zrobiono nas w balona

 

Nie, nie, to zbyt poważna sprawa, żeby sobie drwić z tak bardzo ważnego wydarzenia, które…się  w końcu nie wydarzyło.
Otóż wczoraj pewien Amerykanin Felix Baumgartner postanowił skoczyć z granicy stratosfery, czyli już prawie kosmosu, na ziemię.
Byłoby to  pobicie rekordu poprzedniego podobnego skoku.
Przygotowania  trwały bardzo długo, wczoraj kilkakrotnie odkładano ten historyczny moment z powodu niesprzyjających warunków pogodowych, w końcu gdy zdecydowano się na rozpoczęcie eksperymentu i nadmuchany został już nawet balon, w którym siedział ten śmiałek, którego miał balon wynieść na tą zaplanowaną  wysokość , powiał wiatr, balon niechcący zawadził o ziemię i….. w takiej sytuacji trzeba było przerwać próbę startu, jako, że balon mógł być podczas lekkiego nawet, ale jednak uderzenia o ziemię, uszkodzony.
Szkoda, bo byłam wczoraj bardzo zainteresowana i pilnie śledziłam losy tego wydarzenia, więc poczułam się lekko zawiedziona, że skok nie doszedł do skutku, ale podobno jutro znów Amerykanie będą podejmować następne próby. A może to był znak z niebios : nie startuj lepiej chłopie?

Dzisiaj wyjątkowo idę na poranną zmianę ( wg grafika miałam być popołudniu), ale właśnie popołudniu mam zamówioną wizytę u mojego ulubionego ortopedy, coś z ta ręką zrobić w końcu muszę.
Co prawda tą noc przespałam (chyba) cała, nie pamiętam,czy się budziłam, czy nie, ale za to miałam tak koszmarne sny z kościotrupami wyciąganymi z podziemia sąsiadującego ze mną kościółka, a potem chowaniem ich z powrotem, jeden nieboszczyk nawet głośno upominał się o buty……. musiałam mu te buty do tego grobu wrzucać, jednym słowem ten sen to był koszmar koszmarów, pewnie było to związane z informacjami dotyczącymi smoleńskiej katastrofy.
Kiedyś to musiało się na mnie odbić, szczególnie, gdy przeczytałam zwierzenia pewnego pana doktora, który  przerwał swoje milczenie dotyczącej tej katastrofy.
Ale o tym już cicho, nic nie piszę ( zgodnie z moim założeniem  zero o polityce i około-politycznych wydarzeń) – sen- mara, Bóg – wiara.

No to idę w tą jesienną rzeczywistość, na szczęście deszcz nie pada, jest w miarę słonecznie, chociaż to dopiero wczesna godzina.
Powodzenia wszystkim na ten środowy dzionek
ULKA –  CAŁUSKI