no i stało się – jestem zaszczepiona !!!!!!

Pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID -19 wczoraj otrzymałam .
No i muszę przyznać, ze jestem bardzo mile rozczarowana, a raczej zaczarowana wspaniałą organizacją tego procederu.
Fakt, byłam niezbyt pozytywnie nastawiona, jako, że początki łatwe nie były – przecież naprawdę trudno było się dodzwonić do tego Szpitala, aby uzyskać termin szczepienia.
No, ale w końcu mi się to udało, termin był nieodległy, bo musiałam oczekiwać tylko kilka dni, a potem już wszystko szło jak po maśle.
Może było mi łatwiej, jako nie byłam odosobniona w tej wędrowce po zdrowie, pojechałyśmy tam razem z Magdą, która też miała termin szczepienia.
Trochę się obawiałam, bo szczepieniu odbywało się w tyn nowym Szpitalu, dopiero co niedawno w Krakowie wybudowanym, zresztą super nowoczesnym.
Ale mimo że jest to dosyć spory moloch, jako, że umieszczone są w nim wszystkie Kliniki, które dotychczas były rozproszone wzdłuż ulicy Kopernika w Krakowie, jest on dosyć dobrze rozplanowany, zagospodarowany i co najważniejsze dosyć czytelnie oznakowany, tak więc raczej nie można w nim się raczej zgubić.
Zgodnie z instrukcją udałyśmy się do pawilonu H, potem windą zjechałyśmy na poziom minus jeden, a tam już dalej strzałki z napisem COVID skierowały nas do pana, który sprawdził naszą tożsamość, poprosił, abyśmy pozostawiły w szatni nasze płaszcze i następnie zgodnie ze strzałkami, tym razem namalowanymi na podłodze, udały się w stronę gabinetów. Tam przejęła nas pani, która kierowała każdego z osobna do lekarskiego gabinetu (a było ich aż 4), a po lekarskiej weryfikacji było kilkuminutowe oczekiwanie na wejście do pokoju pielęgniarek, gdzie zostałyśmy zaszczepione. I tu wszystko bardzo sprawnie przebiegało, jako, że były też 4 pielęgniarskie punkty szczepień, Potem jeszcze trzeba było podejść do rejestracji, gdzie odebrano od nas nasze deklaracje, wydano zaświadczenie o zaszczepieniu i wyznaczona następny termin szczepienia za 3 tygodnie. Mój następny termin to 3 luty, o tej samej godzinie, jak w dniu wczorajszym.
Potem tylko jeszcze trzeba było w celach naszego bezpieczeństwa 15 minut odczekać w poczekalni i można było już wracać do domu.
W sumie cały pobyt w Szpitali, łącznie z po szczepionkowym oczekiwaniem zmieściło się w niecałej godzinie.
A tak się bałam (oczywiście na wszelki wypadek), że pół dnia w tym Szpitalu stracę.
Muszę dodać, że ważne jest, że wszystko przeszło bardzo sprawnie, to jeszcze personel był naprawdę bardzo miły, co też jest plusem tego, że byłam z wczorajszej mojej przygodzie ze szczepieniem bardzo zadowolona.
A jeżeli chodzi o jakieś poszczepienne odczucia, to prócz bardzo lekkiego . ledwie odczuwalnego bólu ręki w miejscu zaszczepienia nic nie złego ze mną się nie dzieje, nie mam ani bóli ani zawrotów głowy ani żadnych innych zawirowań. Trzecia noga też mi nie wyrosła.
Tak więc w sumie jestem bardzo zadowolona, że podjęłam tę decyzję o szczepieniu i naprawdę wszystkich gorąco zachęcam do podobnego kroku.
Bo tak na zdrowy rozum, nawet matematycznie na to patrząc, jeżeli na przebywającej razem grupie stu ludzi znajdzie się około osiemdziesiąt osób zaszczepionych, to zawsze jednak jest mniejsze prawdopodobieństwo , że trafię akurat na te dwadzieścia potencjalnie zagrożonych osób, czyli moje bezpieczeństwo jest zdecydowanie większe, nieprawdaż???
Nie rozumiem tylko tych ludzi, którzy całkiem bezpodstawnie, bez żadnych realnych przesłanek przekazują jakieś bzdurne informacje na przykład o tym, że ktoś wszczepia nam wraz ze szczepionką jakiegoś czipa, aby przejąc nad nami jakąś przewagę i możność kierowania naszymi poczynaniami, a niestety i takie bzdurne informacje w Polsce krążą. Tak samo, jak szczepionka nie jest żadną ingerencją w nasze DNA, przez tę szczepionkę dostajemy po prostu dostaje specjalną „wiadomość” przesyłaną przez materiał genetyczny wirusa, zwanego MRNa, który wywołuje alarm w naszym organizmie w chwili, gdy spotka się on z prawdziwym wirusem typu SARS i w ten sposób potrafimy już pobudzić nasz organizm do produkcji przeciwciał zwalczających prawdziwego wirusa. Ot i tu tkwi cała tajemnica tej szczepionki.
Różnica jest tylko taka, że dotąd szczepionka zawierała bardzo znikomą dawkę danego wirusa, który pobudzał w ten sposób nas do tworzenia przeciwciał, w chwili obecnej, gdy genetyka osiągnęła już olbrzymi sukces w medycynie, w odkrywaniu i zwalczaniu chorób teraz on został w celach szczepionkowych za stosowanych.
Ale trzeba przypomnieć niektórym ludziom, że kiedyś i wynalezienie zwyczajnej penicyliny też miało wielu przeciwników, wiele osób zwalczało wręcz tę niesamowitą i prawie tę piekielną substancję, a jednak czas pokazał jej wielkie znaczenie w zwalczaniu chorób, z którymi trudno było sobie poradzić.
Teraz jest podobnie i oczywiście są osoby, które na takich anty szczepionkowych akcjach robią swoje interesy, wciągając w nią ludzi, którzy co prawda całkowicie nie znają się na medycynie, ale są łatwo podatni na jakieś sugestie, na zwyczajna propagandę.
Ale proponuję Wszystkim nad zamysłem, co jest ważne dla nas i naszej rodziny, czy przyjaciół:
Czy mądre i realne spojrzenie nad tym, że epidemia jest wielkim zagrożeniem dla nas wszystkich i trzeba uczynić wszystko, by tej epidemii zapobiec, czy uleganie jakimś demagogicznym, naukowo bezpodstawnym sugestiom, które służą tylko tym, którzy na tym zarabiają pieniądze.
Pewnie, że zawsze znajdzie się taka na szczęście nieliczna grupa tych drugich, ale należy te wszystkie ich „rewelacje” traktować z pobłażaniem, a na pewno nie można już im ulegać.
W sumie człowiek po to ma rozum, by potrafił rozróżniać prawdę od durnej propagandy,
I to tyle na temat szczepienia, szczepionek i mojej „przygody” z COVID -19.
Ciąg dalszy nastąpi dopiero za 3 tygodnie………

Tym czasem za oknem zrobiła nam się już regularna zima, śniegu jest sporo, zresztą zaczął on dosyć intensywnie padać już wczoraj, potem padało całą noc i z przerwami dzisiaj, ale czemu tu się dziwić, wszak mamy miesiąc styczeń, a zdecydowanie jest to miesiąc zimowy,więc śnieg jest w nim jak najbardziej przewidziany.
Oczywiście w Polsce, bo są kraje, gdzie w styczniu na ogół śniegu nie ma, może dlatego na przykład Hiszpanie, którzy od lat śniegu nie widzieli, są tak bardzo zdziwienie tymi białymi opadami, ale trzeba im przyznać, że potrafią się z tej sytuacji cieszyć jak dzieci, lepią bałwany, biją się śnieżkami…….
Jak już pisałam, ja zimy nie cierpię, więc napiszę „BYLE DO WIOSNY”, ale kto ją lubi niech się cieszy, bo trzeba przyznać, że niektóre zimowe widoki rzeczywiście są cudowne, zwłaszcza w górskich i podgórskich terenach.
Przepraszam, ja jednak zadowolę się oglądaniem ich tylko na zdjęciach, zamieszczanych w necie, czy na filmikach. Nie cierpię, gdy jest mi zimno, ślisko i mokro!!!!
Te widoczki na zdjęciach są dla mnie bardziej bezpieczne, chociaż już słyszę głosy oburzenia : ale to nie to samo!!!!!!!
Wiem, wiem, rozumiem, kto chce niech się cieszy w terenie, ja zadowolę się domowym zaciszem.
Zatem życzę miłego czwartku.