nie ma to jak kawka w plenerze

Pewnie, że można napić się jej w domu, można zalać rozpuszczalną kawę wodą, albo zaparzyć (jak kto posiada) w ekspresie, ale gdy się jest na letnim wyjeździe można troszkę pogrymasić, nieprawdaż???
Wtedy idzie się do Parku i na tarasie stylowej kawiarni o wdzięcznym imieniu Sissi kawka smakuje wprost wybornie. A że trzeba troszkę pieniędzy z kieszeni wysupłać ? Nie bądźmy małostkowi, wszak to FUN, wakacje, na oszczędzanie pozostanie mi cały rok.
Wtedy nawet, wspominając miłe letnie dni, chleb z masłem smakuje, nie wspominając o zalewanej kawce 🙂
Wczoraj był w miarę spokojny dzień, tylko z jednym zabiegiem – pole magnetyczne na kolana, oczywiście z obowiązkową wizytą w Pijalni.
A ponieważ w miarę szybko to załatwiłam, miałam czas, a przede wszystkim ochotę na kawkę w kawiarni Sissi.
Zresztą nie mam wykupionego czajniczka z recepcji – dawniej dawali go za darmo w prawie każdym sanatorium, teraz zdzierają na biednym kuracjuszu gdzie tylko się da. Ale czajniczek jednak w poniedziałek (dopiero) wykupię, bo gdy przychodzę wieczorem do pokoju chętnie napiłabym się herbatki, na przykład owocowej. No i zaoszczędziłabym na tych porannych kawkach w kawiarni, robiąc ją sama, tradycyjnie w pokoju.
A może w ogóle odzwyczaję się od tej porannej kawki? Przez trzy dni, skoro świt, jak moja prywatna tradycja każe, jej nie piłam, ewentualnie później o niej pomyślałam, albo i nie (ze sknerstwa!!!!!)
Ale dzisiaj dzień świąteczny, więc na pewno Kawiarenkę Sissi, a raczej jej tarasik odwiedzę. Zresztą tam wiecznie są wszystkie stoliki zajęte, więc trzeba iść w miarę prędzej, tak koło 10 -11. A co, przynajmniej w tej materii sobie poużywam. A potem spacerek, ławeczka i niedziela minie.
Niestety jakaś franca w mój kręgosłup wlazła i nie mogę daleko chodzić, bo ból jest okrutny, jakbym miała drąg w krzyżach. Ale muszę potrenować, bo gdy Kamilka z Shiranem odwiedzą, pójdziemy spacerkiem do tych Czech na piwko. Co prawda ja piwa nie lubię, nigdy go nie lubiłam, najwyżej tam czeskiej kawki się napiję.
To nie jest daleko ode mnie, około 2 km, ale jeszcze na razie kręgosłup mnie hamuje, może po tych błotach, czyli po borowinie troszkę popuści, ale to dopiero w przyszłym tygodniu mam te zabiegi borowinowe. Zobaczymy!
Póki co cieszę się Deptakiem, po którym jeździ ku uciesze dzieci ciuchcia, obwożąc ich po cały parku. Wesoła ta ciuchcia, przez całą trasę piosenki puszcza, oczywiście też i tę „jedzie pociąg z daleka…”

Życzę udanej niedzieli.

P.S, jak to miło o polityce nic nie pisać, chociaż czasami ja obserwuję, ale w znikomych ilościach, wszak mam wakacje, od polityki też 🙂