metoda na burzę

Opracowałam najlepszą pod słońcem metodę na burzę.

Gaszę światło, gaszę telewizor i oczywiście komputer, odwracam się tyłem do okna,

zakrywam uszy poduszką i  udaję, że mnie nie ma…śpię.

Żadna burza mi wtedy nie straszna.

Bo tak po prawdzie, przyznaję się bez bicia, okropnie się burzy boję.

No, może nie tak jak biedny Putek mojej siostry, który lata jak oszalały po wszystkich

pokojach i ziaje jak wawelksi smok, tylko tyle, że bez ognia na szczęście.

Nie ziaję, najwyżej pochrapuję przez sen ( też metoda na zagłuszenie grzmotów hihi).

Nareszcie pogoda nieco pofolgowała, chociaż nie przepadam za deszczem, szczególnie,

gdy nie mam porządnego parasola.

Ten mój jest nieco parasolem – inwalidą, wylatuje kołek i czasami czuję się, jakbym szła pod

liściem, a nie pod parasolką,

Oczywiście, gdy spada następny deszcz solennie sobie obiecuję, że kupię sobie nareszcie  porządną

parasolkę – nie taką za „dychę”, bo to są naogół jendorazówki, no czasami, na upartego,

dwa, trzy razy można ją użyć, potem juz nadaje się do wyrzucenia do śmieci.

Ale kto by tam pamiętał o kupnie parasolki, gdy za oknem świeci słońce???

I tak jakoś ten zakup odkładany jest do lamusa, dopóki następny deszcz nie

poleje.A że w drodze między domem a pracą  nie mam żadnego stosownego sklepu z wyżej

wymienionym sprzętem, nadal posługuję się moja parasolką – „liściem”.

Trzeba będzie jednak pomyśleć nad tym tematem poważnie.

Kiedyś co prawda na ławeczce koło windy w mojej kamienicy  ktoś zostawił fajną małą parasolkę,

była na wyciagnięcie ręki,ale moja wrodzona uczciwość nie pozwoliła mi jej zabrać.

Co prawda pomyślałam, że pewnie ktoś inny ją zachamęci, bo jak nie ja, to ktoś, ale…

Możliwe, że trafiła do prawowitego właściciela?? Kto wie…..

Dzisiaj środa – czyli środek tygodnia, tylko, że ja niestety w tym tygodniu nieco dłużej

popracuję sobie.

Nie dość, ze w piątek idę do pracy na popołudniu, to jeszcze będę pracowała również i w sobotę,

a kto wie, czy i nie w następną również.

Tak, że ten weekend niestety będzie bardzo króciutki.

Ale odbiję to sobie w sierpniu, na urlopie.

Tylko, gdzie tu jechać na te kilka dni?

Na razie żadnych fajnych pomysłów nie mam,zdaje się więc na ślepy los.

A na to mam nieco jeszcze czasu…..

A los czasm nie bywa całkiem ślepy.

Może ktoś ” z góry” mi pomoże……

Teraz jestem okropnie zajęta, bo nie dość, że opiekuję się swoim kontem na plemionach

( a muszę go pilnować, by nikt nie podebrał moich wiosek), to jeszcze mam pod opieką konto

Zbyszka i  konto ostrego.

Koniec świata.

Nuda na pewno mnie nie doścginie!!!!