GOŁĄB

Nie chce mi się dzisiaj pisać o polityce.
Jestem smutna, zniesmaczona i tak w ogóle jestem na NIE!!!!
Generalnie mówiąc : NIE ZGADZAM SIĘ na dalsze psucie Polski, ale niestety aparat władzy jest tak potężny i (na razie) niezniszczalny, bo ma wszystkie możliwe narzędzia w swoich rękach (już odpowiednio do tego przed wyborami się przygotowali), tak więc decyzja o wyborze A.D, jest nieodwołalna, mimo, że sfałszowana. I ja to wiem i miliony Polaków to wiedzą, niestety , mimo, że się z tym nie godzimy, z tym nie można póki co na razie wygrać.
Zatem czekamy na lepsze czasy, bo każda szalbierstwo kiedyś przemija……

No to opowiem Wam coś innego, ciekawego, co mi się w ową wyborczą niedzielę 12 lipca zdarzyło.
Może ktoś wierzyć, albo nie wierzyć, ale tak było……..
Jak wiecie , głosowałam zgodnie z moim miejscem zameldowania, czyli na ul Smoleńsk, więc w związku z tym musiałam przejść koło kamienicy, w której tyle lat (dokładnie 66) mieszkałam.
Wracając z lokalu wyborczego, po drodze usiadłam sobie na ławeczce, na plantkach przy ul Retoryka, stamtąd miałam już niedaleko do autobusu, bowiem akurat tramwaje przejeżdżające opodal Szkoły w której głosowałam, tamtędy z powodu jakiegoś remontu nie jeździły, przynajmniej w kierunku mojego domu nie jeździły.
No dobra, ale do rzeczy.
Usiadłam sobie na ławeczce, wyjęłam telefon, żeby zatelefonować do V.I.Pa i poinformować Go, że już jestem po spełnionym obowiązku głosowania, a tu nagle…….olbrzymi gołąb sfrunął na moją ławkę i usiadł na mojej torebce. Przestraszyłam się, bo narobił sporego łomotu swoimi skrzydłami, którymi lekko mnie zresztą potrącił, więc go przegoniłam. Ale już po chwili ten sam gołąb usiadł tym razem na siedzeniu ławki, tuż koło mnie, bardzo bliziutko. Znów go pogoniłam, a on chyba jeszcze ze dwa razy wracał i koło mnie siadał. Dopiero za któryś tam razie udało mi się go skutecznie przegonić.
I wiecie co sobie wtedy uświadomiłam? Może to niezbyt mądre, ale…….
W tym dniu były przecież urodziny Michała i rano w swoim blogu wspominałam o ławeczce na plantkach, na której razem kiedyś siedzieliśmy na wieczornym spacerze z Tiną i rozmawialiśmy wtedy o sensie życia.
I wiecie co? Uświadomiłam sobie, że teraz siedziałam duklanie na tej samej ławeczce, jak wtedy, czyli…….. najprawdopodobniej to Michał w postaci gołębia przyleciał do mnie, ponieważ akurat rano Go wspominałam.
Niedorzeczne? Całkiem nie, to może być prawda. Ja przynajmniej w to wierzę.
Zrobiło mi się smutno, miałam wyrzuty sumienia, że tego biednego ptaka tak bezpardonowo odgoniłam. Bo jeżeli rzeczywiście to Michał chciał mi w ten sposób dać znać, że też o mnie myśli i się troszczy, że nie powinnam się martwić, bo On razem z resztą Rodziny nad nami czuwa?
Bo dziwne, ale czemu akurat ten dziwny przypadek z gołębiem zdarzył się akurat wtedy, gdy rano o Michale w blogu wspominałam akurat i czemu było to na tych plantkach i akurat na tej samej ławce?
Od tamtego wieczornego spacerku z Michałem minęło przecież około pół wieku i nagle historia w takiej dosyć irracjonalnej postaci się powtórzyła?…….
Wierzę, ze śmierć nie jest naszym ostatecznym końcem, wierzę, że istnieje jeszcze ten drugi, lepszy świat, a nasi Najbliżsi w postaci Aniołów nad nami czuwają, a czasami udaje im się w jakiś czasami dziwny może sposób objawić.
Nie raz zastanawiałam się nad tym, co oznacza słowo „śmierć”, co będzie potem ze mną? Czy zachowam tę świadomość, którą mam teraz i czy będę miała możliwość do wykorzystania jej, aby komuś służyć pomocą? Czy będę tym Dobrym Aniołem i będę nadal blisko koło mojej Ziemskiej Rodziny????
Czy będę na to zasługiwała, czy zostanę na zawsze już potępiona?
Człowiek całym swoim życiem tu na ziemi kształtuje swoja wieczność – czasami o tym niestety zapominamy, ale zawsze jest szansa na poprawę.
Ale ta poprawa musi być szczera, z gorącego serca płynącą, ale nie taka obłudna, jaką ostatnio pan A.D. złożył, wiedząc, że i tak nigdy jej niestety nie dokona.
Może ktoś powie, co za głupi wpis, co za szalona kobieta takie bzdury wypisuje.
Ale powtarzam : ja bardzo głęboko wierzę w życie pozagrobowe, zresztą miałam już kilka bardzo zastanawiających zdarzeń z tym związanych i mam nadzieję, że jednak moja wieczność będzie w białych, anielskich kolorach, a nie tych czarnych, diabelskich spełniona.
A na dzisiaj życzę chwili refleksji nad moimi rozważeniami i życzę całkiem miłego wtorku.