Znów niedobra Ambra coś zeżarła :-(

Nie wiem czemu wczorajszy zamieszczony w blogu obrazek po prostu popołudniu zniknął. Jeszcze rano był, ale potem, gdy weszłam na stronę, niestety już go nie było.
Widać strona wordpress.com też nie zawsze poprawnie działa.
Dzisiaj też przekornie obrazek zamieszczam i…zobaczę potem, na razie jest , taki letni, pogodny……. !!
Wczorajsze niedzielne popołudnie spędziłam oczywiście w Parku, musiałam przecież z nim się pożegnać na te trzy tygodnie.
Nie, nie sama oczywiście miło spędziłam ten niedzielny czas, był ze mną…Kto? oczywiście, Kazik.
Co prawda zrobił mi psikusa, telefonując do mnie już z Parku, gdy jeszcze go nie było na horyzoncie widać, upewniając się, czy rzeczywiście w Parku jestem i życzył mi miłych chwil, mówiąc, że On idzie położyć się spać.
Trochę się zdziwiłam, bo to był środek popołudnia, piękna pogoda, a On o śnie mówi, no tak, ale już po kilku minutach uśmiechnięty i zadowolony z udanego żartu pojawił się na ścieżce tuż koło mojej ławki.
Lubię takie miłe niespodzianki, od razu przypomniał mi się mój Tata, który też zawsze lubił kogoś miło zaskakiwać.
Siedzieliśmy na ławeczce, podziwialiśmy piękno przyrody oprawionej w słoneczną, ale delikatnie schładzaną wietrzykiem przyrodę, a ja wciąż podziwiałam te wrota z drzew ułożone, które prowadziły mnie w dal, jeszcze wciąż jednak na ławce siedząc.
To był taki symbol, jeszcze jestem na miejscu, jeszcze jestem tu, na ławce w Krakowskim Parku, ale przede mną odległa dal, która już mnie wzywa……
I to przemijanie, to mnóstwo przechodzących ludzi, dzieci, psów, które po chwili już gdzieś w tej dali znikali, tworząc następny dzień historii tego Parku.
A dzisiejszy dzień jest już całkiem inny, przygotowawczy.
Chyba również i psychicznie jestem trochę nastawiona na czekającą mnie zmianę, bo co prawda dosyć wcześnie (jak na mnie) wczoraj zasnęłam, nawet jeszcze tuż przed północą, ale już o 3.40 rano całkiem wyspana obudziłam się i …zaczęłam swoje „myślenice”, jak tam będzie, czy szczęśliwie dojadę, czy jeszcze mam coś wcześniej załatwić……
Ot zwyczajne raise -fiber przed wyjazdem, zawsze tak przed jakąś dłuższą podróżą mam taki niepokój. Na szczęście potem jeszcze udało mi się na krótką godzinkę zdrzemnąć, tak więc nie musiałam rozpoczynać poniedziałku w środku nocy 🙂
Tak więc dzisiaj jeszcze muszę chwilkę po Krakowie się pokręcić, powinnam jeszcze iść przedłużyć moją umowę z Cyfrowym Polsatem, muszę kupić jeszcze kilka opakować wkładów do mojego elektrona i nową, miękką gąbeczkę do kąpania.
No a po powrocie z tych zakupów do domu zacznę pakowanie walizki, bo jutro rano już z Krakowa wyjeżdżam do Kudowej. Jadę! tak, jadę!
Chociaż….mam całkiem nowe obawy, mianowicie związane są one ze zwiększeniem zachorowalności na tego koronawirusa i może okazać się, że znów ze względów sanitarno – epidemiologicznego zamkną sanatoria i odeślą nas z kwitkiem.
Wolałabym się dowiedzieć prawdy jeszcze przed moim wyjazdem, bo jednak niepotrzebnie jechać te 400 km nie byłoby mądrym pomysłem, więc dzisiaj na wszelki wypadek jeszcze zadzwonię do sanatorium Koga i upewnię się, czy naprawdę mam po co tam przyjeżdżać.
Jednak póki co jestem wciąż na etapie przygotowań .
Podróż będzie chyba przyjemna, bo okazało się, że jadę autem nie tylko z Darką, ale także jedzie z nami i Wika i Oliwka, będzie więc wesoło.
A dziewczyny, po oddaniu w opiekę swoją Kochaną Cioteczkę medycznemu personelowi, pojadą sobie zwiedzać Wrocław.
Sam Wrocław jest również pięknym miastem, z cudowną Starówką i z wieloma zabytkami, ale również chlubi się najpiękniejszym w całej Polsce ZOO, które Dziewczyny własnie chcą zwiedzić.
Cóż, tyle wpisu na dzisiaj, teraz zabieram się już za przed wyjazdowe przygotowania. Muszę jeszcze dzisiaj podlać moje biedne kwiatki, ale na całe szczęście Magda obiecała się nimi zaopiekować, wystarczy, że raz w tygodniu je podleje.
Dzisiaj niby ma być ciepło i słonecznie, chociaż jakiś nadciągający deszczowy front też zapowiadają.
Wiec póki jeszcze jest dobra pogoda wychodzę z domu a Wam życzę nie tylko bardzo przyjemnego poniedziałku, ale przede wszystkim dobrego, udanego całego tygodnia.