Gdyby tak rzeczywiście płacili mi za pisanie w blogu tendencyjnych wpisów ( o co podejrzewa mnie moja oponentka), nie musiałabym kupować butów w Lidlu za 39.99, pewnie kupowałabym takie buty za 600 – 800 zł, albo lepiej, robiłabym je na „obstalunek”.
Jak na razie z tych moich nowych butów jestem jednak całkiem zadowolona, chociaż miałam je na nogach tylko raz podczas mierzenia. Dobrze, że Magda te buty wynalazła i na nie mnie namówiła. W dodatku okazało się, że te buty ( emu) są aktualnie bardzo modne, o czym oczywiście nie wiedziałam, kupiłam je dlatego, że wydawały mi się bardzo odpowiednie.
A kto mnie czytał uważnie wie, że ja i buty to dwaj antagoniści, nie ma teraz dla mnie super wygodnych butów, bo moje schorowane nóżki są naprawdę bardzo grymaśne Te wydają się jednak wygodne, ale dopiero podczas używania sprawa się wyjaśni, czy takie są, czy jednak nie są. A to dla mnie jest ( w sprawie butów) najważniejsze.
Wczorajszy dzień był bardzo nieprzyjemny ( oczywiście pogodowo), padało i zrobiło się całkiem zimno, tak więc nie dało się już od rana nosa do Magdzinej „hiszpani” wystawić i tam sobie posiedzieć podziwiając ( podobnie jak w sobotę) piękne okoliczności przyrody – pewnie z tym do wiosny trzeba będzie czekać.
Ale za to upiekłyśmy z Magdą (jednak) to ciasto ze śliwkami, tzn ja czytałam w przepisach kolejne etapy wypieku, Magda mieszała w misce, a Olcia przekrawała śliwki na pół.
Z tej zgodnej współpracy wyrosło całkiem pyszne ucierane ciasto. Popołudniu przyjechała też Basia ze swoimi pysznymi śliwkowymi wypiekami, tak, że zrobiło się nagle bardzo słodko i wesoło.To był ( mimo tej nieprzyjemnej pogody) bardzo udany weekend, szkoda, że już się skończył.
Tak, teraz zaczął się sezon śliwkowy i różne wypieki i przetwory z tych owoców się robi, kiedyś moja siostra robiła jeszcze śliwki w occie, a także pyszne gruszki w occie, och jak je lubiłam jako jarzynka do mięska……
Wiem, że są jeszcze ” porządne” gospodynie, które takimi przetworami się zajmują, chociaż teraz bez trudu można iść do pierwszego lepszego marketu i kupić to, o czym się tylko zamarzy ( w tym i przetwory owocowe też), więc po co sobie tyle trudu sobie zadawać i drylować owoce a potem parzyć się gorącymi słoikami?.
Ale jesień ma swoje kulinarne prawa też, dlatego namówiłam Monikę na zrobienie mojej ulubionej zupy z dyni ( na ostro) – była pyszna, chociaż będzie jeszcze inna wersja tej zupy, mianowicie z krewetkami. Na taką zupę czeka się cały rok, podobnie jak cały rok czekam na wigilijna zupę z karpia na słodko, chociaż coś mi się wydaje, że w tym roku nie będzie mi dana do posmakowania – szkoda nie tylko pod względem smakowym, ale także i sentymentalnym,
A tym czasem wstał sobie właśnie kolejny poniedziałek.
Nie , nie będę nic ( ani słowa) o polityce pisać, aby przypadkiem mojej koleżanki – oponentki do nadmiaru nerwicy jednak nie doprowadzać, niech się cieszy wygraną , na razie w sondażach, swojej ulubionej partii i niech ma dobre samopoczucie, byłoby niegrzecznie z mojej strony, gdybym ją z tego błogostanu chciała wyprowadzić.
Dziękuję za wpis ( obrończy) Koleżanki bez niku ( rozumiem Jej intencje) i mam nadzieje, że uda nam się kontakt nawiązać.
O pogodzie można bezkarnie pisać, więc dzisiaj jest chłodno, bardzo chłodno nawet powiedziałabym i najpewniej uda mi się dzisiaj przeprowadzić eksperyment z nowymi butami, już się cieszę, ale muszę poczekać jeszcze do wyjścia do pracy.
Mimo niezbyt przyjemnej pogody, mimo braku słońca na niebie słonecznie się do Was dzisiaj uśmiecham, życząc miłego poniedziałku, bo jaki ten pierwszy dzień tygodnia, taki i cały tydzień.



