłego łożeczka wyskoczyć, by zamknać krowie ten wyjący pysk.
Ale dobrze, że mam swoja Farmę, więc na  chwilkę, no na  dłuższą nawet chwilkę, sobie na moja farmę wskoczyłam, pozbierałam to, co się dało pozbierać, troszkę dżemów narobiłam i kilka wiązanek z gipsówki zrobiłam,  a potem włączyam swój ukochany serial Rodzina zastępcza i znów odpłynęłam prosto w ramiona Morfeusza.
Ale dobrze mi się spało, chociaż ostatnio mój piec w pokoju grzeje do wiwatu, mimo, że mu już temperatrurę nieco obniżyłam.
Takie to sa ostatnio  moje nocne przygody, wszystko zgodnie z pisowską regułą, żadnych bezeceństw i rączki na kołderce 🙂

A dzisiaj obudził mnie ponurzasty dzień.
Za oknem prace w Parku szaleją. Podobno już nasadzili tam mnóstwo nowych krzewów, nie wiem tylko, czy nie za wcześnie na takie przyrodnicze akcje, ale widać ogrodnicy uznali, że na wiosnę muszą nowe krzewy już pięknie nam sie zazielenić.
Drzewostan też już nieco w parku  wymienili, stare, już martwe  drzewa pousuwali, na to miejsce posadzili nowe.
Ciekawe, kiedy zabiorą się za te kwietne dywany, bo podobno teraz Park Krakowski będzie Krakowskim Ogrodem.
Ale pięknie tam będzie….do czasu, aż chuliganie nie połamią kwiatów i krzewów, nie zdemolują ławek i odrestaurowanych rzeźb, a pieski nie będa zostawiac wszędzie swoich „paczuszek”. Będzie założony monitoring??????
Właściwie to nie mam co się tak cieszyć na zapas, bo jeszcze napewno nieraz dosyć będe miała harmideru z placu zabaw prosto pod moim oknem rozłożonym, zwłaszcza, gdy zroobią tam nie tylko zjeżdżalnie, ale i górkę do zjeżdżania na rolkach, ale bedzie hałas.

Ale na to jeszcze poczekam.
Na razie miłego piątku  wszystkim życzę.
Przed namo ostatnia niedziela karnawału… 

witam Was pięknie w miesiącu lutym

 

 

Dzisiaj właśnie do nas zaglądnął nowy miesiąc. LUTY. 
A nowy miesiąc, to nowe nadzieje.
A najważniejsze, do wiosny pozostało już nam niewiele dni, jakie to pocieszające.

Ciekawie minął mi wczorajszy dzień, miałam niespodziewanego, dawno niewidzianego gościa  – V.I.P.a.
Co prawda nie było tym razem wspólnego obiadku, bo pora odwiedzin była już pozaobiadowa, ale miło przynajmniej sobie porozmawialiśmy.

A wieczorem…..Właściwie to bardzo późnym wieczorem, ba, nawet można powiedzieć, że już w porze nocnej,  miałam mały powrót do przeszłości.
Dostałam messengerem  od Olki i od Maćka kilka zdjęć sprzed wielu lat, gdy dzieci Magdy, Maćka, Marcina były jeszcze takie małe…..Czasami miły jest taki powrót do przeszłości, nawet łza mi się w oku  zakręciła, zwłaszcza, gdy zobaczyłam zdjęcie jakże szczęśliwej Babci Ani, czyli mojej siostry z małymi dziewczynkami, Olką i Wiktorią na ręku.
Niektóre zdjęcia przywracały  sentymentalne wspomnienia. Na przykład to, gdy  stoję w jeziorze w Sielpi, trzymając za raczke małą Darię, która pamietam, gdy zobaczyła jezioro głośno wyraziła swoje zdziwienie:  O, jaka  duża  kałuża.
Były zdjęcia w ogrodzie w Zawoi, gdzie na trawce leżę sobie z maluchami, a obok leży nasz pies Benek Pierwszy, były zdjęcia w domu  na Smoleńsk z  naszą bokserką Kają pod stołem, jednym słowem same wspomnienia.
Niektóre zdjecia mnie nawet zadziwiły, nawet chyba nie zdawałam sobie, jak bardzo byłam gruba, wyglądałam jak słonica, dobrze, że to już za mną, chociaż czasami to poczucie „jestem gruba” nadal we mnie tkwi, chyba nawet bardziej niż wtedy, gdy rzeczywiście  byłam tak okropnie potężną kobieta.
Tylko wtedy nie bardzo chyba zdawałam sobie sprawę z mojej ułomności i pewnie na swój sposób byłam szczęśliwa, ale żyłam  życiem rodziny, a nie swoim.
Może gdyby wtedy była taka możliwość operacji bariatrycznej, moje życie ułożyłoby się trochę inaczej?
Ale to już było, minęło 20 lat, trudno teraz rozpatrywać na nowo przeszłe już lata.
Zdjęcia nie kłamią, zdjęcia tylko przypominają to co kiedyś było, są wierną kopią minionych dni.
Resztę wypełniają wspomnienia……

Jak drogie są wspomnienia dawnych dni
wspomnienia dawnych lat
Melodia w nich serdeczna jakaś brzmi
i dawny piękny świat

Tak więc miesiąc luty rozpoczynam w rzewnej nutce wspomnień, lepsze to, niż niepotrzebne nerwy tym, co teraz mnie otacza.
Chociaż trzeba przyznać, że chociaż wiele rzeczy mi się nie podoba, nadal jestem szczęśliwa.
Bo szczęście każdy nosi w sobie, trzeba go tylko umieć pielęgnować, żyć  samymi miłymi wspomnieniami i potrafić oddzielić brudne sprawy codzienności od tych nawet małych, ale jakże miłych momentów życia. To mogą być drobnostki, niby nie wiele znaczące fakty, ale to one układają sie właśnie w naszą historię i zapisują się na taśmach naszego życia, a te taśmy własnie po wielu latach można odtworzyć i raz jeszcze do tych chwil powrócić, zwłaszcza wtedy, gdy kogos z naszej taśmy życia już zabraknie.

No to pora na moje życzenia : Luty jest bardzo krótkim miesiącem, ale i on może być bogaty w przyjemne fakty, przyjemne godziny, czego wszystkim wraz z dobrymi życzeniami na dzisiaj i na cały miesiąc przekazuję