za wcześnie dzisiaj wstałam

Stanowczo za wcześnie. Pierwszy raz przebudziłam się już o 2 giej w nocy, ale udało mi się zasnąć i spałam aż do 3.30, gdy obudził mnie okropny skurcz w prawej nodze. Myślałam, że szybko z nim się uwinę i chociaż jeszcze troszkę sobie pośpię, ale najwyraźniej był to skurczy – byk, bo ledwo się uspokajał, wracał ze zdwojoną siłą i przed o piątą rano wygonił mnie już z łóżka.
Cóż, trzeba było ten dzionek , co prawda tak wcześnie, ale jakoś rozpocząć, najlepsza na to jest oczywiście kawa.

No właśnie, piję teraz 2-3 kawy dziennie i pewnie stąd te skurcze mnie nękają, do tego jeszcze ta dieta…do niczego, ale i tak się nie poddam.
Za to poranny spacerek przed siódmą rano z Pepą po parku był bardzo przyjemny, powietrze jeszcze takie rześkie no i piesków jeszcze nie ma za wiele.
Niestety teraz pieski mi przeszkadzają, bo Pepa stała się bardzo zalotna i ciągle do jakiś psów mnie ciągnie, a my niestety musimy je omijać z daleka, pisałam wczoraj, że nie chcę do nielegalnego przychówka się przyczynić.
Tylko co robić, gdy się jej ci psi kawalerowie tak bardzo podobają?
A Pepa tp niby nieduży piesek, ale siły ma sporo i gdy mocniej mnie pociągnie jestem prawie bezsilna, już parę razy o mało co przez nią nie upadłam. Zazwyczaj jest grzeczna, tylko teraz przyszedł na nią ten szalony czas stąd te spacerowe perturbacje.
A dzisiaj kolejna niedziela w Parku, znów pewnie będzie całe mnóstwo ludzi (i niestety psów też), pewnie dzisiaj sobie odpuszczę piknikowanie, tym bardziej, że znów szaloną, ponad 30 stopniową temperaturę zapowiadają.
Mam nadzieję, że to już końcówka kanikuły, przecież zbliża się już połowa sierpnia, czyli można rzec, jesień już stoi prawie u drzwi.
Ale o czym ja piszę, wszak jest jeszcze sporo ludzi, którzy dopiero teraz na urlop się wybierają i oczekują słonka i ślicznej pogody – niech więc i tak będzie.
A na dzisiaj też słonka życzę i radosnej niedzieli.

zamiast

Zamiast mojego dzisiejszego politycznego komentarza zamieszczam niniejszy mem – on mówi chyba już wszystko, a nawet o wiele więcej.
Nie trzeba dodać nic nad to, że mamy nowego Marszałka, a właściwie marszałkini Sejmu?
Czy będzie inaczej? – wątpię, zresztą po pierwsze już niedługo Sejm sobie po obraduje, a po drugie pani Witek jest świetną i wierną funkcjonariuszką swojej partii i nie wychyli się z żadnym pomysłem, ani dobrym, ani złym i na końcówce sejmowej działalności, potulnie ostatnie pisie akordy odegra.
I to tyle mojej politycznej wrzuty na dzisiaj, bo pewnie gdybym znów bym się rozpisała, musiałabym tylko powtórzyć to, o czym już wielokrotnie pisałam. A po co?
Więc napiszę coś ciekawego o dniu wczorajszym.
Jak wiecie jest u mnie Pepa, więc musiałam trzy razy spacerki z nią po Parku uskuteczniać.
Pepa bardzo chętnie chciałaby pofiglować troszkę z pieskami, niestety jest w swoim złym okresie i nie może na żadne swawole liczyć.
Dopiero by było gdyby się jakieś szczenięta, nie wiadomo jakiej zresztą rasy miały urodzić.
Rodzina by mi nie wybaczyła, pewnie w moim mieszkaniu wylądowałaby wtedy Pepa wraz ze swoimi wszystkimi szczeniakami i co niby miałabym wtedy z nimi zrobić?

Powiedzieliby mi pewnie: nie dopilnowałaś Pepy, to teraz baw.
Na alimenty też liczyć bym nie mogła, niestety 500 plus takiego potomstwa nie przysługuje, więc…

Na żebry chyba bym musiała iść, już nie mówiąc, że pewnie właścicielce mieszkania, które przecież tylko wynajmuję, też nie spodobałby się taki przychówek, wyleciałabym na bruk z Pepą i wszystkimi małymi czworonogami.
Znane są przypadki bezdomnej z kotami, teraz byłaby bezdomna z pieskami 🙂
Ech, lepiej jednak uważać.
Tylko jak to wytłumaczyć Pepie, która ciągnie niemiłosiernie do tych hasających pieseczków, wczoraj omalże nie wyrwała mi ręki z tego mojego bolącego barku, tak silnie mnie pociągnęła, że wszystkie gwiazdy zobaczyłam, a był to środek dnia i słonko świeciło, o gwiazdach raczej nie było co mówić.
Wcale jej się nie dziwię, bo pobiegać sobie i to jeszcze z innymi pieskami po trawce to musi być dla niej wielka frajda, a jak znam życie, często Pepa takich okazji raczej nie ma, no chyba, że podczas pobytu w Zawoi, bo w ciągu roku domownicy są zawsze okropnie zalatani i dla pieska na co dzień na długie spacerki zbyt wiele czasu nie mają.
Pewnie dlatego przedwczoraj Tomek, który wraz Mią i Zoją przyprowadzili do mnie Pepę zauważył z uśmiechem, że Pepa przyjechała do Cioci Ewy na kolonię.
Teraz będzie dla niej jeszcze gorszy czas, bo przecież Zojka, która dotychczas najwięcej się nią opiekowała, wyjeżdża na studia do Katowic, kto się tą biedną Pepą zajmie?
Obawiam się, że może im przyjść pomysł do głowy podrzucić mi na dłuższy czas, albo na zawsze Pepę.
Bardzo lubię sunię i wiem, że ona też bardzo mnie lubi, zresztą co chwilę podchodzi do mnie na pieszczoszki, ale nie wiem, czy podołałabym taką całoroczną opieką ją objąć, czasami mam takie „bolesne dni”, że chodzenie wtedy staje się bardzo wielką mordęgą, szczególnie gdy pada deszcz, już o zimie nie wspominając, a psa jednak te co najmniej trzy razy wyprowadzać trzeba. A jak tu z pieskiem biegać, gdy z bólu ani nogą, ani ręką nie mogę ruszać? Już nie mówiąc, że i mój brzuszek często „figluje” i też sprawia problemy, gdybym chciała na dłużej opuścić mieszkanie – ech S K S i tyle!
Nawet wtedy, gdy uda mi się zgubić te nadliczbowe kilogramy niestety choroba reumatyczna pozostanie, a ten, kto na nią cierpi wie, jak bardzo potrafi być ona dokuczliwa, lekarstwa przeciwbólowe działają przez krótki czas, albo czasami i one nie potrafią bólu zniwelować.
I właśnie dlatego, mimo, że psy bardzo lubię, nie zdecydowałam się na swojego czworonoga.
Kota zresztą też nie chcę w domu, to już niestety nie ten czas.
Czas pokaże co dalej z sunią będzie, ale żal mi Pępki, pewnie będzie za Zojką bardzo tęskniła, a w pustym domu będzie się czuła bardzo osamotniona.
Gdy osiem lat temu przyszła do domu na Smoleńsk, było tam zawsze mnóstwo ludzi, był ruch, było wesoło, była tam pępkiem świata, ( no i zawsze byłam w tym domu ja), teraz to mieszkanie stopniowo opustoszało…
Biedna Pepka……… 😦

Wczoraj otrzymałam pierwszą elektroniczną receptę.
Fajna sprawa. Założyłam sobie zaufane konto pacjenta, na które wchodzę przez mój bank, ale tylko wtedy, gdy chcę sprawdzić, kiedy byłam ostatnio na lekarskiej wizycie i jakie leki dostałam.
Ale gdy już lekarz wypisze receptę na leki, nie muszę jej nigdzie szukać, po prostu na e – maila i na telefon SMS-em dostaję kod tej recepty i z nim idę do apteki, tam oprócz kodu podaję jeszcze mój pesel i otrzymuję potrzebne mi lekarstwa.
Jest to podwójnie dobra sprawa, bo po pierwsze, nie muszę iść do przychodni prosić o prolongatę moich leków, które zazwyczaj zażywam, wystarczy załatwić takie przedłużenie telefonicznie, więc nie obciążam lekarza dodatkową wizytą tylko po to, by mi lekarz receptę wypisał, a po drugie, jeżeli jakiegoś zapisanego leku nie ma w aptece taka recepta nie przepada, tylko wydają mi z niej to, co aktualnie apteka posiada, w innej mogę dokupić sobie pozostałe leki.
Zwłaszcza teraz, gdy są braki lekarstw w aptekach, takie rozwiązanie jest znakomite. Czasami nawet urzędnicy potrafią wymyślić coś sensownego, coś, co ułatwia życie pacjentom, lekarzom no i aptekom.
Narazie jest to jeszcze pewna innowacja w Służbie Zdrowia, jeszcze nie wszędzie ta metoda jest wdrożona, ale od przyszłego roku będzie obowiązywała już we wszystkich gabinetach lekarskich.
Zastanawiam się tylko, co zrobią z osobami starszymi, nie mającymi dostępu do internetu, czy nie posiadającymi telefonu komórkowego.
W pierwszym przypadku nie jest tak trudno, bo takie konto może założyć pacjentowi nawet pracownik przychodni (czy ktoś z rodziny), a telefon komórkowy, na który E-zdrowie przesyła kod ma w Polsce prawie każdy człowiek, a jeżeli nie będzie go posiadał, pewnie dalej będzie dostawał tradycyjną receptę papierkową.
Starszym ludziom, szczególnie tym mieszkającym w małych wioskach, pewnie niełatwo będzie się do takich zmian przyzwyczaić (już słyszałam nawet głosy dezaprobaty), ale przecież świat idzie na przód, mamy już XXI wiek i pewne rozwiązania, które jeszcze do niedawna były czymś nadzwyczajnym, trzeba pomału w naszą codzienność wprowadzać.
W każdym bądź razie, ja za tę zmianę daję Służbie Zdrowia piątkę z plusem, a kto wie, czy nawet nie szóstkę????
Przed nami znów piękny dzień, oby był on tak samo miły, jak ten wczorajszy, przynajmniej niech nie będzie tych burz i huraganów przynoszących tylko szkody.
Miłej soboty życzę

gość w dom…..

Od wczoraj, na jakiś tydzień, jest z wizytą u mnie Pepa.
Tak więc rozpoczęłam poranek od spacerku z pieseczkiem po moim parku.
Jak bardzo ten park Pepcia lubi, szkoda tylko, że nie może być puszczana ze smyczy. Trochę bym się obawiała, chociaz raczej jest ona posłusznym pieskiem, a poza tym niestety jest w dosyć interesującym okresie dla innych piesków, więc musimy je z daleka omijać.
Oczywiście rano spotkałyśmy dwa francuskie buldożki, jeden nawet dosyć łaskawie został przez Pepcię potraktowany (może dlatego, że łaciaty), drugiemu (podobnego umaszczeniem do niej) Pepa od razu powiedziała, kto w tym Parku rządzi.
Zresztą podobnie „pouczała” panów sprzątających grabiami zeschłe liście, wiadomo, Pepie takie sprzątanie sie nie podoba i dosyć groźnie swoja dezaprobatę na taki stan rzeczy okazuje.
Ale poza tym jest w tym parku bardzo radosna i chętnie wszystkie kątki zwiedza. A pamiętam, jak ongiś spacerów nie lubiła, gdy wychodziło się z nią na plantki na Retoryka, robiła tylko szybko to, co miała zrobić i natychmiast do domu chciała wracać.
Widocznie Park Krakowski jest na tyle urokliwy, że nie tylko mnie zachwyca.
Trochę mam co prawda kłopoty z tym moim kolankiem, ale robiąc kilka razy dziennie spacery po moim Parku, na pewno go rozchodzę.
No już nie wspomnę, że takie spacery dobrze na moje zwalczanie wagi pomoże
Wczoraj jednak nie wytrzymałam, stanęłam na wadze, zresztą na tej samej co poprzednio i okazało się, że od poniedziałku do czwartku udało mi się 2 kg zgubić. BRAWO EWAA!!!!!.
Co prawda to jest dopiero początek mojej bardzo długiej drogi, b najpierw muszę te kilogramy stracić, a potem jeszcze wagę utrzymać żeby efektu JOJO nie osiągnąć, ale wiadomo, każdy początek jest dosyć ciężki, potem jakoś już leci z górki, dopóki mnie znów moje łakomstwo nie pokona.
Nie ma to tamto, gdy się je z umiarem, trochę się rusza i nie sięga po zgubne przekąski, można nawet niezłe rezultaty osiągnąć.
A moje marzenie to utrata….uwaga!! 20 kg, to jest bardzo trudne, ale odważne zamierzenie, tylko, czy mi się to uda?
Właściwie to szkoda by było całkowicie tych wszystkich trudów i bolączek po bariatrycznej operacji utracić, niestety, nie do końca tego dopilnowałam, zbyt wiele sobie pofolgowałam, teraz muszę rozpoczynać od… no nie od zera, ale od połowy tego co straciłam, bo tyle mniej więcej kg muszę teraz znów zgubić.
W każdym bądź razie wszystkie moje sukienki czekają na lepsze czasy, gdy znów będę je mogła bez jakichkolwiek „opięć” nosić, a tak będzie, na pewno.
No i na pewno i moje kolana, czy kręgosłup też na tym tylko zyskają.
Nudna jestem? może, ale teraz to mój priorytet życiowy, teraz, albo…nigdy.
Bo co, znów o kłamstwwwach pisu mam pisać? już nawet szkoda cokolwiek o tym wspominać, pokazują coraz większą arogancję i…nie bójmy się powiedzieć, głupotę, bo skoro sam wódz uznał, że nie złamano żadnych procedur, to znaczy, że dopuszcza kłamstwo i kradzieże swojej drużyny jako coś oczywistego, zgodnego z pisim prawem, którym oni, jako ludzie z wyższej półki są objęci, ale tylko oni, inni podlegają oczywiście normalnemu prawu obowiązującemu w kraju demokratycznym
No, chyba, że się jest supermanem, np. Marszałkiem Kuchcińskim, ten swoje prywatne kary pieniężne w Sejmie wprowadza, niczym we własnym folwarku.
Ale taka jest prawda, Pis traktuje Polskę jako własny folwark, a parobki, głosujące na pis, mają siedzieć cicho i słuchać się, jak za czasów dawnej Polski, kleru, który wraz z rządem im życie układają.
Może parobkom to się podoba, mnie stanowczo nie, nigdy niczyim parobkiem nie byłam, pracowałam uczciwie na własne pieniądze i używałam je tak, jak uważałam za stosowne, a jeżeli poddawałam się jakimkolwiek regułom, to tylko tym, które każdego pracownika obowiązywały w związku z wykonywanym zawodem.
I nikt na stare lata nie będzie mi mówił, jak mam żyć, w co mam wierzyć, komu się podlizywać.
I ciągle mam nadzieje, że jednak Polacy się obudzą i powiedzą tak jak ja : nigdy więcej Pisu.
POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO !!!!!!!
Ta stara maksyma znów w ustach wodza pisu zabrzmiały wczoraj, a głupi lud nadal ma się cieszyć….tylko czym?
Tym, że po wyborach, które mogą wygrać, dodadzą mnóstwo nowych podatków i innych opłat, o cenach nie wspomniawszy?
Bieda zapanuje już wszędzie, a kielbasa ( ale nie ta wyborcza) okaże się wielkim rarytasem.
Gdzieś muszą pozyskać pieniędzy na spłacenie swoich zobowiązań, a że rząd własnych pieniędzy nie ma, sięgnie po Twoje / moje.
Jakie to przykre, że mamy jeszcze tyle ciemnoty w tym niby nowoczesnym kraju, ciemnoty , która ulega propagandzie, mrzonkom, zachowują się zupełnie jak muchy, które na lep same się pchają.
Tylko lep jest dla much zabójczy, czy tego ciemny lud nie widzi, co o ich czeka??????

Musiałam napisać to wszystko, co wczorajszego, następnego kłamliwego dnia pisu się zdarzyło, ale już dość na dzisiaj.
Cieszmy się cudownie świecącym , słonkiem, pogodą i dobrymi spacerami.
Wszak lato wciąż jeszcze trwa.
Jesień okaże się ponura?????????

kawka na czwartkowy poranek

Po bardzo ulewnej nocy wstał nowy, podobno pogodny czwartek.
Oby nam deszcz nie popsuł dobrego humorku.
No i żeby nasz Wielki Wódz nie zepsuł nam swoim oświadczeniem, który w południe ma wygłosić, dobrego nastroju.
Bo co on właściwie może powiedzieć? Tak, uznaję, że okradliśmy Polaków, mimo, ze twierdziłem, że do rządów nie idzie się po pieniądze, mimo, że ślubowaliśmy pokorę, pracę i umiar? i w związku z tym…… rozwiązuję moją partię i oświadczam, że nie będziemy stawać następnych do wyborów?
Bo tylko takie słowa powinny paść, żadne przepraszam nie wystarcza!!!!!! PIS nie tylko kradnie ale przede wszystkim kłamie i tego już ukryć się nie da.
Co prawda Kur – Vizja pewnie jeszcze usiłuje ratować sytuację, ale mleko już się bardzo mocno rozlało szerokim strumieniem po całej Polsce,
Marzycielką jestem, prawda???
Ale tak mi mój rozum dyktuje…….
Tylko, że mój rozum wyraźnie nie jest fanem formacji PIS!!!!!!
Ale cieszy mni nawet ta niby niewielka, a jednak poważna, ale także znacząca rysa na formacji Pis, bo każda rysa przemienia się kiedyś w sporą przepaść.
Idź przepadnij maro nieczysta, jaką jest PIS!!
Dobra, już się wywnątrzyłam, ( chociaż nie mogę powiedzieć, że mi ulżyło), teraz napiszę coś przyjemniejszego.
Najpierw mały raport: Nadal w moich dietetycznych postanowieniach trwam.
Pewnie niedługo będę mogła wydać swoją własną książkę kucharską.
Lubię eksperymentować, a nawet gdy przygotowuje się posiłek dietetyczny można, a nawet powinno się użyć swojej kulinarnej inwencji.

Wczoraj była nią pierś z kurczaka, ugotowana na parze, ale wcześniej odpowiednio posypana przyprawami : czerwoną papryką i czosnkiem Knorra (żeby za dużo nie dawac soli, można tylko ten czosnek użyć), a w dodatku posmarowany jeszcze na wierzchu ……….chrzanem ze słoika i lekko posypany niewielka ilścią pasków jarzynki (mrozonej).
Ten pomysł z chrzanem był bardzo dobrą inspiracją, i jak wiemy, taka pierś sama od siebie jest mdła, a chrzan dodał nie tylko ostrości, ale również i pewnej soczystości tej potrawie.
I pomyśleć, że wystarczyła mi tylko sama taka mięsna potrawa, bez żadnych dodatków w postaci ziemniaków, czy ryżu – i tak była bardzo syta.
Dzisiaj spróbuję zrobić podobną potrawę, tylko tym razem posmaruję tę kurzą pierś musztardą, też powinna smakować.
Okazuje się, że bez pieczywa, czy właśnie bez ziemniaków, ryżu, makaronu. czy nie daj Panie Boże bez frytek, można się świetnie obejść.
„Kanapki” można zrobić z sera pokrojonego w plasterki, na to dodać własnie jakąś wędlinę ewentualnie przyprawić zieloną pietruszką, czy szczypiorkiem, można lekko posmarować ketchupem, musztardą, chrzanem,czy nawet lightowym majonezem, można na nią pokroić jajko w plasterki i już jest pyszne śniadanko czy kolacja, nie obciążają zbytnio kaloriami naszego tłustego ciałka. Jest syte a nie za bardzo kaloryczne.
Pomysłów mam zreszta wiele, gdy jeszcze jakiś fajny przepis wymyślę, na pewno tutaj nim się podzielę, może akurat ktoś zechce skorzystać?
Jednym słowem ostro wzięłam się za siebie i dzisiaj już mija czwarty dzień mojego samozaparcia, obym jak najdłużej i jak najowocniej wytrwała.
Ale i tak na razie nie staję na wadze, bo nikły spadek wagi, który na pewno na początku występuje, nie dodaje animuszu, raczej zniechęca, trzeba dopiero najwcześniej po tygodniu, lub najlepiej po dwóch sprawdzić rezultaty, jeżeli je się osiągnie, będą one dopingiem do dalszej walki.
A co jeszcze ciekawego u mnie słychać?
Ostatnio korzystam w międzyczasie, czyli z umiarem (nie mogę zaniechać spacerów przecież) z Netflixa i zaczęłam oglądać serial The Crown , czyli historię angielskiego królewskiego rodu królowej Elżbiety II.
Nie jest to wcale łatwy do oglądania serial, bo niestety jest dosyć ciągnący się, są spore dłużyzny, no i w sumie ten zamek Buckingham jest dosyć ponury, wręcz przygnębiający, ale mam nadzieję, że dalsze odcinki będa bardziej frapujące, teraz na razie jestem na etapie walki o władzę między Churchillem i Partią Pracy, która chce objąć to najważniejsze stanowisko w Anglii, a jest to dopiero początek władzy królowej Elżbiety II, która dopiero uczy się tej stanowczości w swoich postanowieniach, które ną będzie charakteryzować podczas czasu jej władzy.
Serial ten trwa przez kilka sezonów, od śmierci ojca królowej Elżbiety, Jerzego VI, aż do chwili obecnej.
Ponieważ dopiero niedawno dostałam dostęp do Netflixa, wciąż jeszcze trwam w Anglii z lat pięćdziesiątych zeszłego wieku.
Sporo jeszcze przede mną do oglądania, ale jak już pisałam, muszę robić to stopniowo, nie zapominając o moich codziennych powinnościach.
Na razie, póki się da, muszę wykorzystywać przyjazną mi aurę i uroki mojego wspaniałego Parku , o Pokemonach nie wspomnę 🙂
Najprawdopodobniej dzisiaj przyjdzie do mnie na tydzień Pepa, będę miała przynajmniej z kim spacerować.
Słonko dzisiaj usiłuje jakoś nieśmiało przebić się przez chmurki, więc może jednak dzisiejszy dzień też będzie należał do udanych?

No to miłego czwartku Wszystkim życzę.

no i wreszcie przyszła ta środa :-)

Witaj Uleczku!
Nareszcie różyczki doczekały się chwili, gdy mogły dla Ciebie na moim blogu zakwitnąć 🙂
A czekały bardzo długo, bo cały tydzień, wtedy je znalazłam i sprytnie schowałam, ale dzisiaj już wyszły z ukrycia.
Sama więc widzisz, że staram się o Tobie pamiętać, nie tylko w środowy dzionek. Zresztą nieraz i w ciągu tygodnia w moim blogu o Tobie wspominam.
Ale dzisiaj….. no tak, dzisiaj jest nasze święto – ŚRODA, więc prócz różyczek posyłam Ci całe mnóstwo całusów, pozdrowień i pozytywnych myśli, aby Ci na te jeszcze letni dnie spędzane u Magdy wystarczyły.
Niech wesołe słoneczko miło Ci przyświeca na miłych spacerkach z Olcią – Żabcią.

A ta dzisiejsza środa znów zapowiada się kolorowo i wesoło, chociaż pewnie znów pasmami burz przerywana, przynajmniej tak nas straszą.
Ale jakoś wcale mnie to nie martwi.
Na razie jestem w euforii zwalczania kilogramów i chociaż jest pewna Osoba, która wyraźnie mi nie wierzy, że mi się to uda (może trochę za dobrze mnie zna?). to pokażę Jej i nie tylko Jej, ale i sobie, że potrafię.
Dzisiaj muszę koniecznie kupić sobie czerwoną herbatę Pu- erch, która na pewno smaczna nie jest, bo ma taki lekki ziemisty smak, ale jest dobra do stosowania przy diecie odchudzającej, przede wszystkim zmniejsza apetyt, a głównie o to właśnie chodzi.
Zresztą już kiedyś piłam tę herbatę, na początku niezbyt mi smakowała, potem nawet ją polubiłam.
Zresztą przy tej diecie wskazane jest spożywanie napojów w dużej ilości, a poniewż niezbyt toleruję wodę minerlną, niech będzie to herbata, albo przegotowana woda z cytryną.
Poczytałam sobie, za poradą Ani 19 o gimnastyce izometrycznej (dziękuję Aniu za tę wiadomość), myślę, że jest dobra nawet dla takiego „ruchowego leniucha” jak ja, do częstego stosowania, muszę tylko bardziej wnikliwie wejść w jej zasady.
Przyznaję, że pokus jest wiele, jakoś wczoraj jednak potrafiłam je opanować, teraz doszła mi jeszcze jedna pokusa do zasiadania przed komputerem, mianowicie mąż Magdy, Jacek, udostępnił konto na Netflixie, więc zamiast gonitwy po parku, mogę wygodnie zasiąść przed telewizorem i oglądać, oglądać do woli….o nie, spacerów nie mogę jednak zaprzepaścić, bo ruch to zdrowie (od oglądania filmów niestety się nie chudnie!!), więc pozostawię sobie takie oglądanie na porę wieczorną, a potem na długie jesienne i zimowe popołudnia i wieczory, a te niebawem nadejdą, pewnie nawet wcześniej, niż się tego spodziewamy, wszak zaraz mamy już połowę sierpnia i…… niedługo będę obchodziła trzecią rocznicę mojej przeprowadzki. Jak to, to już 3 lata mija???, bardzo szybko jakoś !!!!!!
No tak, trzy lata temu przyznam, że byłam z tego powodu nieszczęśliwa, dzisiaj tego zupełnie już nie rozumiem, jest mi tutaj tak wspaniale na tym moim już nie nowym mieszkaniu, no i ten wspaniały Park w pobliżu……
Dzisiaj byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdybym musiała stąd się wyprowadzać, ale kto wie, pewnie też bym się przyzwyczaiła, chociaż tego Parku byłoby mi cholernie brak.

A o jeszcze? Chyba już wszyscy wiedzą, że wybory parlamentarne odbęda się 13 października, wczoraj pełniący obowiązki prezydenta swoim długopisem oczywiście podpisał tę datę szybciutko, bo przecież Pisowi szczególnie po tych ostatnich aferach zależy, żeby kampania wyborcza nie trwała za długo, żeby opozycja nie miała zbyt dużo czasu do solennego jej przygotowania, no i żeby jak najszybciej przykryć ciągle rozszerzającą się aferę Kuchcińskiego. Pewnie boją się, że i inne machlojki Pisu na wierzch wyjść mogą, bo okazuje sie, że ci niepokorni pisowi dziennikarze są jednak okropnie dociekliwi i nie dają zamieść pod dywan wszystkich brzydkich pisowskich czynów.
Prawicowi dziennikarze też pracują ile się da i w związku z tym wczoraj ukazał się obrzydliw mem, pokazujący ścieki, w których tarzają się i toną działacze PO.
Niestety, ci pseudo dziennikarze nie przebierają w zasadzie karalnych artykułach, pokazujących nieprawdę, w dodatku obrażające, poniżające innych, ale to jest ich reakcja na te brudy, które wyszły spod pióra normalnych dziennikarzy. Oni inaczej, niż pomówieniami i obrażeniami innych nie potrafią działać. Jest jednak różnica, bo to, co opisują dziennikarze GW jest niestety smutną prawdą, to co oferują prawicowe media są tylko ohydnymi, poniżej pasa artykułami , może przyjdzie czas, że za to odpowiedzą, stanowczo na słowo dziennikarz nie zasługują, to są tylko pisowskie sługusy, które tworzą wieści sprzeczne z pojęciem dobrego i sumiennego dziennikarstwa , po prostu sprzedają się za judaszowskie pieniądze.
Taka jest prawda, ale nie łatwo jest zostać prawdziwym dziennikarzem, żeby nikomu się nie narazić, tylko niestety powinni oni ponosić konsekwencje za swoje słowa, obecnie na takie konsekwencje nie ma co liczyć, ale przyjdzie kiedyś stosowny czas, wtedy ich z każdego takiego świństwa rozliczą.

W każdym bądź razie już wczoraj wstępnie rozmawiałam z Jackiem, który ma dostęp do Komitetów Wyborczych, może i tym razem sobie przy wyborach popracuję i jakąś kasiorkę zarobię???

Ale to jeszcze sprawa nie na teraz, na razie cieszę się środą, cieszę się latem i słonkiem i pozostając w dobrym humorku i w nadzieji, że mi się uda moje zamierzenie do końca przeprowadzić, życzę wszystkim wspaniałej środy

takie tam…różne

Wtorek jest dla mnie dniem…oczekiwania na jutrzejszą środę.
Już dzisiaj przygotowuję dla Uleczki róże – niespodzianki, aby skoro świt Ją tymi pięknymi kwiatami powitać.
Ale bardzo przyjemnie jest mi, że mam wierną Czytelniczkę Anię, która wczoraj zaprosiła mnie so swojego blogu, w którym o mnie małe wspomnienie napisała, i…….natrafiłam na trochę fajnych przepisów na ciasta, akurat w dniu, w ktorym postanowiłam ze swoja nadwagą definitywnie zerwać.
No cóż, po operacji bariatrycznej, od której minęło już 4 lata, bardzo sporo mi tych kilogramów niestety przyrosło, wiem, że jest to głównie moja wina, bo nie przestrzegamy pewnych zasad, ale…
Zawsze jest jakieś ale, przeczytałam niedawno artykuł pewnego lekarza brariatyka, który w wywiadzie właśnie mówił, że takie osoby jak ja, po operacji bariatrycznej, nie moga pozostawać sami sobe, muszą mieć zapewnioną opiekę dietetyka i psychologa, a o to powinien zadbać ośrodek, który taką operację przeprowadził.
Nawet co prawda wspominali mi w Klinice, że za jakiś czas ze mną się skontaktują w celu dalszej terapii i…niestety, dopiero niedawno, po tych 4 latach ktoś z kliniki zadzwonił, tylko po to, aby spytać w jakim stanie moja waga się utrzymuje, ale żadnych wskazówek nie dostałam.
Mój błąd, że sama o to nie zadbałam, bo trzeba sobie było uzmysłowić, że moja nadwaga jest chorobą, która gdzieś w mózg jest tak zakodowana, że trzeba cały czas nad nią pracować, podobnie zresztą, jak jest w przypadku alkoholików czy narkomanów. Pewnie że trudno te choroby porównywać, ale ich źródło jest podobne, mózg, tam wszystkie emocje się rodzą i tam należy gasić te niepotrzebne pragnienia.

No cóż, stało się, jak się stało, ale teraz niestety waga zaczyna coraz bardziej mi dokuczać, mój kręgosłup całkowicie mi „siadł”, po kilku krokach zaczynam znów mieć to uczucie obecności drąga, który mnie usztywnia, już nie mówiąc o moich biednych stópkach i kolankach, którym też ciężko nosić te kilogramy, więc się buntują i bólem reagują.
W niedzielę rozmawiałem na temat diety z Elą i Maćkiem, dowiedziałam się, którą dietę oni stosują i postanowiłam, że również postawie na dietę białkową, chociaż nie do końca jest ona akurat dla mnie dobra, ma niestety wele wad, między innymi uszkadza nerki. Ale przy mądrym stosowaniu tej diety i przy przede wszystkim przy spożywaniu wielu napojów (oczywiście nie wyskokowych ale zwyczajnej wody mineralnej, ewentualnie przegotowanej) można bez większego uszczerbku na zdrowiu rozpocząć taką kurację.
Najważniejsze jest jednak wytrwanie w podjętym zamierzeniu
Wczoraj rozpoczęłam swoją kurację od zważenia się (oczywiście z nic się nie przyznam, ile obecnie ważę, jest to bardzo ściśle chroniona tajemnica) i ….przeżegnałem się, w Imię Boże, niech mi się tym razem uda.
Najbardziej brak mi w tej diecie… nie, nie pieczywa, ale przede wszystkim owoców i jarzyn, te dopiero po około 10 dniach będe mogła do swojego jadłospisu pomału i w niewielkich ilościach włączyć.
Ach moje śliweczki i jabłuszka…będziecie sobie na mnie musiały nieco poczekać……..
No zobaczymy, na ile stać moją silną wolę na takie ważne przedsięwzięcie, ale żal mi się też robi, gdy sukienki, w których całkiem niedawno fajnie wyglądałam , są teraz za wąskie.
Nie stać mnie na ponowną wymianę mojej garderoby, muszę więc „wymienić” siebie i zamienić na…chudszy model 🙂
Jak myślicie, uda mi się to przeprowadzić?
Oczywiście odnalazłam tysiące rewelacyjnych odchudzających preparatów, które rzekomo same w cudowny sposób spalają tłuszcz, ale w nie akurat nie wierzę.
Aby osiągnąć dobry rezultat, trzeba nad tym popracować, czyli dieta i ruch, to jedyna dobra metoda na zgubienie nadmiernych kilogramów.
Z tym ruchem to troszkę u mnie są kłopoty, niestety zbyt wiele deformacji mają moje kostki , które okropnie mi dokuczają, nie mam chyba ani jednej nie zdeformowanej chorobą reumatyczną części ciała, ale przynajmniej na tyle ile dam radę, staram się poruszać po moim Parku, jak to dobrze, ze go mam.
Oczywiście biorę siły na zamiary i przyznaje się, że często sobie na ławeczkach siedzę, gdy ból już jest taki, że nie dam rady go opanować odpoczywam sobie na ławeczce, ale potem ruszam dalej w drogę, krótszą, czy dłuższą, zależy od tego, jaki w danym dniu jest stan mojego zdrowia.
W każdym bądź razie proszę o doping i o trzymaniu kciuków, będę o wszystkim sumiennie informowała, nawet w przypadku, gdybym przepadła z kretesem – oby nie!!!!
Wszak nie nazywam się Kuchciński, żeby głowę do pasku chować i nie przyznawać się do błędów, albo kogokolwiek oszukiwać.
Właśnie ta dzisiejsza „spowiedź” na moim blogu pozwoli mi na wytrwanie w postanowieniu, bo wiem, że mam doping z Waszej strony.

A ponieważ Ania lubi słuchać opowieści o moim mieście, dodam do dzisiejszego blogu jeszcze wiadomość o sprzedaży zabytkowej kamienicy w samym środku Krakowa, u zbiegu Rynku Głównego i ulicy Szewskiej.

Czteropiętrowa nieruchomość o powierzchni 3012 m2 została wystawiona na sprzedaż z ceną wywoławczą 40 mln zł.

Sama kamienica oryginalnie złożona była z dwóch oddzielnych budynków – Kamienicy Tenczerowskiej i Kamienicy Pod Trzema Gwiazdami. Ta pierwsza w czasach średniowiecza należała do kuśnierskiej rodziny Tenczerów, a najstarsze znalezione na jej temat wzmianki pochodzą z 1311 roku.

Po pożarze w 1525 roku budynek przechodził w kolejne ręce, by w 1770 roku Maria Sędrakowska otworzyła w niej jedną z najstarszych kawiarni w Krakowie. Kamienica została zburzona w 1913 roku i odbudowana dwa lata później. Obecnie mieści się w niej siedziba oddziału Banku Pekao.

Natomiast kamienica Pod Trzema Gwiazdami składa się z części południowej, zwanej Kamienicą Wolfklajanowską i północnej, zwanej Kamienicą Sznukowską.

W XIX wieku mieściła się tam znana wówczas pasmanteria. W latach 1881–1901 przeprowadzono jej gruntowną modernizację. Z tego okresu zachowała się neoklasycystyczna fasada. W drugiej połowie XX wieku budynek adaptowano na potrzeby banku. Dobudowano czwarte piętro i ściśle powiązano go z budynkiem narożnym Rynku Głównego 31.

Ach, żeby mieć te 40 milionów złotych….., właściwie to pewnie i jeszcze dodatkowo z 20 milionów na remont takiej zabytkowej kamienicy by się przydał, bo na pewno po tylu latach eksploatacji wymagałaby ona kompletnego remontu, ale potem ……. byłabym potentatem krakowskiej metropolii.
Cóz, pomarzyć zawsze sobie można, prawda?
Pogoda dzisiaj jest całkiem zadowalająca, więc zgodnie z moimi założeniami, na spacerek niebawem się udaję, trzeba wykorzystywać tę przyjazną aurę, bo kto wie, kiedy deszcze niespokojne zburzą tę moją wspaniałą ideę.
Może podobnie jak Ula zapiszę się wtedy do klubu Fitness?
Zobaczymy……..
Na razie wiele serdeczności na słoneczny dzień dzisiejszy wszystkim posyłam i raz jeszcze apeluję :TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI !!!

nowy tydzień rozpoczęty

Ale to była miła niedziela !!!!!
Oczywiście, że w Parku Krakowskim była wczoraj wielka plenerowa impreza, tłok jak zwykle, dzieci i ludzi cała masa i wozy cateringowe znów swój biznes rozwijały, ale tym razem moja niedziela była bardzo mile spędzona poza Parkiem, u Maćków, w Modlnicy.
Pogoda nieco kaprysiła, tak, że ledwie zdążyliśmy zjeść pyszny obiad na tarasie, lunęła spora ulewa, trzeba było ewakuować się na kawkę już do salonu. Ale wcześniej zdążyłam zwiedzić ich śliczny ogród, który dopiero co się rozwija w miejscu, gdzie niedawno jeszcze były same krzaki, już z grządki wyglądają piękne kwiaty . Elżbieta kiedyś uczęszczała do Technikum Ogrodniczego, więc mogła sam ten ogród samodzielnie sobie urządzić, według swojego pomysłu, teraz tylko trzeba troszkę poczekać, aż wszystkie roślinki nabiorą odpowiedniego wzrostu. a ogród rozkwitnie pełnią uroku.
Bardzo podobał mi się Reksio , nie, to nie pies, a maszyna kosząca trawniki, która sobie sama po trawniku jeździ, ścina trawę. Ta zmyślna maszyna sama wie, kiedy należy zjechać na bazę, ay się doładować i znów wyruszyć w trasę, fajna sprawa. Nawet deszcz w pracy jej nie przeszkadza, nie mówiąc, że nie wymaga żadnej dodatkowej wypłaty za pracę w dni świąteczne 🙂
Podobno na początku jej działalności Sisi nieco się tym dziwactwem nieco denerwowała, teraz nawet nie zwracała na Reksia żadnej uwagi.
Wyobrażałam sobie, co by było, gdyby Maciek miał takiego psa jak Pepa, która okropnie denerwuje się nie tylko na odkurzacz, ale nawet na zwykłą szczotkę do zamiatania, które traktuje jak wróg numer jeden.
Taka maszyna do koszenia byłaby chyba przez nią w bardzo krótkim czasie całkowicie pokonana, rozłożona na czynniki pierwsze, nikt nie dałby rady temu zapobiec, aby Pepę uspokoić, wróg to wróg, trzeba go zniszczyć, zniweczyć.
Przypomniałam sobie, że gdy rok temu Pepa była u mnie, nie mogłam przy niej nawet zamieść podłogi, musiałam ją wyrzucać do kuchni i zamykać drzwi, bo z dzikim warkiem jeździła na szczotce, łapała ją zębami i uniemożliwiła sprzątanie.
Na szczęście Sisi żadna maszyna nie przeszkadza, nie ma takich wariackich pomysłów jak Pepa.
Oczywiście bardzo towarzyska Sisi cały czas mi towarzyszyła podczas mojej wizyty, czasami przychodził też kot Bols, ale widać za wiele do mnie zaufania nie miał, za to kicia Kropka zupełnie mnie zlekceważyła, poszła sobie spać na piętro. Koty niestety takie są, to one dyktują, kiedy należy je głaskać, a kiedy zostawiać w spokoju, może dlatego właśnie więcej lubię psy?
Ale nawet w niedzielę czas szybko mija i musiałam wracać do Krakowa, oczywiście w obie strony mogłam liczyć na samochodowy transport, cóż, jakieś korzyści z bycia seniorem rodu trzeba w końcu mieć.
Dzisiaj pozostają mi tylko miłe wspomnienia po minionej fajnie spędzonej niedzieli, ale znów jestem naładowana samymi pozytywnymi myślami, pozytywną energią, która musi mi na cały tydzień wystarczyć
Tylko czy znów jakieś polityczne ekscesy mnie z tego euforycznego nastroju nie wytrąca???????
Jak na razie pogoda w Krakowie dopisuje, słoneczko pięknie świeci i według prognoz ma ono być obecne przez cały dzień, nie mniej jakieś przelotne opady też zapowiadają, może czasami i troszkę burza zamąci spokój dnia? Temperatura też dla mnie całkowicie odpowiednia, nie za zimno, nie za gorąco, tak więc dzisiejszy spacerek do pracy powinien miło się zapowiadać, byleby tylko gromowładny Zeus za bardzo się nie denerwował dzisiaj i piorunami nam nie miotał.
A propos Zeusa to taka mitologiczna ciekawostka;
Zeus zaczął uskarżać się na potworny ból głowy. Nasilał się on tak, że w końcu Zeus nie mógł wytrzymać. Hermes sprowadził wtedy Hefajstosa, który zrobił przy pomocy klina i młotka otwór w czaszce ojca. Wyszła stamtąd Atena, cała i zdrowa i ponoć nawet w pełnej zbroi. Stąd wzięły się takie przysłowia jak „wybić sobie coś z głowy” i „klin klinem”.
A co by wyszło z głowy naszego Wodza, gdyby ktoś młotkiem, podobnie ja Zeusa potraktował?
Oj lepiej nie myśleć, bo w tej wodzowskiej głowie same szalone pomysły mieszkają, lepiej je na wolność nie wypuszczać.
No to przyszła pora na moje życzenia: na ten poniedziałek i na ten calutki tydzień życzę słoneczka wiele, temperatur umiarkowanych, ale za to całą masę wspaniałego humoru i…dużo zdrowia.
Ten tydzień jeszcze będzie pracowity, za to w następnym znów czeka na nas długi, świąteczny weekend.
Zatem wszystkiego dobrego 🙂

dzień dobry przy niedzieli

Zapowiada się dzisiaj przepiękna i słoneczna niedziela, chociaż burzami straszą.
Nie przejmuję się tą burzą, bo mam i tak bardzo miłe plany na dzisiaj i nic i nikt mi tych planów nie jest w stanie dzisiaj zburzyć.

Dzisiaj jadę do Modlnicy, ale tym razem nie jak zwykle do Magdy, ale zostałam zaproszona na urodzinowy obiad do Maćka.
Wiem, że bardzo miło spędzić to popołudnie i mam nadzieję, że pogoda pozwoli posiedzieć mi spokojnie na tarasie w miłym towarzystwie Maćków oraz Darki i Wiki, ale także i wspaniałej suni Sisi i dwóch kotów, chociaż te raczej są mało towarzyskie.
Mój Park już pomału przygotowuje się do przyjęcia gości, niestety tym razem będzie musiał bez mojego towarzystwa sie obejść.
Pokemony też będą musiały poczekać na mnie co najmniej do jutra.
Tak, dzisiejsza niedziela będzie wspaniałym dniem, zwłaszcza, że przed chwilą przeczytałam, że Frankowi Zaplacie udało się tym razem przelecieć Kanał La Manche i przeleciał na swoim flyboardzie 35 km tego kanału w czasie 22 minut i szczęśliwie wylądował w Wielkiej Brytanii.
Jest to niebywałe osiągnięcie, jak wiemy 25 lipca nie udała mu się ta eskapada, tym razem po usunięciu niewielkich usterek w tym zbudowanym przez siebie gwiezdnym pojeździe, całe to przedsięwzięcie na szczęście się udało. Bajka o latającym Spider Manie stała się całkiem realna.
I kto mi powie, że nie należy wierzyć w bajki?
Kto jest uparty w swoich zamierzeniach zawsze cel osiągnie.
Może to jakiś znak dla nas Polaków? Może i nam się uda naszą wielką determinacją doprowadzić Polskę do normalności?

Wszystko się może zdarzyć 
gdy głowa pełna marzeń 
gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz 
wszystko może zdarzyć się


Ale to wszystko okaże się dopiero po 13 październiku, czyli po dniu, na które przeznaczone są wybory.
Tylko niestety same marzenia o normalności w naszej Polsce nie wystarczają, trzeba ostro się wziąć za naprawdę to niełatwe zadanie.
I to jest nie tylko zadanie dla polityków z opozycji, ale również i dla nas, szarych ludzi, aby uświadamiać wszystkim naszym znajomym, do jakiego nieszczęścia może doprowadzić ponowne zwycięstwo PIS-u, zwłaszcza, że Kaczyński już odgraża się, że zmieni nam Konstytucję na niby bardziej demokratyczną, czyli na taką, która da przewodnią siłę jego partii, wtedy będzie już mógł zrobić z Polską wszystko, o czym teraz marzy, to będzie dla Polaków prawdziwy Armagedon, mieszanina Węgier, Turcji i jeszcze innych totalitarnych państw, bo własnie do pełnego totalitaryzmu Kaczyński dąży.
POLACY, OBUDŹCIE SIĘ, JUZ CZAS, ZA 3 MIESIĄCE BĘDZIE JUŻ NA TO ZA PÓŹNO, OBUDZIMY SIĘ W CAŁKIEM INNEJ TOTALITARNEJ, PEŁNEJ POLITYCZNEJ PRZEMOCY POLSCE!!!!!
Nie dawajmy nabierać się na żadne 500 czy 1000 plus, to są tylko czcze obietnice, to nie są rządowe pieniądze, to są pieniądze wyciągane na siłę z naszych kieszeni, pełen drenaż naszych kieszeni dopiero nastąpi po październiku!!!!
A swoja drogą, ciekawa jestem, czy i tym razem uda mi się zasiąść w Komisji Wyborczej?
Bardzo bym chciała, bo co prawda jedna niedziela wypada z kalendarza ale zawsze jakaś niewielka kasiorka do kieszeni by mi wpadła…….
No i coś ciekawego by się działo, spotkałabym znów sporo znajomych i nieznajomych mi osób.
Zobaczymy, czy tym razem Jackowi uda się mnie tam wkręcić, bo wiem, że „normalną drogą” nie jest to wcale łatwe zadanie.

Ale na razie mamy przed sobą relaksową niedzielę i takiej słonecznej, pełnej radości niedzieli Wszystkim życzę

„tęczowa zaraza”

Celowo mój tytuł umieściłam w cudzysłowiu, bo……
Ostatnio jakieś szaleństwo Polskę ogarnęło, osoby kochające inaczej są wręcz napiętnowani, zwalczani, a przede wszystkim traktowani jako człowiek gorszego gatunku, albo nawet ktoś, kogo trudno nazywać człowiekiem?
Chwileczkę, zastanówmy się, przecież to jest nasz brat.
Jeżeli jesteśmy katolikami, prawdziwymi, nie udawanymi, jak pewna „grupa wybrana”, która za taką się uważa, należy szanować każdego człowieka, obojętnie jakiej jest rasy, jakiego wyznania, jakiej jest orientacji seksualnej.
Jest po prostu jednym z nas, również kocha, ba, nawet można powiedzieć, że niejednokrotnie ich miłość jest bardziej prawdziwa, głębsza, niż miłość nie jednej pary, która na ślubnym kobiercu staje i przed Bogiem i przed ludźmi swoją miłość ogłasza, tylko, że potem, niestety często nawet w dosyć krótkim czasie okazuje się, że to wcale nie była miłość, to było tylko jakieś zauroczenie, które po podjęciu decyzji o wspólnie spędzonym życiu, staje się początkiem gehenny, szczególnie dla dzieci, które zostaną na ten świat powołani.
Dlaczego wtedy księża nie mówią o zarazie, która panoszy się wśród ludzi, pozornie dobrych, ale jakże dla siebie wrogich, skłonnych do uruchomienia najgorszych instynktów?
Pozory zachowane? to wystarcza, żeby stwierdzić, tak jestem prawdziwym katolikiem?
Prawem księży (a więc i biskupów i arcybiskupów) jest nauczanie, ale na pewno nie jest takim prawem tępienie, upodlanie, poniżanie.
Osoba duchowna ma prawo powiedzieć ” czynisz źle, bo nie jesteś w zgodzie z katechizmem, z prawami Boga”, ale na pewno nie ma prawa narzucać komukolwiek swojej woli, swojego zdania, bo każdy człowiek jest inny, ma inne priorytety życia, ma prawo do przestrzegania swoich własnych zasad życia, nikomu nie ma prawa to przeszkadzać, w jaki sposób druga osoba swoje życie układa.
Inna sprawa, że nie podoba mi się taka jawna demonstracja w miejscu publicznym swoich uczuć, obojętnie zresztą, czy jest to demonstracja pomiędzy parami hetero, czy homoseksualnymi, uważam, że są to sprawy zbyt intymne, aby się jawnie i publicznie z nimi obnosić
Ale jestem w stanie zrozumieć to, że osoby, które objęte są klauzulą LGBT(cokolwiek miałoby to znaczyć) walczą o swoją niezależność, o uznanie pewnych praw, których zostali niesłusznie i niewytłumaczalnie pozbawieni.
I pewnie dlatego ostatnio odbywają się te manifestacje pod kolorową tęczą ludzi, którzy chcą nam powiedzieć „hej, jestesmy tacy cami jak wy, jesteśmy ludźmi kochającymi, mającymi własny dom, swoje życie, swoje radości i kłopoty, swoich przyjaciół i tak chcemy być przez was postrzegani”.
Tymczasem w Polsce rozgorzała wręcz wojna, wypowiedziana przez prawicową frakcję polityków, a wzmagana przez sporą cześć katolockiego kościoła, głównie przez frakcję Kościoła Toruńskiego.
Jeżeli mogłabym jeszcze „zrozumieć” prawicę bo jest jednym z elementów gry politycznej, szczególnie przed wyborami jest to kupowanie głosów niektórych wyborców, wspomagane zresztą bardzo ostrą wręcz homofobiczną propagandą, o tyle nie rozumiem Kościoła, którego domeną powinna być miłość bliźniego, wybaczanie i tolerancja.
Niestety tych cech zarówno ze strony partyjnej ani ze strony kościelnej nie widać, wręcz przeciwnie, jest tylko napastliwość nienawiść, judzenie jednych ludzi przeciwko drugim.
Tylko świetność każdej partii kiedyś przemija, Kościół pozostaje na zawsze, bo zawsze będzie przynajmniej większa lub mniejsza część ludzi, którzy wierząc w Boga, będą szukali go własnie w Kościele, dlaczego więc koniecznie chce on pozostawić na swoim koncie ciemną płachtę hańby, którą się teraz okrywa? Ciężko w przyszłości będzie im zdjąć z siebie ten obraz kościoła nie życzliwego ludziom, wrogiego, uprawiającego dla własnych partykularnych interesów politykę, do której nie są wcale stworzeni, nie takim celem było utworzenie przez Chrystusa Kościoła, nauczać, ale nie nienawidzić, wręcz odsuwać od siebie.
Dlatego potępiam słowa Arcybiskupa Jędraszewskiego, pasterza naszego krakowskiego Kościoła, następcy wspaniałych krakowskich arcybiskupów Karola Wojtyły i Franciszka Macharskiego, którzy w Krakowie cieszyli się niezbywalną estymą, ale żaden z nich nie odważyłby się na taką pogardę dla innych, na jaką sobie obecny przywódca krakowskiego kościoła pozwala.
I pomimo, że jego słowa, które wygłaszał podczas mszy św w Kościele Mariackim w tak ważnym dla Polaków dniu, jakim jest 1 sierpień, dzień wspomnień polskiej tragedii, ale i bohaterstwa Powstania Warszawskiego, został podobno nagrodzony brawami, to jednak spora grupa Krakowian przyszła w to symboliczne dla nas Krakowian miejsce, pod okno papieskie na ul Franciszkańskiej 3, aby zaprotestować przeciwko nienawiści, którą dzień wcześniej w Mariackiej j\ Katedrze ukazał krakowski arcybiskup.
Oni nie manifestowali głosem, oni stali cicho pod oknem, z kartkami z napisem: nie jestem zarazą, Bliźni to nie zaraza, lecz jeden z braci Jego.
Jakie znamienne są to słowa, z tym, że wątpię, czy trafią do umysłu osoby tak zajadłej i homofobicznej, jaką jest arcybiskup Marek Jędraszewski.
Jest mi nie tylko wstyd, że takiego mamy przywódcę krakowskiego kościoła, ale i czuję żal, że świetność krakowskiej metropolii przeminął chyba bezpowrotnie, bo niestety po śmierci Jana II a potem po śmierci arcybiskupa Macharskiego, krakowski Kościół nie ma szczęścia do dobrego pasterza, bo niestety również i poprzedni arcybiskup Dziwisz niestety również nim nie był.

Sobota w Krajkowie pogodowo bardzo kapryśna, na przemian słońce i przemijające ulewy do spacerów i do wizyt w Krakowskim Parku raczej nie zachęcają.
Ale zawsze można sobie jakieś zajęcie znaleźć, prawda???
No to życzę mile spędzonej soboty

a dzisiaj piąteczek…….

Kto z nas nie lubi tego dnia?
Zwłaszcza gdy zaczyna się tak pogodnie, słoneczkiem?
Ostatnio pogoda znów nam dopisuje (na szczęście) i chociaż czasami trochę pomruczy, czasami deszczykiem pokropi, nie jest groźna.
I bardzo dobrze, bo przed nami następny weekend.
W tym tygodniu już zapowiadają przeróżne imprezy na Sportowym Pikniku w moim Parku, ale raczej nie będę miała z nich okazji skorzystać, bo jak już pisałam, mam całkiem inne plany.
No chyba, że coś się zmieni i wizyta (urodzinowa) nie dojdzie do skutku?
Pewnie byłoby mi przykro, ale zawsze mam w alternatywie mój Park.
Nie mam na dzisiaj żadnego konceptu dla mojego blogu, może dlatego, że nic (a zarazem dużo) się dzieje, bo polityka…no cóż nie każdy ma szansę załapać się na darmowe przeloty samolotowe i to na jakim jeszcze luksusowym samolotowym pokładzie, z wygodnymi, klubowymi fotelami, z kanapą do leżenia , nie wspominając o znakomitej wyżerce.
A swoją drogą, jeżeli pan Marszałek leciał z Warszawy do Rzeszowa tak circe około godziny, to kiedy zdążył tak zgłodnieć, żeby aż wyśmienity catering sobie do samolotu zamawiać, oczywiście za Twoje/moje pieniądze????
Ale na szczęście mnie taki dylemat nie dotyczy, bo primo nie pochodzę z prominentnej marszałkowskiej rodziny (chociaż mój śp. dziadek Michał był kiedyś senatorem RP i pewnie nigdy w życiu dla prywaty nie przyszłoby mu nawet do głowy to stanowisko wykorzystywać, ale to inne czasy były), a secundo ….panicznie boję się latania samolotem, chociaż kilka takich podróży mam już za sobą, po ostatniej powiedziałam sobie, nigdy w życiu więcej i tego się trzymam.
Czasy mamy teraz zaiste nieco dziwne, bo skoro wyrok Sądu Najwyższego może być zanegowany przez jakiegoś pośledniego urzędnika i po prostu nie wykonywany, to…właściwie po co mamy Sądy?
Najlepiej, żeby to Sejm wyznaczył (koniecznie w nocy) jakieś rozporządzenie, na przykład przegnać rudych z Polski, bo skoro zwolennicy LGBT są już groźnymi wrogami naszej Ojczyzny, to następni w kolejce mogą być rudzi, łysi, grubi, albo…jąkały, też się przecież od przeciętnego, wspaniałego wyznawcy Pisu różnią, na wrogów Polaków świetnie się nadają.
A potem (pisowski w większości) Senat to potwierdzi (Dziadku Michale, widzisz, co się teraz w Senacie wyprawia, jak zszedł on juz na psy?), a naczelny długopis, czyli pełniący obowiązki prezydenta Adrian, swoim podpisem w mocy prawa ( obowiązującego, pisowskiego) zatwierdzi.
A tak w ogóle zastanawiam się, po co wogóle odbęda się wybory?? Przecież wystarczy w Sejmie wnieść wniosek, że do końca świata (a może i dzień dłużej) rządzić będzie PIS i po sprawie, po co tyle zachodu i kłopotów Polakom robić i do jakichś wyborczych urn ich ciągnąć? Adrian na pewno taką ustawę bardzo chętnie podpisze, przynajmniej będzie miał się czym chwalić przed swoim nowym kumplem Trumpem, gdy już mu ten Fort w Polsce za nasze oczywiście pieniądze wybuduje i na kawkę do niego zaprosi.
I obym nie powiedziała tego w złej godzinie, ale przy Sejmowej większości Pisu wszystko jest możliwe…….
Ale wróćmy do tej lepszej części naszej rzeczywistości i cieszmy się z dzisiejszego dnia, ze słonka, ze śmiechu naszych dzieci i wnuków, którzy na szczęście jeszcze nie zdają sobie sprawy, co ich w najbliższym czasie czeka, jaką przyszłość zwolennicy PISU i 500 plus szykują, bo to oni własnie ten teraz zaciągnięty, a potem roztrwoniony dług spłacać będą.
Ale co tam…….
Zatem miłego piątku