No i po co mam jechać na Szeszele, czy jakieś inne wymyślne Wyspy Szczęśliwości,
jak już tu, u nas, mamy tropikalną pogodę?
Nie narzekam, bo zimno i deszcz byly denerwujące,ale do upałów też za bardzo nie
jestem dostosowana.
Szczególnie, gdy nie mogę leżeć pod parasolem na plaży, patrząc w siną, morską dal i sącząc
pyszyny, lodowaty soczek przez słomkę.
Oczywiście koniecznie z parasolką 🙂
Ale nie każdy może być szczęśliwcem, nie każdy urodził się Rockefellerem.
Ja będę kuła pieniążki przez całe chyba prawie lato, no może w sierpniu parę dni wolnego wezmę,
ale i tak nigdzie nie pojadę.
Najwyżej co do Modlnicy hehe.
A zresztą co tu planować, może last minut wpadnie mi jakiś wspaniały pomysł do głowy?
Narazie, póki co, idę dzisiaj do pracy, a zanim tam dojdę, będę się czuła, jakbym z sauny wyszła.
Też jakaś w sumie atrakcja.