
„Są dwa światy i nas jest dwoje, do swych miejsc przypięte jak rzepy”………
Tak, tak, to jest moje nawiązanie do wczorajszej niby debaty prezydenckiej, w której odległość stanowisk wynosiła tylko 400 km.
Każdy „przypięty” był do swojego wybranego przez siebie miejsca, z tym, co trzeba przyznać, bardziej merytoryczną jednak debatą, a raczej konferencją prasową była ta, na której Rafał Trzaskowski był przesłuchiwany przez wszystkie zależne i niezależne media – był dokładnie naciskany w różnorodność problemów, a nie tylko takich, które kandydatowi były wygodne.
Oponent Trzaskowskiego – Duda zadekował się w Końskich, czyli w miejscu, gdzie podczas poprzedniej tury wyborów dostał największe poparcie, nie można powiedzieć więc, że ta jego niby debata była całkowicie obiektywna, miał za sobą ciemny lud swoich popleczników, którzy oczywiście mu przyklaskiwał no i zadawał z góry zaplanowane pytania.
Pytania, które dostawał Duda były nie tylko przewidywalne, ale dokładnie przygotowane pod to, co chciał Duda podczas tego spotkania powiedzieć, ani grama mniej, ani grama więcej, czyli nic nowego, ale i tak dzisiejsza TVP na pewno rozpływa się nad każdym złotym słowem padającym wczoraj z prezydenckich ust – (szczególnie tych o braku konieczności szczepień, czyli ukłon w stronę wyborców Konfederacji), zresztą nie wiem tego, bowiem n i e o g l ą d a m reżimowej telewizji, ale wystarczy zaglądnąć do innych mediów np. prasowych i już będzie wszystko wiadomo.
Ale nie będę już więcej pastwić się nad prezydentem Dudą, bo mam nadzieję, ze jednak po 12 lipca przestanie nim być, chociaż wciąż wisi nad nami widmo przeróżnych manipulacji, o czym już głośno się pisze.
Pamiętacie bowiem te słowa” „raz zdobytej władzy łatwo nie oddamy” – no i wszystko wiadomo.
O głęboko obawiam się, że albo wyniki będą zmanipulowane, a jeżeli nie uda się im tego zrobić, to Sąd Najwyższy pod presją Pisu po prostu wybory unieważni. A wtedy będziemy mieć bezkrólewie prezydenckie (czekaj, czekaj, przecież niedawno pisowcy mówili, że taka sytuacja jest niedopuszczalna), pisowcy powołają panią Witek, lub inną osobę z Pisu, bo obecna marszałek może być również odwołana i dalej Pis sobie będzie rządzić do woli, a opozycja…pewnie znów stuli uszy i pójdzie do podziemia.
CIEMNO TĘ NASZĄ POLSKĄ PRZYSZŁOŚĆ WIDZĘ !!!!
No to może wygodniej pisać o pogodzie?
Wczoraj był całkiem miły dzionek, ale do czasu. Nawet dwie godzinki spędziłam w Parku, nawet znów przyszedł na naszą ławeczkę V.I.P.
Było fajnie, wiaterek jeszcze wtedy był całkiem niewielki i przyjemny.
Może tylko jeden mały incydent zakłócił tę wczorajszą idyllę, mianowicie znów pojawił się na horyzoncie ten sam pijaczek, który mnie kilka dni temu nagabywał. Co prawda nie byłam już wtedy sama, bo właśnie rozmawialiśmy z Kaziem, gdy ten człek podszedł i tym razem co prawda grzecznie, ale to niego własnie o coś tam spytał.
No i przyznam, tu była nastąpiła moja porażka, bowiem zareagowałam bardzo emocjonalnie i po prostu tego człowieka od nas odgoniłam.
Trochę mi się potem wstyd zrobiło, bo nie musiałam być aż tak bardzo impulsywna, odgoniłam go trochę jak jakiegoś psa – przybłędę.
Na moje jedyne wytłumaczenie może być tylko stwierdzenie, że przypomniałam sobie tę nachalność tego człowieka, ale może po prostu był to człowiek samotny, który nie miał sobie z kim porozmawiać????
Nie lubię takich sytuacji, bo potem mam wyrzuty sumienia, ale chyba rzeczywiście ostatnio (a może nie tylko ostatnio) się zmieniłam i jestem jakoś bardziej asertywna w stosunku do ludzi, szczególnie do takich, których się boję, a ten człowiek sprawiał wrażenie niezbyt rozgarniętego, kto wie, co może od takiego człowieka grozić?
Ale wracając do wczorajszego mego pobytu w Parku, jak pisałam było miło, ale do czasu, bo nagle, całkiem niespodziewanie zerwał się ogromny wiatr, który po prostu strącał liście z drzewa, zupełnie jakby to była już jesień, a tumany kurzu, śmieci, pyłu i tych opadłych liści wprost zaczęły się kłębić na alejkach. No i oczywiście ten wiatr nawiał masę chmur, po chwili nieba z błękitu przemalowało się na kolor szary, wręcz ołowiany i już wiadomo było, że trzeba szybko z Parku się ewakuować, bo zaraz zacznie padać deszcz.
Na szczęście ulewa, która po pewnym czasie jednak nastała już mi nie zagrażała, tylko może tyle, że niestety gdy pada taki ulewny deszcz zanika sygnał telewizyjny z anteny satelitarnej i następuje chwilowa dłuższa lub krótsza przerwa w programie. Gdy są jakieś powtórki nie jest to jeszcze takie bolesne, gorzej, gdy ogląda się jakiś film i traci się potem jego wątek.
Na szczęście te przerwy wczoraj były co prawda kilkakrotne, ale tylko chwilowe, wiec transmisję z debaty w Lesznie mogłam już spokojnie sobie oglądnąć w całości, bez jakichkolwiek przerw.
A co dzisiaj z pogodą?
Zdecydowanie jest o wiele chłodniej, niż wczoraj (różnica jest nawet około 10 stopni w dół), poranek był ponury, teraz nawet słonko wychodzi, ale wciąż jest sporo chmur na niebie, które to słonce przykrywają.
A może taki odpoczynek od wysokich temperatur wszystkim akurat się przydadzą
Wszak co prawda mamy wakacje, ( ja moje będę spędzała oczywiście w Parku Krakowskim), nie wszyscy jednak na nie ze względów nie tylko epidemiologicznych, ale też i niestety materialnych nie wyjedzie na wakacje, mimo bonu turystycznego, które dzieciaki dostały, co z tego, skoro za kolonie i obozy trzeba było już z góry zapłacić miesiąc temu, gdy wtedy te bony jeszcze nie obowiązywały?
Zresztą nie do końca sprawa tych bonów jest rozwiązana, jak zwykle, po pisiemu coś tam obiecali, ale sposób realizacji takich bonów nie jest do końca jasny. A pewnie po wyborach będzie już całkiem jasny: nikt nic nie dostanie, bo nie będzie na to pieniędzy, a pracownicy z branży turystycznej znów będą mieli orzech do rozgryzienia: znów nas oszukali, czy jednak coś na tym zyskamy?
Zresztą sądzę, że i te wszystkie granty dla gmin tak chętnie rozdawane przez premiera tuz przed wyborami to tylko normalna wyborcza kiełbasa, bo jak na razie są to papierki bez pokrycia. A potem? dadzą, albo nie dadzą, będą, albo nie będą na to pieniądze.
Bo ostatnio wszystko w Polsce robi się „po pisiemu”
Na przykład będą też kłopoty z głosowaniem, bo okazało się, że jeżeli ktoś w pierwszej turze wyborów zagłosował gdzie indziej, niż jest jego miejsce zamieszkania, teraz niestety tez będzie musiał tam, a nie u siebie głosować.
I tak na przykład jakaś pani Ania, czy pan Mirek pojechali na wakacje ma Hel i zagłosowali w tamtejszym Lokalu Wyborczym, to teraz po powrocie już do domu, na przykład do Warszawy, Krakowa, czy gdziekolwiek indziej, nie będą mogli w najbliższym swojego stałego miejsca zamieszkania Lokalu zagłosować, tylko muszą jechać z powrotem na Hel, by się z tamtej Komisji wypisać, by móc u siebie zagłosować, albo w dniu wyborów będą znów na ten Hel musieli „podskoczyć”, bu oddać ważny głos.
Jakoś dotąd nigdy z tym takich kłopotów nie było, ale skoro „dobra zmiana” zabrała się za sposób przeprowadzenia wyborów, musi nastąpić przecież bałagan. A może to własnie chodzi o to, żeby niektóre osoby odstraszyć od wyborów, żeby łatwiej nimi potem manipulować?
A miało nie być o polityce.
No dobra, jak na razie za oknem jest nieco różnie, raz słońce, raz chmury, raczej nie ma i nie będzie upału, ale to wcale nie oznacza, że wtorek nie ma być miłym, czego wszystkim życzę. Ł+=