w ten piękny wiosenny dzionek

 

Staram się być pełna optymizmu, mimo, że wiele dylematów mnie ostatnio dopada. Zaczynają mnie czasami przygnębiać, ale wtedy próbuję się otrząsnąć i iść na przód. Nie ma innego wyjścia, nikt za mnie tego nie zrobi.
Największym moim dylematem są w tej chwili moje nogi, zwłaszcza prawa stopa, która nadal mi dokucza, chociaż codziennie faszeruję się lekarstwami według zaleceń lekarskich.
Oj, chyba wizyta u reumatologa mnie nie ominie, a to oznacza …. następną porcje lekarstw, których, co tu kryć, zażywać nie cierpię.
Ale skoro trzeba, skoro mają pomóc????
Są i inne jeszcze może nie akurat wielkiej wagi, ale znaczące niedomagania, typu np awarii zlewu, czy jakiejś innej, wymagającej naprawy rzeczy, na przykład popsutej klawiatury komputera, co utrudnia mi bardzo pisanie.
No i są też pewne towarzyskie perturbacje, które jednak przybrałam sobie nieco do serca, ale o tym pisać nie chcę. Wszystko kiedyś przeminie.
Zresztą znów przytoczę słowa mojej kochanej nieżyjącej już Cioci Ireny : Umiesz liczyć? licz tylko na siebie. No i tak się przynajmniej staram, chociaż czasami coś tam w mojej duszy się  buntuje. Niepotrzebnie, tak  pięknie, romantycznie  może być tylko  w filmie, ewentualnie w jakiejś romantycznej powieści, gdzie ona kochała jego, a on ją i żyli długo i szczęśliwie.  Czasami w życiu też tak się zdarza, ale tylko czasami, więc gdy czytam te wszystkie pseudo romantyczne opowiastki, uśmiecham się tylko.  Ale widocznie nie każdemu wielka miłość jest dana, ja na nią nie zasłużyłam sobie, zresztą czy taka prawdziwa miłość rzeczywiście istnieje????

A za oknem wiosna w rozkwicie. Co prawda maki jak te powyżej,  jeszcze nie kwitną, ale jest bardzo zielono, bardzo słonecznie i głośno od wesołych ptasich treli.
I tego się trzymam, nie patrząc na jakieś tam niewielkie przeszkody i życząc wszystkim promiennego czwartku.