Witajcie po taj długiej mojej tutaj nieobecności

Oczywiście jest środowa róża dla Ulki, ale czy ona się utrzyma….coś muszę poprosić chyb a Darkę o pomoc, bo zamieszczone zdjęcia tu nikną.
Ale czy mogę znów Darkę „ZATRUDNIAĆ”?????już wystarczająco Jej głowę pozawracałam, ale trzeba przyznać, że jest to naprawdę świetna dziewczyna, która ma niebywałą do mnie cierpliwość, aż Ja sama podziwiam, bo ja na Jej miejscu już dawno bym nawet w stronę tak namolnej ciotki nie popatrzyła.
Moja Kochana Darusia…….
No, dobrze, ale miałam pisać o mojej kuracji, a tego jest tak wiele do opisywania……
Jak już wiecie dojechałam do Kudowy w bardzo dobrym humorze, bo w doborowym towarzystwie Darki ( czyli z kierowniczką wycieczki, bo zarządzała kierownicą auta), z Jej siostrą Wiką i kuzynka Oliwką.
Sanatorium Koga, do którego dostałam skierowanie jest nieco na uboczu Parku, dokładnie od miejsca zabiegów do niego było około 1 km.
Wszystko dobre dla ludzi nie mających kłopotów z chodzeniem, tam niestety moje nogi całkiem mi odmówiły posłuszeństwa, a musiałabym co najmniej 2-3 razy dziennie wracać do Sanatorium na posiłki i znów iść do Parku, gdzie były umieszczone zabiegi. W dodatku dostałam pokój jedno osobowy, co prawda na 4 piętrze, z tym, ze winda jeździła do piętra trzeciego o potem trzeba było się po nawet dosyć ostrych schodach wspinać.
Jeszcze trzeba dodać, że wtedy panowały w Kudowie niebywałe temperatury, w słońcu było ponad trzydzieści stopni……… wymiękłam.
Byłam tak zrezygnowana, że jedynym moim marzeniem było, by wszyscy dali mi święty spokój, a ja wracam do Krakowa, po prostu nie dam rady na te zabiegi taki kawał ganiać kilka razy dziennie.
Pan diktir zgodził się bez słowa na moją decyzję i bez pardonu podpisał zgodę na wyjazd, z tym, ze musiałabym zwrócić NFZ cały pobyt w sanatorium czyli ponad 800 zł. Od łaskawiej nieco patrzącej na mnie Pielęgniarki Oddziałowej dostałam propozycję przeniesienia się do Zameczku. ale decyzję musiałam podjąć natychmiast, Przyznam, że byłam tak tą całą sytuacją zdenerwowana, ze w pierwszym momencie na przeprowadzkę się nie zgodziłam ( ja chcę do domu….), ale po przespanej już nocy i po rozmowie z Darką stwierdziłam, że jednak szkoda rezygnować z zabiegów, skoro będę mogła mieszkać w samym sercu Parku i stamtąd będę miała bliżej na zabiegi, Decyzja jednak należała do pana Doktora, który rano mnie przyjął i bardzo nieprzyjemnie mnie objechał, wrzeszcząc, że jestem osoba niezrównoważoną psychicznie i nie nadaję się na pobyt w Sanatorium (??????) i zasadniczo powinien mnie odesłać z kwitkiem, ale pójdzie mi na rękę i wyrazi (łaskawie) zgodę na przeniesienie do Zameczku. Chwila, chwila panie doktorze, rozmawiał pan z osobą starsza i schorowaną (akurat wszystkie stawy dawały mi tak w kość, ze nie mogłam się ruszać, nawet palce u rak mnie bolały – chyba jakiś rzut reumatyczny akurat musiałam mieć, bo ból był nie do opanowania), a na pacjenta NIE WOLNO KRZYCZEĆ !!!!!
Np nie ważne, dla przeciwwagi spotkałam sie z wielkim sercem pani Kierownik z Sanatorium Zameczek która woziła mnie do Sanatorium Koga, gdziemusiałam załatwić formalności przenosin, a potem, na drugi dzień wszystkie sprawy papierkowe wzięła w swoje ręce, załatwiła mi transport z ta cięćką walizką i załaywiła mi pokój co prawda 3 osobowy, ale mieszkałam w nim sama, fakt że musiałam zapłacić jak za pokó jednoosobowy, ale za to nie miałam towarzystwa inneo współlokatora.
Naprawdę, nie spodziewałam się, że trafię na tak bardzo życzliwą i pełną empatii kierowniczkę i nawet nie wiedziałam jak mam jej za jej serce podziękować. Wielka róznica w sposobie traktowania pacjemta, prawda? Darka kupiła mi piękny kubek z emblematami Krakowa i pozostawiłam go wraz z kawą w Recepcji dla pani Kierowniczki z podziekowaniamiu, bo akurat wtedy pani Kierowniczka była nieobecna na placówce. Mam nadzieję, że się ucieszyła
A potem już było z górki Zabiegi nawet fajne, tylko trzeba było trochę się po tym Parku pogonić (dokładnie, bo wszystko na czas, nie można nigdzie się spóźnić)
Nie da sdię wszystkiego opisac w jednym wpisie, wszak to było trzy tigodnie fajnych i trochę mniej fajnych momentów, ale na ogół było dobrze. Będę nie raz jeszcze pewnie wspominała, na razie jestem jeszcze oszołomiona po przyjeździe i na dzisiaj wpis zakonczę