To ostatnia niedziela……

i ostatnia wspólnie wypita kawka tutaj, w Krakowie.
Ale nie bójcie się, wrócę do Krakowa, do Was, do mojego domu i do mojego Kochanego Parku Krakowskiego – NA PEWNO POWRÓCĘ !!!!
Zresztą kto wie, może tam, w Kudowej Zdrój też znajdę trochę czasu, by Wam na bieżąco moje sanatoryjne przygody opisywać?
Nie, nie, nie te co macie na myśli, czyli nie te damsko – męskie przygody, bo to mnie całkowicie nie interesują, zresztą tak po prawdzie, nie mam ochoty z nikim się tam zaprzyjaźniać, no bo po co, trzy tygodnie szybko przeminą, potem i tak każdy w swoja drogę pojedzie, nawet jeżeli będzie jakikolwiek kontakt to listowny, czy na Facebooku przez krótki czas, a potem…czas wszystko i tak zamaże.
Najważniejsi są ci wypróbowani Przyjaciele, Ci, których już się dobrze zna i wie, że na nich zawsze można polegać.
Ale jakoś te trzy tygodnie trzeba będzie sobie towarzysko zagospodarować, a może nie…..
Co prawda zawsze byłam raczej tak zwaną duszą towarzystwa, teraz jakoś ten duch we mnie stanowczo się przytępił, może dlatego, że mieszkam sama i całkiem dobrze mi z tym jest? nikt mi do szczęścia nie jest na dłużej potrzebny????
Cóż, wiek swoje kaprysy ma i tak już jest.
Ale co ja tam będę na zapas się martwić, wszystko okaże się już na miejscu.
Zresztą wierzę w to, co powiedziała mi moja Kochana Uleczka i wiem, że będzie mi tam wspaniale i cała radosna, z bagażem miłych wspomnień wrócę do Krakowa i znów życie wróci do normy.
To tylko dwadzieścia jeden dni, co to jest trzy tygodnie na przeciw wieczności…….
A co mówi każda kobieta, gdy ma gdzieś wyjść na imprezę, czy gdziekolwiek ma pojechać?
Oczywiście, powie : Boże nie mam co na siebie włożyć.
Nie byłam oczywiście w tym wcale wyjątkiem, więc poprosiłam wczoraj Darkę i pojechałyśmy na zakupy na Plac Imbramowski.
I dobrze trafiłyśmy, już przy pierwszym stoisku kupiłam fajną letnią, nieco dłuższa letnia spódniczkę w pięknym niebiesko granatowym odcieniu, fajną letnia sukienkę- na granatowym tle wesołe drobne kwiatuszki i jeszcze pani wmówiła we mnie też taką kwiatową dłuższą bluzkę – tuniczkę.
Co prawda wcale nie miałam zamiaru żadnej bluzki kupować, ale w sumie byłam z niej bardzo zadowolona, bo jest nieco dłuższa, taka jak lubię, sięga za biodra i nieco brzuszek i tłuszczyki w różnych miejscach mi przesłoni.
I o to przecież chodzi.
Zresztą Darka oceniła moje zakupy bardzo pozytywnie (oczywiście wszystko na miejscu przemierzyłam) i nawet dodała, że jeszcze nigdy nie udało jej się w takim tempie, przy pierwszym stoisku, kupić wszystko, co potrzeba. Ale widać miałam szczęście, a i pani właścicielka stoiska była bardzo sympatyczna, najlepszy dowód, że jednak udało jej się wcisnąć mi dodatkowo jeszcze tę bluzkę. Ale obydwie, czyli i ja i owa pani byśmy z tych transakcji bardzo zadowolone.
Oczywiście pełna euforii powróciłam do domu i radośnie stwierdziłam TAK!!!!! JADĘ DO KUDOWEJ ZDROJU !!!!!
No i tak mi minął wczorajszy dzień, oczywiście nie omieszkałam sobie popołudniu posiedzieć na mojej ulubionej ławeczce w Parku. Co prawda ta moja upatrzona była jak zwykle zajęta, ale użyłam wszystkich swoich czarów- marów, żeby wreszcie intruzów niej pogonić i samemu tam osiąść.

Fajna jest ta ławeczka, bo jest przy alejce, ale w cieniu i mam z niej piękny widok na cały Park, na te piękne stare drzewa, które układają się w naprawdę wspaniałe kształty, niekiedy nawet tworząc takie nieco tajemnicze liściaste wrota, przez które widać przepiękną i romantyczną zieloną dal.
A wieczorem jeszcze przeprałam tę resztę rzeczy, które ewentualnie ze sobą zabiorę i poszłam spać.
Jak już wspominałam, mam wszystkie ciuchy już przygotowane na stołeczku, ale i tak już wiem, że część z nich do szuflady z powrotem będę musiała odłożyć, bo co prawda będę odwieziona na miejsce, czyli nic dźwigać nie będę musiała, ale po co mi cała szafa ciuchów na wakacjach? Te drobne bluzeczki najwyżej sobie ręcznie przepiorę na miejscu.
Noc miałam nawet dosyć wspaniałą, ale przed piatą rano obudziłam się nieco zniesmaczona, albowiem śniło mi się, że rozmawiałam ze samym panem Kaczyńskim, Też coś, to już naprawdę nie miał mi się kto przyśnić?
Więc po przebudzeniu powiedziałam więc : KACZYŃSKI PRECZ!!!! APAGE SATANAS!!!!! i już całkiem spokojnie sobie znów zasnęłam.
A dzisiaj wstał piękny i słoneczny dzionek, pewnie znów go w Parku spędzę.
Co prawda dawniej w niedzielę w Parku było głośniej i były te traki z pysznościami, teraz epidemia je skutecznie zamroziła, ale to i dobrze, wcale za tymi tłumami nie przepadam, no i niepotrzebnie pieniędzy też nie wydam, bo zawsze jakoś człowiek na coś się przy tych kramach skusił.
A tu przed wyjazdem trzeba oszczędzać, a poza tym jeszcze i brzuszek nie całkiem do końca jest wyleczony, czasami jeszcze bryka.

No to tylko wypada mi jeszcze życzyć Wam pięknej, słonecznej niedzieli, bo taka zapowiada się w Całej Polsce, od północy aż po południe naszego kraju.
BAWCIE SIĘ DOBRZE DZISIAJ przez calutki, wciąż jeszcze długi dzionek !!!!