trochę mniej zimowo

Na szczęście mróz trochę zelżał i co prawda rano jeszcze było minusowo za oknem, ale już nie tak strasznie jak w poprzednich dniach.
Ale chodniki nadal są zaśnieżone, więc raczej nie wychodzę na zewnątrz, boję się upadku, bo złamanie nogi, a jeszcze gorzej biodra, byłoby dla mnie ( i nie tylko dla mnie, ale i dla Rodziny, dla której stałabym się kłodą u nogi) strasznym nieszczęściem, Niestety tak mają starsze i do tego nie całkowicie sprawne osoby, często taki niekontrolowany upadek kończy się zazwyczaj jakimś złamaniem
Ale mam wspaniałą Rodzinę, na której zawsze polegać mogę, na przykład poprosiłam moją Kochaną Darusię o pomoc w zakupach i która zapasy żywieniowe na najbliższy tydzień do domu mi dzisiaj przyniesie.
Nie chcę za bardzo Rodziny wykorzystywać, najlepiej czuję się, gdy jestem samowystarczalna i tak staram się właśnie zachowywać, ale czasami są takie sytuacje, że o pomoc muszę poprosić.
Wiem, to nie wstyd, ale zawsze człowiek ma jakieś psychiczne opory.
Całe szczęście, że mam kogo o pomoc prosić, bo są osoby podobnie samotne jak ja, ale są w gorszej sytuacji, bo nie mają koło siebie w pobliżu nikogo bliskiego , a jeszcze gorzej jest wtedy, gdy nawet ta najbliższa rodzina, czyli własne dziecko odmawia pomocy, wymigując się brakiem czasu, a niestety bardzo często się o tym słyszy.
Wiem, czasy są takie, że człowiek zawsze jest zabiegany, gdzieś się spieszy, a potem jest i nawet zmęczony po całym dniu takiej bieganiny, ale takie osoby często nie zdają sobie sprawę, że gdzieś tam niedaleko czeka starsza, ale bliska nam osoba, której trzeba pomóc, albo do której trzeba się uśmiechnąć, trzeba ją przytulić, zatelefonować do niej, by chociaż przez telefon usłyszała głos, na który wyczekuje, jeżeli już całkowicie nie ma się czasu na częste odwiedziny, by usłyszała te słowa, na które często czeka „Kocham Cię”
Tak niewielkie to słowa, ale jakiej za to są dużej wagi, ile promieni radości mogą wnieść w szare życie starszej osoby…….
Jak pisałam, ja nie mam takich dylematów i zawsze mi ktoś chętnie pomaga, po prostu jestem szczęściarą.
Podobno na czyjąś miłość trzeba sobie zasłużyć, ale nie wierzę, że te porzucane i zapomniane przez swoje dzieci matki takiej miłości kiedyś swoim pociechom nie dawały, może czasem nieudolnie, były zbyt surowe, ale na pewno swoje dzieci kochały, chociaż pozornie nie do końca je okazywały Niestety zbyt rozwinięty egoizm często jest podstawą tragedii takich rodzin, a to się niestety później w przyszłości odbija na odczuwaniu tej bolesnej starczej samotności.
Trzeba pamiętać, że czas jest nieubłagany i kiedyś te osoby, które teraz nie mają czasu dla kogoś bliskiego, też będą stare, chore, będą także odczuwać ten ból nieznośnej samotności i bezsilności.
Bo taka jest kolej rzeczy, dzisiaj Ty pomagasz mi, a kiedyś będzie ktoś, kto będzie pomagał Tobie.
Tylko potem okazuje się, że ta zmiana pokoleń nastąpiła szybciej, niż tego się spodziewaliśmy.
Przyznam się, że często denerwuje mnie fakt, że należę już do tej grupy senioralnej, dusza ciągle czuje się młoda, ochotna do życia, ciało często odmawia jednak posłuszeństwa, często jest ograniczona, niektórzy ten fakt odczuwają wcześniej, inni później, ale kalendarz niestety jest nieubłagany, czas szybko ucieka……. każdego kiedyś dopadnie……..

Wczoraj zmarła Legenda moich czasów, wspaniała Królowa polskich piosenkarek lat 50 – 60 – tych Maria Koterbska. Któż nie pamięta Jej „Parasolek”, „Karuzeli”, czy „Serduszko puka w rytmie cza-cza”, czy wielu innych jeszcze melodyjnych przebojów.
Dożyła pięknego wieku 96 lat , pozostanie w historii polskiego piosenkarstwa jako Królowa Swinga, Legenda wspaniałych czasów prawdziwych wspaniałych szlagierów, które szybko przyswajane i śpiewane były przez prawie wszystkich Polaków, bo kiedyś te wszystkie piosenki były takie melodyjne, a dzisiaj są niestety same takie typu ŁUBU — DUBU, które często trudno nawet odtworzyć.
Cóż, odeszła następna Prawdziwa Artystka mojej epoki, smutne przemijanie……..

A jednak udaje mi się czasami dokonać wpisu bez jakichkolwiek politycznych wkrętów, ale żeby nie było tak do końca sielsko, właśnie słyszę w TVN 24, że przestrzegają ludzi przed nadmiernym wychodzeniem z domu, szczególnie w takich dużych miastach jak Kraków, Warszawa , Olsztyn bowiem w tych miastach jest fatalna jakość powietrza i smog wprost dusi potencjalnych spacerowiczów.
Dlatego dzisiaj nie namawiam do spacerków, musimy poczekać z nimi na lepsze czasy, takie wolne od smogu, od Covida- 19 i od…Pisu (a jednak nie mogłam się powstrzymać !!!!), bo każda z tych wrogów naszej rzeczywistości jest bardzo niebezpieczna dla naszego zdrowia i tego fizycznego i tego psychicznego.
W każdym bądź razie dzisiaj jest trochę lepszy dzień, niż ten wczorajszy, bo okazało się, że każdy trzeci poniedziałek stycznia ogłoszony został najsmutniejszym, najbardziej depresyjnym dniem roku.
Naukowiec Cliff Arnall rzekomo wyznaczył ten dzień przy użyciu wzoru matematycznego uwzględniającego m.in. pogodę (krótki dzień, słabe nasłonecznienie), psychologię (pierwsze znaki niedotrzymania postanowień noworocznych), ekonomię (nadszarpany budżet wywołany przez zakupy świąteczne), ale też kilka niepoliczalnych zmiennych (motywacja). Choć większość matematyków pukało się w głowę, to Arnall konsekwentnie utrzymywał, że Blue Monday to wypadkowa prawdziwych wyliczeń. Wyznaczył nawet „najweselszy dzień roku”, który miał przypadać na końcówkę czerwca.
Oczywiście było sporo sporów w tej materii, sporo osób takie określenie tego dnia uważało za silne nadużycie, chętnie wykorzystywane później przez niektóre instytucji do własnych celów. ale jednak coś prawdy w tym musi być, mój wczorajszy dzień może nie był może nie aż tak bardzo depresyjny, ale jednak bardziej śpiący, niż inne pozostałe. A sen jak wiadomo, jest dobrym lekiem na całe zło tego świata, więc smacznie sobie popołudnie na drzemce spędziłam.
Ale na szczęście ten fatalny poniedziałek już minął, a jutro będzie środa, wiec już pewnie weselej i „różano” będzie na moim blogu 🙂

Zatem DOBREGO WTORKU życzę !!!! 🙂

P.S a w Poznaniu w niedzielę przyszły na świat pięcioraczki: cztery dziewczyny i jeden chłopak.
Ale radość i poczwórne kłopoty w tym gnieźnieńskim domu , w którym zamieszkają (mimo, że urodziły się w Poznaniu) zapanowały – nie do zazdroszczenia, a może jednak troszkę jest czego zazdrościć…….