na starej fotografii

Stare fotografie mają to do siebie , że przypominają nam o minionych czasach, o osobach kiedyś nam bliskich, kochanych, szczególnie, gdy Ich już koło nas nie ma.
Patrzysz na takie zdjęcie i mówisz do kogoś, kto jest w pobliżu „a pamiętasz?” nie, nie. nie możesz pamiętać, bo albo jeszcze Ciebie na świecie wtedy nie było, albo byłeś na tyle malutki, że twoja pamięć już do tych czasów nie sięga.
I taką starą rodzinną fotografię z wspaniałych rodzinnych, jakże różniących się od dnia dzisiejszego pewnego rodzinnego święta zamieszczam.
Spoglądam i widzę, że tylko jeszcze dwie osoby z tego zdjęcia żyją: ja i najstarszy syn mojej siostry- Marcin.
Reszta gdzieś tam buja po niebiańskich obłokach i mam nadzieję, że stamtąd łaskawie na nas spoglądają i delikatnie, dyskretnie nami się opiekują.
Pamiętam ten pokój wymalowany w taki ciekawy tabakowy kolor, ten zegar stojący w kącie, tu nie widać, ale na nim zamieszkał porcelanowy kot, z tyłu stopi nasz fortepian, na którym sobie kiedyś przygrywałam no i oczywiście najważniejszy mebel tej jadalni (dawniej zamiast salonu życie rodzinne kwitło własnie w jadalni ) olbrzymi, czarny stół, przy którym mogła siadać cała rodzina, dla nikogo miejsca nigdy przy nim nie zabrakło.
Pozwólcie, że na chwilę przymknę powieki, powrócę do tamtej epoki (oj, żeby tak można było cofnąć ten czas), a potem znów spoglądam na fotografię z zadumą, kto przy nim wtedy zasiadał.
Może kogoś to akurat nie interesuje, bo i tak nikogo z tego zdjęcia nie zna, ale ja muszę teraz rozpoznać każda osobę tam będącą.
Więc tak, od prawej strony zdjęcia siedzi moja Kochana Ciocia Irena, była bratową mojego Taty, która była niestety mężatką tylko kilka miesięcy, potem jej mąż, a mój wujek Kazik jako młody oficer został powołany do wojska, dostał się do niemieckiej niewoli do Starobielska i niestety stamtąd nigdy już nie wrócił. Ciocia pozostała młodą wdową i nigdy więcej za maż nie wyszła. Bardzo długo wierzyła, że to nie jest prawda, że jej Ukochany Kazio wróci z wojny i znów będą szczęśliwi. Niestety tak się nie stało.
Ciocia Irena mieszkała najpierw wraz ze swoją bratową, czyli z ciocią Helą i z Jej Rodziną, a potem wykupiła swoje własne małe M-2 na sąsiedniej ulicy i tam bardzo uwielbiałam ją prawie codziennie odwiedzać i razem z nią grać w karty. Ciocia paliła (niestety) papierosy Giewonty i robiła wspaniałe kanapki na kolacyjkę, zawsze koniecznym elementem kolacji był zdrowotny czosnek.
To była niezwykle miła i dobra kobieta, stanowcza, ale nigdy nie była na nikogo zagniewana, była taką Przyjaciółką naszej całej Rodziny. Właściwie to mogłaby zostać nawet moją moją drugą Mamą, bo bardzo z moim Tatą się lubili, ale niestety Tamtamama, czyli Mama mojej Mamy, a teściowa mojego Taty bardzo pilnowała, żeby do tego mariażu nie dopuścić, a bardzo szkoda, bardzo Ja kochałam i nic nie miałabym na przeciw, gdyby to ona, a nie ktoś inny została żoną mego Taty. No cóż, dla świętego spokoju Tata jakoś odsunął się od Cioci Ireny, tak po prawdzie trochę na swoją szkodę, bo druga jego żona Fela ideałem niestety nie była. Ale o umarłych nie mówi się przecież źle, więc na tym poprzestanę.
Obok Cioci Ireny siedzi Wujek Bolek, mąż Cioci Heli, a szwagier mego Taty – był architektem, zawsze trochę się go bałam, bo lubił szczypać mnie w policzki, co wcale mi się nie podobało i zawsze przed nim umykałam.
Koło Wujka Bolka siedzi wspominana już Fela, czyli druga żona mojego taty, osoba, która zawsze doskonale potrafiła w pierwszej kolejności zadbać o swoje własne interesy, miała sporo tego życiowego sprytu, co może wadą nie jest, ale nie wszystkim akurat to może się podobać.
Za Felą i Bolkiem stoi mój młody jeszcze wtedy bardzo przystojny Brat Krzysztof, jak widać bardzo pogodny i uśmiechnięty, widać, że bardzo tę rodzinę kocha. Krzysztof odziedziczył po swoim Ojcu tę cechę wielkiego przywiązania do rodziny i rodzinnych tradycji.
Na honorowym miejscu siedzi oczywiście Senior Rodu – mój Tata, a tuż obok Niego Jego młodsza Siostra Helena.
Następna osoba kolejno siedząca to ja i obok moja Siostra Ania, do kolan których przylepiony jest wtedy mały, kilkuletni synek Marcin, któremu towarzyszy jego tata Tymek, pierwszy mąż mojej siostry.
Niestety czasami tak bywa, że małżeństwo niestety nie utrzymuje się na zawsze. Dziwię się, że nie widzę tu na zdjęciu Magdy, która była przecież niewiele, bo niecały rok młodsza od swojego brata Marcina, widać spała wtedy w wózeczku w pokoju obok i nie uczestniczyła w tej rodzinnej biesiadzie.
I tak trochę powspominałam, trochę po obgadywałam swoją Rodzinkę, chociaż żadnych wyrzutów sumienia nie mam, bo nic złego i żadnej nieprawdy o nikim z nich nie napisałam.
Przynajmniej raz jeszcze mogłam chociaż na chwilę z Nimi tu pobyć, i znów przeżyć ten wydawałoby się zapomniany już świąteczny dzień. Wydawało mi się, że słyszę, jak rozmawiają, jak się przekomarzają, śmieją – tak własnie dzisiaj przy Waszym udziale zadziałała moja wspominkowa wyobraźnia.
Ale przyszedł wreszcie przyszedł moment, gdy trzeba było znów zamknąć karty tej już historii i wrócić już bez Nich, moich Kochanych, Najdroższych do rzeczywistości, pozostawiając tamte czasy za sobą, ale dziękuję Wam, że wraz ze mną byliście w tych moich wspomnieniach blisko mnie, czasami własnie czyjaś bliskość pozwala na ponowne przeżywanie tego, co już było, ale co pozostało już tylko jako mile wspomnienie w naszej pamięci.