Dzisiaj mamy 10 dzień kwietnia

 

 

 

I wcale w związku z tym nie będę pisała o tym, co się przed  ośmioma laty stało się pod Smoleńskiem, ani nie będę się poniżała do tego, żeby opisywać wariactwa, jakie dzisiaj w Warszawie z okazji tej rocznicy odbywają się w Warszawie.
Mam tylko cichą nadzieję, że już nie długo.

Ale napisze, że przed iluś tam katy własnie 10 kwietnia przyszła ma świat Kamilka, córka Magdy. Specjalnie nie wymieniam dokładnego roku Jej  narodzin , aby nie postarzać ani Solenizantki, ani Jej Mamy, ale pamiętam że był to także piękny i słoneczny dzień, który przyniósł mi wiele radości.

Boże, jaka Kamilka urodziła się malutka, taka śliczna, drobna istotka. O pd razu okazało się, ze przyczepiła się do  Niej jakaś wstrętna bakteria, wiec musiała leżeć w inkubatorze z kroplówka wbitą do Jej malutkiej główeczki. Leżała w tym szpitalu chyba dwa tygodnie, ale gdy wróciła już zdrowa do domu. było w rodzinie wielkie święto. Zanim dopuścili mnie do Jej łóżeczka. musiałam ubrać fartuch i maseczkę gazową  na buzię, rękawiczki gumowe na ręce, trzeba było bardzo uważać, żeby znów jakiejś bakterii nie podłapała.
A potem sobie ku naszej radości rosła i coraz bardziej piękniała. Teraz z Kamilki jest naprawdę śliczną, zgrabną i bardzo mądrą dziewczyną.
I chociaż nie ma Jej w Krakowie, jest daleko, ale moje serce dzisiaj do Niej biegnie z życzeniami.
Jest mi bardzo bliska, bo to przecież ja zajmowałam się malutką  Kamilką, gdy jej Mama, czyli Magda studiowała. Ja brałam popołudniowe dyżury w Szpitalu Kolejowy,  ramo opiekowałam się Małą, a po południu oddawałam Ją w ramiona Mamy – Magdy i szłam do pracy.
Ale to już historia…
Kamilko, nie wiem, czy przeczytasz mój blog, ale wiedz, że zawsze jestem z Tobą, zawsze pamiętam Cię jako tę słodką. mała istotkę, w którą w tajemnicy przed Magdą  „wlewałam” po trzy butelki mleczka, bo wydawało mi się, że jesteś taka krucha, chudziutka…
Nigdy nie zapomnę Ciebie na tej bramce w ogrodzie babci Jasi, gdy wołałaś do nas, mieszkających na wakacjach w Borach Tucholskich opodal, już nie śpię, otwórzcie mi…… 
Kocham Cię tak samo. jak wtedy i wiem, że na pewno wszystko w życiu doskonale Ci się uda zrobić, uda Ci się spełniać marzenia, pokonując wszystkie trudności.O tego własnie w dniu Twych Urodzin Ci życzę.

Wiosna rozszalała nam się już na dobre. Wreszcie listki już bardzo wyraźnie pokazały się na drzewach, juz są pięlnie, na złoto   ubrane oczerety.
Dzisiaj nawet wyłączyłam ogrzewanie, chyba jest już nie potrzebne, w tej nocy było tak gorąco, że o drugiej w nocy ten upał w mieszkaniu mnie obudził i nie pozwolił spać.Co prawda potem jeszcze troszkę sobie podrzemałam, ale to wyraźny znak, że już pora nawet w mieszkaniu z zimowym ogrzewaniem skończyć.

N  A  R  E  S  Z  C  I  E !!!!!!!!!! TAK BARDZO ZA WIOSNĄ TĘSKNIŁAM 
I chociaż wciąż jeszcze mam kłopoty z moim chodzeniem, bo nóżki odmawiają mi posłuszeństwa, wciąż mam nadzieje, że z czasem będzie lepiej.
Bardzo mnie to irytuje, że nie zawsze mogę iść tam, gdzie tylko dusza zapragnie, ale na pewno, gdy tylko park wreszcie otworzą, przynajmniej tam ciepłe chwile miło będę mogła spędzać, jak na babcie przystało, na ławeczce parkowej.
Trudno, pessel mówi sam za siebie…..

Pozdrawiam, serdecznie i wiosennie moich Czytelników i życzę samych przyjemności na dzisiaj i na każdy następny wiosenny dzionek