Ach ta pogoda……

W Warszawie ponoć pada….jak to dobrze, że nie jestem już w Kudowej, bo tam pochmurno i całkiem zimno, tylko 17 stopni C, deszczyk też kropi – przynajmniej tak pokazuje prognoza pogody w moim Iphonie. No cóż, nie każdy ma szeleścicie mieć szanse spędzenia sanatoryjnego czasu w pięknych i wręcz cieplarnianych okolicznościach pogody – ja to naprawdę jestem szczęściara. A jeszcze próbowałam narzekać, w dodatku chyba dosyć wydatnie, skoro mi w karcie wypisu z Sanatorium zaznaczyli załamanie psychiczne. No cóż, pojechał normalny człowiek do sanatorium, tam napotkał na kłopoty w postaci wspindrania się na 4 piętro i olbrzymie, jak na chore nogi, kilometry do zbawczych zabiegów i to kilka razy dziennie, więc każdy mógł się psychicznie załamać, prawda? Nawet chciałam już wracać do Krakowa, tylko wtedy kazaliby mi wrócić sanatorium około 800 zł za niewykorzystany turnus. Nie rozumiem czemu, bo przecież na jedzeniu by zaoszczędzili, na zabiegach też, bo je anulowano i nie musieliby za nie płacić, to czemu miałabym aż tyle zwracać? Jestem wolnym człowiekiem i mam prawo wypisać się na własne żądanie za niekorzystnie zapewnionych warunków przywracania zdrowia, nie? Gdyby to był np szpital, nikt by mi nie kazał wracać pieniędzy, gdybym chciała się z niego wypisać, własnie na własne żądanie, a tu………. Przecież Sanatorium to nie jest więzienie, na które zostałam skazana i skoro nie zapewnili mi odpowiednich warunków do egzystencji, uwzględniając moją chorobę i powiązane z tym kłopoty z chodzeniem, nie powinni mnie straszyć okropnymi konsekwencjami. No dobra, dzięki Darce i Olce podjęłam na drugi dzień inną decyzję, ale tylko dlatego, że mi zaproponowali lepsze warunki. Nie osądźcie mnie źle, ja nie jestem kapryśna (no, może trochę), ale naprawdę to łażenie tam i z powrotem, gdy w kręgosłupie tkwił „drąg”, a nogi odmawiały posłuszeństwa, było dla mnie wręcz tragiczne, kto ma kłopoty z nogami i z kręgosłupem mnie zrozumie.
Taka zresztą była pani Kierownik z Zameczka, która naprawdę zrozumiała, że takie spacery są ponad moją siłę i pomogła mi pozałatwiać przenosiny, w których sama uczestniczyła zresztą. Chwała jej za to, czasami nawet wśród medycznego personelu są po prostu DOBRZY LUDZIE!!!!
A tu masz, pan doktor potraktował mnie notatką o moich psychicznych kłopotach – jak ja teraz taki wpis przedstawię mojemu lekarzowi I – szego kontaktu?????? Na całe szczęście pani doktór Marysia mnie zna od lat i chyba wie, że raczej jestem normalna, a nie jakaś zdziwaczała i kapryśna starucha. A może jednak się ostatnio zmieniłam?
E, nie jest tak źle, co prawda stałam się osobą dosyć znaną i co ciekawe, głównie wśród kuracjuszy właśnie z Kogi, z której uciekłam po 2 dniach, kogo z Kogi w Parku spotykałam podchodzili do mnie, serdecznie się witali, chwilę porozmawiali……. w sumie cieszyli się, że udało mi się tak swoje kłopoty zażegnać. Szczególnie polubiłam pewne małżeństwo spod Poznania – pani Małgosia i pan Andrzej (chyba Poznań to dobry dla mnie kierunek, co Ulu???). którzy zawsze miło ze mną dłużej na ławeczce rozmawiali, a w ostatnim dniu nawet mnie szukali po całym Parku by raz jeszcze ze mną się pożegnać. Heca z tym pożegnaniem była, bo co prawda pana Andrzeja rzeczywiście rano, w dniu wyjazdu spotkałam i zdążyłam się pożegnać, niestety pani Małgosia daremnie mnie szukała, nie mogłyśmy na siebie trafić. No a jak to sie skończyło? Gdy przyjechały po mnie dziewczyny pojechałyśmy najpierw na obiad, a potem do Czech, aby w sklepie kupić te prezentowe piwa dla Magdy i dla Macka, a tu, w tym olbrzymim markecie w Czechach na kogo się natknęłam….. oczywiście na Małgosię i Andrzeja, którzy też na zakupy przyjechali 🙂 Śmiałam się potem do Małgosi, że szukała mnie rano w Parku Zdrojowym, a spotkała chwilę potem…w Czechach. Ale obiecałam panu Andrzejowi, że pozdrowię od niego Króla Zygmunta na Waweli i to zrobiłam 🙂
Ot takie jeszcze wspomnienia z Kudowy, pewnie nie raz jeszcze do nich powrócę.
Wczoraj odwiedziłam Park Krakowski, jest śliczny, niestety trochę zaniedbany, a zamiast palm szumiały nade mną stare poczciwe drzewa. Siedziałam na ławeczce i oglądałam sobie zdjęcia, które robiłam w Kudowej, porównywałam i……. cóż mój Park też jest śliczny i już. Co prawda nie taki kolorowy jak ten Zdrojowy w Kudowie, ale za to cichy, bez tej ciągłej wrzawy. Np o ciuchcia po nim nie jeździ……
Dzisiaj umówiłam się z Xawrem Dianą i z Zeldą w Parku, może burza nam nie przeszkodzi, bo już dostałam co prawda alert pogodowy o możliwościach występowania popołudniu burzy w moim rejonie, ale…na razie niebo jest piękne, a słonko mocno świeci, jak ongiś w Kudowie.
Miłego niedzielnego popołudnia