a rok temu…..

……a dokładnie 3 sierpnia 2020 roku siedziałam na walizkach, bo nazajutrz czekała mnie wyprawa w nieznane, czyli wyjazd do Sanatorium do Kudowej Zdrój.
Boże, ile całkiem niepotrzebnych obaw wtedy w mojej głowie zamieszkało……
No tak, podróż to jedno, bo jednak odległość między Krakowem i Kudową jest spory, ale przecież jechałam z naprawdę spokojnym i pewnym siebie kierowcą, jakim była Daria oczywiście w miłym towarzystwie dwóch moich dwóch pozostałych przyszywanych wnuczek Olki i Wiki , a po drugie, to jednak zmiana pewnego rodzaju podporządkowanie swojego życia pewnym zaostrzeniom, czego zdecydowanie nie lubię.
Starsi ludzie niestety tak mają, musza mieć trochę czasu, aby okrzepnąć w całkiem innych, niż dotychczasowych warunkach.
Może dlatego tak bardzo byłam wtedy na NIE???????
Może własnie dlatego miałam wtedy sporo nerwowych chwil i perturbacji z pobytem, fakt, sporą rolę odegrała spora jak na moje biedne nogi (i kręgosłup) odległość pomiędzy pierwotnie przyznanym miejscem zamieszkaniem, a miejscem, gdzie miałam pobierać zabiegi. Biegi na zabiegi i na posiłki kilka razy dziennie było dla mnie niewyobrażalnie ciężkim zadaniem, bardzo trudnym do realizacji. Zapowiadał mi się horror, a nie odpoczynek i leczenie!!!
Fakt, psychicznie się załamałam i skora byłam nawet wracać do Krakowa, gdyby nie pomoc dziewczyn, czyli Oli Darki i Wiki, które w moim imieniu pertraktowały o mój lepszy byt w Kudowie z tamtejszym personelem , bo one jakoś wczuły się w moją niekomfortową sytuację i zrozumiały w czym mój problem tkwi. No i dzięki ich dyplomacji pozostałam jednak w Kudowej i bardzo dobrze się stało, bo potem, gdy już zamieszkałam w bardziej dogodnym dla mnie miejscu, czyli w samym sercu Kudowskiego Parku, mój pobyt zrobił się bardzo miły i owocny w zdrowotne zabiegi.
Przypomnieć muszę tu jeszcze rolę, jaką odegrała Pani Kierownik z Sanatorium Zameczek, która pełna empatii dla niesfornej pacjentki, naprawdę uczyniła wszystko, co mogła, że mój pobyt w Kudowie był wspaniały i bezstresowy.
Ona w mig zrozumiała, że to wszystko to nie był tylko mój kaprys, nawet to, że chciałam sama mieszkać w pokoju było dla niej zrozumiałe, nie tylko tego nie komentowała, ale załatwiła mi wspaniale warunki mieszkaniowe.
Nareszcie nie musiałam pokonywać przymusowych kilometrów, a spacer był dla mnie przyjemnością, a nie torturą.
.
Wszystko to pamiętam i dzisiaj zarówno Darce, Olce i Wice jak i Pani Kierownik z całego serca serdecznie dziękuję.

A teraz mija rok i…bardzo tęsknię za Kudową, tak, przyznam się, tęsknię. Codziennie mam otwartą kamerkę, przez którą obserwuję miejsca, w których rok temu byłam.
Nawet dwa dni temu przez moją głowę przeleciała mi taka myśl, że wystąpię do PKO BP o pożyczkę i opłacę sobie dwutygodniowy pobyt własnie w Kudowie, ale…… nie, to jednak jest za daleko, przecież nie będę znów Darki męczyła o ewentualną „podwózkę” , a chociaż istnieją takie środki lokomocji jak autobus czy bus, nie jestem na tyle silna, abym samotnie, bez żadnej pomocy, w tak daleką podróż się wybrać. Takie wyprawy już niestety nie dla mnie.
Ja wiem, są osoby w moim wieku i nawet jeszcze starsi, którzy jednak podróżują, ale ja zdecydowanie do tego się nie nadaję.
Czyli ewentualny mój wyjazd muszę odstawić ad acta , pozostają mi tylko wspomnienia………
Mierz siły na zamiary, czyli stawiaj sobie ambitne cele, ale zawsze dobrze zważ, czy wystarczy ci siły na zrealizowanie tych zamierzeń, bo niestety jednym nierozważnym krokiem możesz skomplikować sobie i jeszcze kilku innym osobom życie, poprzez spore kłopoty, które mogą cię dopaść.
Gdy człowiek jest młody i silny wydaje mu się, że góry może przenosić, z czasem zapał ten troszkę stygnie i to nie tylko dlatego, że ktoś jest uparty, ale po prostu zdaje sobie sprawę, że musi ustąpić, bo zwyczajnie, po ludzku nie da sobie rady, bo zdrowie już nie to, bo tej życiowej werwy już za mało……..
I ja już niestety do tych czasów pomału dorastam………..
Ot takie myśli w przededniu rocznicy mojego wyjazdu do Kudowej mnie dopadły.
Owszem, spotkałam się też z pewnego rodzaju krytyką moich ówczesnych poczynań, może nie każdy do końca rozumiał, co ja wtedy odczuwałam, mam to w nosie, nie każdy w końcu musi mnie rozumieć, po prostu jestem taka, jaka jestem i na ile moje zdrowie i moje siły mi pozwalają.
Może dlatego też i bardziej rozumiem osoby, które podobnie jak i ja borykają się z takimi kłopotami.
Na całe szczęście moja głowa wciąż jeszcze pracuje i oby jak najdłużej przynajmniej ona była sprawna


Miłego wtorkowego popołudnia i wieczoru.