nie mogę się przyzwyczaić, że…

…że trzeba pisać blog rano – odwykłam chyba q tym sanatorium.
Rano robiłam zakupy a potem oczywiście poszłam do swojego ukochanego Parku, gdzie spędziłam z Pokemonami bardzo miłe kilka godzin.
A już potem wróciłam do domku i zrobiłam sobie w słusznej sanatoryjnej godzinie, czyli o 17 -stej kolacyjkę.
Bardzo smakowały mi w sanatorium te ich sałatki, wiec sobie jedną taką a’la Kudowa zrobiłam, ale urozmaiciłam po swojemu:
Zieloną sałatę porwałam na mniejsze kawałki, wkroiłam pokrojonego pomidora i pokrojonego w kostkę arbuza, to wszystko pokropiłam oliwką,posypałam czosneczku. obok położyłam łyżkę białego serka typu Almette, do tego wzięłam kromkę ciemnego chleba, lekko margaryną posmarowanego, z plastrem wędlinki no i oczywiście herbatka. Nie, nie żebym się okropnie odchudzała, ale trzeba się przystosować do diety NDŻ , by mój biedny kręgosłup nieco odciążyć. Jak myślicie, ile czasu na takiej diecie wytrzymam??? Pozdrawiam