nie wolno mi…. nie wolno mi……..

Dzisiaj nadal obowiązuje cisza wyborcza, więc nie wolno mi się jawnie opowiadać, za którym kandydatem optuję, ale na pewno wolno mi powiedzieć, jak bardzo ważny jest głos wrzucony dzisiaj do urny wyborczej, nie tylko ten mój, ale ten głos każdego z nas.
Bo potem nikt, kto nie zagłosował, nie będzie miał prawa wnosić żadnych pretensji do sytuacji, która po wyborach w Polsce nastąpi.
Ba, będzie czuł się nawet moralnym sprawcą wszystkich niepowodzeń, które nad Polskę mogą nadciągnąć, bo własnie ten jeden nieoddany głos może zaważyć na przyszłości Polski.
Czy zdajecie sobie dzisiaj z tego sprawę? Czy wiecie jak wielka odpowiedzialność dzisiaj na Was spoczywa? I tu chodzi nie tylko o Polskę dzisiaj i jutra, ale o Polskę na najbliższe lata, na Polskę Waszych dzieci i wnuków, bo potem one będą ponosić konsekwencje Waszych złych wyborów, Waszej opieszałości, Waszego, powiedzmy szczerze, lekceważenia podstawowych obowiązków każdego Obywatela Polski , jakim jest dbałość o dobro własnej Ojczyzny.
A to nie tylko chodzi o to, by nam się dobrze i wygodnie żyło, ale chodzi o te wszystkie osoby, które żyją wraz z nami w granicach naszego Państwa, bez względu na poglądy polityczne, społeczne, bez względu na wyznanie, czy na kolor skóry, bez względu na poglądy związane z płcią, czy innym spostrzeganiem naszego życia, oczywiście zawsze musi się to mieścić w granicach prawa.
Pamiętajcie : WSZYSCY JESTEŚMY POLAKAMI I WSZYSCY MAMY TAKIE SAME PRAWO DO TEGO, ABY NASZE ŻYCIE BYŁO SPOKOJNE, SZCZĘŚLIWE I RADOSNE!!!!
NIKT NIE MA PRAWA UKŁADAĆ NAM ŻYCIA WEDŁUG SWOICH WYIMAGINOWANYCH ZASAD I NIKT NIE MA PRAWA EGZEKWOWAĆ OD NAS BEZWARUNKOWEGO POSŁUSZEŃSTWA !!!!!!

Czas niewolnictwa już dawno się skończyły, nikt z Polaków nie może zatem służyć drugiej osobie, nie może być poniżany, prześladowany, niszczony.
KAŻDY Z NAS JEST WOLNYM CZŁOWIEKIEM i MA PRAWO DO ZACHOWANIA SWOJEJ WOLNOŚCI I SWOJEJ LUDZKIEJ GODNOŚCI!!!

I OTO CHODZI W TYCH DZISIEJSZYCH WYBORACH !!!

I to nie jest bynajmniej żadna agitacja z mojej strony, to jest tylko przypomnienie , jak ważny krok dzisiaj przed nami jest do zrobienia.
Każdy człowiek ma prawo do wolnego postrzegania dzisiejszego dnia i nie mam prawa nikogo namawiać na taki, czy inny wybór.
Uświadamiam tylko, że potem niestety nie tylko on, ale i jego rodzina, jego sąsiedzi i każdy z nas będziemy ponosić konsekwencje tej opcji, na którą dzisiaj postawi krzyżyk.
I jeszcze jedno – zawsze mówi się, że postawić na kimś krzyżyk znaczy, że go nie tolerujemy, wyrzucamy z naszego kręgu, tym razem ten postawiony krzyżyk będzie świadczył nie tylko o tym, że tę osobę popieramy, ale równocześnie godzimy się i popieramy poglądy i sposób prowadzenia polityki, czyli tego, co każdego z nas dotyczy, czyli z taką kadencją prezydencką co najmniej przez najbliższe pięć lat będziemy musieli się zgadzać, nawet, jeżeli nie jesteśmy do końca przekonani, że jest to dobry krok, nawet, jeżeli wręcz z takim rozwiązaniem spora część Polaków nie będzie się zgadzać. Długie pięć lat, przez które niestety wiele zła może się zdarzyć.
Dzisiaj rzeczywiście wiele może się zdarzyć i dlatego obawiam się, że mogą nastąpić jakieś przekręty, dlatego każdy z nas musi być dzisiaj bardzo uważny podczas głosowania.
Już wczoraj o tym pisałam, ale przypominam, trzeba bardzo uważać na listę wyborczą, którą otrzymamy, muszą na niej być dwie okrągłe pieczątki, jedna to Pieczątka Państwowej Komisji Wyborczej, w wypadku głosowania za granicą jest to pieczątka Konsulatu kraju, w którym głosujemy, a druga to odciśnięta pieczęć Obwodowej Komisji Wyborczej, czyli tej, w której oddajemy głos.
Niestety brak którejkolwiek z tych pieczątek powoduje, że głos automatycznie staje się nieważny.
Taki brak pieczęci może być powodem nieuwagi Członków Komisji, ale może też być spowodowana chęcią jakiegoś przekrętu wyborczego, bowiem łatwo wtedy brakującą pieczątkę uzupełnić przy głosie któregoś odpowiadającego Członkowi Komisji Kandydatowi.
W takim wypadku, jeszcze przed zakreśleniem krzyżyka, należy zwrócić się do Członków Komisji z prośbą o uzupełnienie brakującej pieczątki, a ten błąd m u s i być przez Komisję zweryfikowany!!!!!
Niestety takie podejrzenia o niesumienność przy liczeniu głosów nie jest do końca bezpodstawna, bo podczas pierwszej tury wyborów zdarzały się, na szczęście wychwycone, przypadki dopisywania do listy wyborczej dodatkowych krzyżyków, co też powodowało unieważnienie takiego głosu, czyli w rezultacie sfałszowania wyników wyborów.
Niestety nie mamy wpływu na tę drugą sytuację, czyli na ewentualne domalowywanie krzyżyków, od tego będą Mężowie zaufania , którzy bacznie będą musieli obserwować poczynania Szanownej Komisji, zwłaszcza podczas liczenia głosów, bo wtedy łatwo można coś „skręcić”, ale my musimy przynajmniej zwracać uwagę podczas pobierania karty do głosowania na te postawione pieczęcie, a także mieć też własny długopis, którego tusz nie będzie łatwo wymazać z listy wyborczej, a takie przypadki też mogą się zdarzać (nawet niestety też się wcześniej zdarzały!)
W sumie to takie smutne, że człowiek nie może zaufać do końca drugiemu człowiekowi, zobligowanemu przecież do sumienności i uczciwości podczas swojej wyborczej pracy, a który może nasz głos dowolnie wypatrzyć, ale niestety takie mamy czasy, a to nas do niezwykłej uwagi i roztropności obligować musi i dzisiaj o tym Wam właśnie przypominam.

No cóż 12 Lipiec to bardzo ważny dzień nie tylko przez wybory zdominowany.
12 lipca 1965 roku urodził się mój bratanek Michał, którego nie ma już z nami od 1998 roku, ale wciąż o Nim pamiętam, to był naprawdę wspaniały młody człowiek, którego niespodziewana, ale gwałtowna choroba w wieku 33 lat śmiertelnie od nas oddzieliła.
Jaki był Michał? Był bardzo pogodny, wesoły, inteligentny, nigdy nie zapomnę rozmów z nim przeprowadzanych, a szczególnie jedna rozmowa przeprowadzona na pobliskich domu plantkach wieczorową porą, podczas wspólnego spaceru z bokserką Tiną , utknęła mi w pamięci, rozmawialiśmy o sensie życia, o tym wszystkim, co nas otacza, o tym, co jeszcze zdarzyć się może, co nas czeka. Niestety niedługo potem nadszedł ten feralny późny wieczór, a właściwie już noc październikowa, gdy dopadł go udar i mimo natychmiastowej pomocy reanimacyjnej, najpierw Jego żony , a potem lekarza Pogotowia Ratunkowego, Michał odszedł.
Pamiętam ten telefon o 4 rano, gdy przyszła do nas ta okropna wiadomość i wciąż słyszę ten krzyk rozpaczy, głośne NIE!!!!!!! mojej Siostry Ani, która jako pierwsza ten telefon od mojej bratowej, czyli od Mamy Michała odebrała, ja dopiero chwilę później tę wiadomość otrzymałam.
Jakoś nigdy dotąd Michała nie wspominałam, ale to nie oznacza wcale, że o Nim nie myślę, pamiętam jak się urodził, jak leżał taki malutki i bezbronny w łóżeczku, a Jego niedużo starsza siostra Monika go kołysała, wspominam wszystkie Jego późniejsze psoty, między innymi, jak jako czterolatek schował się przestraszony przed Rodzicami za tapczanem, gdy tak długo dłubał przy butelce, że otworzył w jakiś sposób szampana i za tego tapczanu widać było tylko pióropusz indiański, który włożył podczas zabawy na głowę i który to pióropusz zdradził miejsce Jego kryjówki – ale wszyscy wtedy ubawiliśmy się z tej Jego przygody, nawet ewentualna kara Go wtedy ominęła.
No i wspominam te wszystkie zabawy w Zawoi i wspólne późniejsze młodzieżowe zabawy, w których brałam udział, bo przecież byłam jeszcze też bardzo młoda, zaledwie 15 lat od Niego starsza, mimo, że byłam Jego Ciocią, wspominam jeden fajny Śmigus Dyngus, gdy z wiadrami pełnymi wody ganialiśmy się i polewali po ulicy Smoleńsk, a także te czasy, gdy wraz z Michałem, z Marcinem i z kimś jeszcze, ale dokładnie nie pamiętam z kim, wywoływaliśmy duchy w poczekalni Gabinetu Rentgenowskiego na Smoleńsku i jeden z tych duchów nie chciał od nas odejść, nie pozwolił się odwołać, a nawet nam podawał numery Totolotka, które miały niebawem paść. To był chyba mój ostatni seans spirytystyczny w życiu, po tym incydencie bałam się już do takich praktyk powracać.
Nie wiem jakim człowiekiem byłby teraz Michał, myślę, że jednak nadal takim samym pogodnym i bardzo rodzinnym, chociaż życie wcale go nie rozpieszczało i trochę chorób do Niego się w tym Jego krótkim życiu przyplątało, ale ta ostatnia niestety zakończyła Jego dość krótki żywot.
Pozostawił po sobie syna, Stasia, który w dniu śmierci Ojca miał zaledwie sześć lat, ale mimo tego, że tak wcześnie został półsierotą, Staś doskonale sobie w życiu daje radę, skończył studia, teraz pracuje zgodnie ze swoimi informatycznymi zainteresowaniami i mimo, że mam z Nim dość okazjonalny kontakt, też jako Syn mojego ukochanego Bratanka pozostaje w moim sercu.
Gorzkie, ale zarazem i przyjemne są takie wspomnienia.
Gorzkie, bo stanowczo za wcześnie Michał od nas odszedł, miał tyle planów, tyle jeszcze czekało Go w życiu, tak kochał swoją Żonę i swojego Syna, tyle fajnych chwil razem przeżywaliśmy, między innymi byłam akwizytorem w Jego Hurtowni Herbaty. a teraz to wszystko już przeszłość, której jednak nie można zamazać, ona gdzieś tam głęboko w moich myślach i w moim sercu tkwi.
Czasami w moim blogu wracam wspomnieniami do mojej Rodziny, bo to jest chyba tak, jak kiedyś Anna 19 napisała, jestem z moją rodziną bardzo silnie, emocjonalnie związana i każdy z członków mojej Rodziny bardzo silnie w moim sercu tkwi.
Akurat dzisiaj sprawdzałam w internecie lokalizator grobów na Cmentarzu Rakowickim i odnalazłam tam wiadomość o mojej malutkiej, nieżyjącej siostrze Kasi, której niestety nie udało mi się poznać. Otóż Kasia była drugim po Krzysztofie dzieckiem moich Rodziców, urodziła się 6 marca 1942 roku, niestety to był czas wojenny i zapalenie płuc, które wywiązało się u tego niemowlęcia było nie do opanowania i już po kilku dniach, 16 marca Kasia niestety zmarła. To musiała być straszna trauma dla moich Rodziców, ta bezradność w nierównej z chorobą walce i ta tragedia po utracie Ukochanej Córki musiała Ich strasznie przygnębić.
Ale los wynagrodził im tę tragedię i rok później przyszła na świat Ich Córka Ania, a siedem lat później przywitali mnie na tym świecie.
I chociaż ze mną jako z niemowlęciem tez było sporo kłopotów, bo jak już kiedyś wspominałam, w wieku chyba 2 miesięcy przyplątała się do mnie wraz z mlekiem mamki czerwonka, z którą lekarze nie bardzo sobie mogli poradzić, było już tak źle, że Rodzice byli przerażeni, że znów będą musieli pożegnać się ze swoją córką. Na szczęście znalazł się jeden mądry doktor z Warszawy, profesor Groer, który nakazał 24 godzinną głodówkę, bez mleka, bez wody, a potem kazał podać mączkę bananową i ta terapia, wydająca się niezbyt przekonywująca, jednak zadziałała, po 2 tygodniach profesor ponownie odwiedził Rodziców i zobaczył już całkiem zdrową Ewusię.
Wtedy to moi Rodzice ślubowali, że gdy wyzdrowieję, przez rok nie będą palić papierosów, niestety obydwoje byli namiętnymi palaczami ( a papierosy były wtedy jeszcze bardziej szkodliwe niż teraz) i po roku niestety do tego nałogu powrócili, co było chyba przyczyną choroby i śmierci każdego z Nich, Mama zachorowała na raka gardła, Tata zmarł na zawał serca, a o te obie choroby niestety papierosy głównie są oskarżane.
Jaki wniosek powinnam z tego wyciągnąć???…………
Elektrony też są przecież tak samo szkodliwe, może nawet i jeszcze bardziej szkodliwe niż papierosy, mój rozum to niby wie, ale………. ach ten brak silnej woli!!!!!
Dużo jeszcze mogłabym na tematy rodzinne pisać, ale i tak ten dzisiejszy wpis zrobił się bardzo długi, (inne rodzinne wspomnienia pozostawiam na potem), więc pora zakończyć go życzeniami miłego i spokojnego głosowania, a potem cierpliwego oczekiwania na wyniki, który oby były zgodne z Waszymi preferencjami.

MIŁEJ NIEDZIELI KOCHANI !!!!!!

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy………


Wstał pięknie słoneczny dzionek, więc TRZASKAM drzwiami i idę oddać mój cenny dla Polski głos.