ach te kochane czworonogi

Małe, duże, kudłate i gładkowłose…. nasi przyjaciele, a przede wszystkim przyjaciele naszych małych pociech.
O o tym mówi dzisiejszy wzruszający filmik, do którego Wam link podaję i polecam oglądnąć. https://www.facebook.com/Ragazzodoropage/videos/2303144530013249/?t=5&v=2303144530013249

Jeszcze jesieni nie widać, a już moje kości (i kręgosłup) szaleją.
Poprzedniej nocy zbudził mnie bark, a potem calutki dzień dokuczało mi i kolano i kręgosłup, tak więc z wielkim trudem po schodach zeszłam.
Ale nie poddałam się, na chwilkę w Parku posiedziałam sobie na ławce. Niestety nie spacerowałam, bo ból mi nie pozwolił, ale przynajmniej na świeżym powietrzu byłam. I to wcale nie za długo, bo po pierwsze było dosyć chłodno (znów teraz ten chód coraz dotkliwe mi przeszkadza), a po drugie nagle coś zagrzmiało, przestraszyłam się, że burza nadciąga.
Na szczęście skończyło się to tylko na straszeniu, nawet kropla deszczu z nieba nie spadła, a niebo wyglądało nieco groźnie.
Przypomniałam sobie wczoraj, ze V.I.P. przywiózł mi kiedyś z Gdańska rewelacyjny balsam Alpenkrauter, którym posmarowałam sobe wszystkie bolące części ciała.
Dobrze, że mieszkam sama, bo okropnie mentolem ode mnie pachniało, ale znam gorsze zapachy, które mogłyby komuś przeszkadzać.
ALPENKRAUTER balsam niesie działanie chłodzące, kojące i odżywcze. Idealny w przypadku bólu stawów, stłuczeń, obrzęków, problemów ze skórą. Wspomaga terapię leczenia problemów reumatoidalnych i bólów kręgosłupa. Szybko przynosi ulgę, przyspiesza regenerację.
Jest co prawda na farmaceutycznym rynku sporo „cudownych” maści, które mnie akurat nie pomagały, nawet ta słynna żółta maść z apteki, którą często reklamują, Ten alpejski balsam jest inny, rzeczywiście ulgę przynosi, ale swoja droga całkowicie nie wyleczy, najwyżej uśmierza ból, ale i to już jest bardzo dużo, bo ile można bezkarnie tych przeciwbólowych tabletek zażywać.
W każdym razie noc przebiegła mi bezbólowo, poranek również, nie było tej nieprzyjemnej sztywności i bólu w kolanie przy wstawaniu, więc radośnie po kąpieli znów się tą mentolową maścią wysmarowałam.
Teraz sobie pachnę jak słodki miętowy cukierek 🙂
A co mi tam, nikomu tym nie przeszkadzam przecież.
Wstał wesoły i słoneczny dzionek, więc zaraz na jakieś zakupy się wybiorę, oczywiście dietetyczne, żadnych tam tłustych frykasów.
A propos: okazuje się, że śledzie są bardzo dobre na zaspokojenie apetytu. Co prawda należą do ryb tłustych, ale mają same pozytywne tłuszcze omega-3 i bardzo dużo witamin z grupy B D, czyli…są zdrowe, szczególnie przy stosowaniu takiej diety, jaką ja stosuję.
Na przykład wczoraj zjadłam na kolację jednego marynowanego śledzia w suszonych pomidorach (tłuszcz, w którym pływał wywaliłam, jadłam go saute) i całkiem wystarczyła mi taka porcja aż do rana, nie musiałam nic już podjadać.
Ale najważniejsze, że mój brzuszek bardzo je lubi i nie wnosi żadnych sprzeciwów w ich konsumpcji, a to dla mnie najważniejsze.
Zresztą zauważyłam, że przy stosowaniu mojej diety, moje kiszeczki wyraźnie się uspokoiły i nie wznoszą już żadnego buntu.
Tylko owoców wciąż mi brak i kto wie, czy nie wprowadzę do mojej diety 1 jabłko raz na 1-2 dni.
A przykładowe moje dzisiejsze śniadanko to pasta z białego sera.
Kawałek sera rozgniotłam z 3 łyżeczkami naturalnego jogurtu, dodałam 2 łyżeczki chrzanu (dla poprawienia smaku), kosteczkę czosnku Knorra i wkroiłam w to 3 plasterki chudej wędliny – zupełnie można śmiało zjeść takie danie bez żadnego pieczywa, jest wystarczająco sycące.
Zamówiłam sobie także odżywkę białkową, którą będę mogła dodawać np do jogurtu, robiąc z tego pyszny, ale nie tuczący, acz sycący deserek.
Zresztą znalazłam stronę z przepisami na potrawy z zastosowaniem takiego białka w potrawach nietuczących, acz smacznych, na razie zamówiłam jedno opakowanie w ramach eksperymentów, zobaczymy, co z tego wyniknie.
Jak widać zaparłam się na full, jeszcze zastanawiam sie nad zastosowaniem plastrów Siminazer. Co prawda wiele jest tam negatywnych opinii, ale prawda jest taka, że żaden plaster, żaden inny środek nie pomoże w odchudzaniu, jeżeli nie przestrzega się diety i jeżeli nie przestawi się swojego umysłu na inny sposób życia. Trzeba po prostu przestawić wajchę w mózgu na słowo „DIETA” i już wtedy wszystko zaczyna działać jak potrzeba.
Przyznam, że na razie jestem nieco przerażona i nieco zła na siebie, bo wiele moich ciuchów, które jeszcze 2 lata temu sobie kupiłam, niestety są dla mnie za małe, ale nic z nich nie wyrzucam, po prostu muszę do nich „dorosnąć”
NIE MAM INNEJ ALTERNATYWY, albo pozbycie się kilogramów, albo…niestety uziemienie się na zawsze w łóżku z powodu rozległej choroby – TERAZ ALBO NIGDY!!!!!!!
No to wyruszamy w tę słoneczną sobotę, w pełni werwy, bez negatywnych myśli, w bezpiecznej odległości od pisich i kościelnych afer.
Zostawię to sobie na przyszły tydzień 🙂