za wcześnie dzisiaj wstałam

Stanowczo za wcześnie. Pierwszy raz przebudziłam się już o 2 giej w nocy, ale udało mi się zasnąć i spałam aż do 3.30, gdy obudził mnie okropny skurcz w prawej nodze. Myślałam, że szybko z nim się uwinę i chociaż jeszcze troszkę sobie pośpię, ale najwyraźniej był to skurczy – byk, bo ledwo się uspokajał, wracał ze zdwojoną siłą i przed o piątą rano wygonił mnie już z łóżka.
Cóż, trzeba było ten dzionek , co prawda tak wcześnie, ale jakoś rozpocząć, najlepsza na to jest oczywiście kawa.

No właśnie, piję teraz 2-3 kawy dziennie i pewnie stąd te skurcze mnie nękają, do tego jeszcze ta dieta…do niczego, ale i tak się nie poddam.
Za to poranny spacerek przed siódmą rano z Pepą po parku był bardzo przyjemny, powietrze jeszcze takie rześkie no i piesków jeszcze nie ma za wiele.
Niestety teraz pieski mi przeszkadzają, bo Pepa stała się bardzo zalotna i ciągle do jakiś psów mnie ciągnie, a my niestety musimy je omijać z daleka, pisałam wczoraj, że nie chcę do nielegalnego przychówka się przyczynić.
Tylko co robić, gdy się jej ci psi kawalerowie tak bardzo podobają?
A Pepa tp niby nieduży piesek, ale siły ma sporo i gdy mocniej mnie pociągnie jestem prawie bezsilna, już parę razy o mało co przez nią nie upadłam. Zazwyczaj jest grzeczna, tylko teraz przyszedł na nią ten szalony czas stąd te spacerowe perturbacje.
A dzisiaj kolejna niedziela w Parku, znów pewnie będzie całe mnóstwo ludzi (i niestety psów też), pewnie dzisiaj sobie odpuszczę piknikowanie, tym bardziej, że znów szaloną, ponad 30 stopniową temperaturę zapowiadają.
Mam nadzieję, że to już końcówka kanikuły, przecież zbliża się już połowa sierpnia, czyli można rzec, jesień już stoi prawie u drzwi.
Ale o czym ja piszę, wszak jest jeszcze sporo ludzi, którzy dopiero teraz na urlop się wybierają i oczekują słonka i ślicznej pogody – niech więc i tak będzie.
A na dzisiaj też słonka życzę i radosnej niedzieli.