zamiast

Zamiast mojego dzisiejszego politycznego komentarza zamieszczam niniejszy mem – on mówi chyba już wszystko, a nawet o wiele więcej.
Nie trzeba dodać nic nad to, że mamy nowego Marszałka, a właściwie marszałkini Sejmu?
Czy będzie inaczej? – wątpię, zresztą po pierwsze już niedługo Sejm sobie po obraduje, a po drugie pani Witek jest świetną i wierną funkcjonariuszką swojej partii i nie wychyli się z żadnym pomysłem, ani dobrym, ani złym i na końcówce sejmowej działalności, potulnie ostatnie pisie akordy odegra.
I to tyle mojej politycznej wrzuty na dzisiaj, bo pewnie gdybym znów bym się rozpisała, musiałabym tylko powtórzyć to, o czym już wielokrotnie pisałam. A po co?
Więc napiszę coś ciekawego o dniu wczorajszym.
Jak wiecie jest u mnie Pepa, więc musiałam trzy razy spacerki z nią po Parku uskuteczniać.
Pepa bardzo chętnie chciałaby pofiglować troszkę z pieskami, niestety jest w swoim złym okresie i nie może na żadne swawole liczyć.
Dopiero by było gdyby się jakieś szczenięta, nie wiadomo jakiej zresztą rasy miały urodzić.
Rodzina by mi nie wybaczyła, pewnie w moim mieszkaniu wylądowałaby wtedy Pepa wraz ze swoimi wszystkimi szczeniakami i co niby miałabym wtedy z nimi zrobić?

Powiedzieliby mi pewnie: nie dopilnowałaś Pepy, to teraz baw.
Na alimenty też liczyć bym nie mogła, niestety 500 plus takiego potomstwa nie przysługuje, więc…

Na żebry chyba bym musiała iść, już nie mówiąc, że pewnie właścicielce mieszkania, które przecież tylko wynajmuję, też nie spodobałby się taki przychówek, wyleciałabym na bruk z Pepą i wszystkimi małymi czworonogami.
Znane są przypadki bezdomnej z kotami, teraz byłaby bezdomna z pieskami 🙂
Ech, lepiej jednak uważać.
Tylko jak to wytłumaczyć Pepie, która ciągnie niemiłosiernie do tych hasających pieseczków, wczoraj omalże nie wyrwała mi ręki z tego mojego bolącego barku, tak silnie mnie pociągnęła, że wszystkie gwiazdy zobaczyłam, a był to środek dnia i słonko świeciło, o gwiazdach raczej nie było co mówić.
Wcale jej się nie dziwię, bo pobiegać sobie i to jeszcze z innymi pieskami po trawce to musi być dla niej wielka frajda, a jak znam życie, często Pepa takich okazji raczej nie ma, no chyba, że podczas pobytu w Zawoi, bo w ciągu roku domownicy są zawsze okropnie zalatani i dla pieska na co dzień na długie spacerki zbyt wiele czasu nie mają.
Pewnie dlatego przedwczoraj Tomek, który wraz Mią i Zoją przyprowadzili do mnie Pepę zauważył z uśmiechem, że Pepa przyjechała do Cioci Ewy na kolonię.
Teraz będzie dla niej jeszcze gorszy czas, bo przecież Zojka, która dotychczas najwięcej się nią opiekowała, wyjeżdża na studia do Katowic, kto się tą biedną Pepą zajmie?
Obawiam się, że może im przyjść pomysł do głowy podrzucić mi na dłuższy czas, albo na zawsze Pepę.
Bardzo lubię sunię i wiem, że ona też bardzo mnie lubi, zresztą co chwilę podchodzi do mnie na pieszczoszki, ale nie wiem, czy podołałabym taką całoroczną opieką ją objąć, czasami mam takie „bolesne dni”, że chodzenie wtedy staje się bardzo wielką mordęgą, szczególnie gdy pada deszcz, już o zimie nie wspominając, a psa jednak te co najmniej trzy razy wyprowadzać trzeba. A jak tu z pieskiem biegać, gdy z bólu ani nogą, ani ręką nie mogę ruszać? Już nie mówiąc, że i mój brzuszek często „figluje” i też sprawia problemy, gdybym chciała na dłużej opuścić mieszkanie – ech S K S i tyle!
Nawet wtedy, gdy uda mi się zgubić te nadliczbowe kilogramy niestety choroba reumatyczna pozostanie, a ten, kto na nią cierpi wie, jak bardzo potrafi być ona dokuczliwa, lekarstwa przeciwbólowe działają przez krótki czas, albo czasami i one nie potrafią bólu zniwelować.
I właśnie dlatego, mimo, że psy bardzo lubię, nie zdecydowałam się na swojego czworonoga.
Kota zresztą też nie chcę w domu, to już niestety nie ten czas.
Czas pokaże co dalej z sunią będzie, ale żal mi Pępki, pewnie będzie za Zojką bardzo tęskniła, a w pustym domu będzie się czuła bardzo osamotniona.
Gdy osiem lat temu przyszła do domu na Smoleńsk, było tam zawsze mnóstwo ludzi, był ruch, było wesoło, była tam pępkiem świata, ( no i zawsze byłam w tym domu ja), teraz to mieszkanie stopniowo opustoszało…
Biedna Pepka……… 😦

Wczoraj otrzymałam pierwszą elektroniczną receptę.
Fajna sprawa. Założyłam sobie zaufane konto pacjenta, na które wchodzę przez mój bank, ale tylko wtedy, gdy chcę sprawdzić, kiedy byłam ostatnio na lekarskiej wizycie i jakie leki dostałam.
Ale gdy już lekarz wypisze receptę na leki, nie muszę jej nigdzie szukać, po prostu na e – maila i na telefon SMS-em dostaję kod tej recepty i z nim idę do apteki, tam oprócz kodu podaję jeszcze mój pesel i otrzymuję potrzebne mi lekarstwa.
Jest to podwójnie dobra sprawa, bo po pierwsze, nie muszę iść do przychodni prosić o prolongatę moich leków, które zazwyczaj zażywam, wystarczy załatwić takie przedłużenie telefonicznie, więc nie obciążam lekarza dodatkową wizytą tylko po to, by mi lekarz receptę wypisał, a po drugie, jeżeli jakiegoś zapisanego leku nie ma w aptece taka recepta nie przepada, tylko wydają mi z niej to, co aktualnie apteka posiada, w innej mogę dokupić sobie pozostałe leki.
Zwłaszcza teraz, gdy są braki lekarstw w aptekach, takie rozwiązanie jest znakomite. Czasami nawet urzędnicy potrafią wymyślić coś sensownego, coś, co ułatwia życie pacjentom, lekarzom no i aptekom.
Narazie jest to jeszcze pewna innowacja w Służbie Zdrowia, jeszcze nie wszędzie ta metoda jest wdrożona, ale od przyszłego roku będzie obowiązywała już we wszystkich gabinetach lekarskich.
Zastanawiam się tylko, co zrobią z osobami starszymi, nie mającymi dostępu do internetu, czy nie posiadającymi telefonu komórkowego.
W pierwszym przypadku nie jest tak trudno, bo takie konto może założyć pacjentowi nawet pracownik przychodni (czy ktoś z rodziny), a telefon komórkowy, na który E-zdrowie przesyła kod ma w Polsce prawie każdy człowiek, a jeżeli nie będzie go posiadał, pewnie dalej będzie dostawał tradycyjną receptę papierkową.
Starszym ludziom, szczególnie tym mieszkającym w małych wioskach, pewnie niełatwo będzie się do takich zmian przyzwyczaić (już słyszałam nawet głosy dezaprobaty), ale przecież świat idzie na przód, mamy już XXI wiek i pewne rozwiązania, które jeszcze do niedawna były czymś nadzwyczajnym, trzeba pomału w naszą codzienność wprowadzać.
W każdym bądź razie, ja za tę zmianę daję Służbie Zdrowia piątkę z plusem, a kto wie, czy nawet nie szóstkę????
Przed nami znów piękny dzień, oby był on tak samo miły, jak ten wczorajszy, przynajmniej niech nie będzie tych burz i huraganów przynoszących tylko szkody.
Miłej soboty życzę