przykry przypadek

                              

Wczorajsze popołudnie było raczej nie miłe , czuję się nieco winna, chociaż nie bardzo rozumiem,

dlaczego. Jakoś mnie nieco zmorzył sen, telewizor szedł ( jak zwykle) pełną parą i nie dosłyszałam

rozdzierającego płaczu małej Mii, która wylała na siebie wrzątek z herbatą z termosu, całą szyję

 i buzię miała w czerwonych plackach i pęcherzach. Na szczęście Pola i Zoja wsadziły małą do

wanny i polewały zimną wodą ( wcześniej zdjęły z niej ubranie) do czasu przyjścia rodziców,

potem pojechali z małą do szpitala w Prokocimiu i wszystko dobrze się na szczęście  skończyło.

Żal bardzo było mi Mii, to taka kochana kruszynka i tyle się nacierpiała, ale mogłam być bardziej

czujna i popatrzeć co ten szkrab robi, a nie spać spokojnie w pokoju, dopiero Tomek mnie obudził i

powiedział co się stało.

To jest pech, bo zawsze, gdy wiem, że dziewczynki są same, zaglądam do nich i wtedy oczywiście

nic złego się nie dzieje, a raz przyspałam i……. ale przyznam, że tym razem myślałam, że Tomek

jest już w domu – myślałam, a nie sprawdziłam, nie ma wytłumaczenia.

Chyba to pierwszy taki raz, gdy jako Ciocia Ewa się nie sprawdziłam, czyli po prostu się starzeję.

Fakt, że przy małych dzieci trzeba mieć oczy naokoło głowy i tak czasami bywa za mało tych

oczu.

W ogóle różne rzeczy dzieją się ostatnio  u nas w kraju. Wczoraj we wielu miastach, też i w

Krakowie, były antyactowe manifestacje, masa internautów wyszła na ulicę ( niektórzy pewnie

się cieszą, co?), ale i tak ustawa owa została podpisana, bo wynikało  to niestety z naszego

udziału w Unii, ciekawe, że taka wielka ogólnokrajowa manifestacja odbywała się tylko w

Polsce, chociaż i inne kraje taka ustawę podpisały, lub niebawem podpiszą, czyżby tam

inaczej tą ustawę pojmują, nie czują zagrożenia??

Przerażająca sprawa miała miejsce w Sosnowcu, tam właśnie porwano z wózeczka 6 miesięczną

dziewczynkę i ślad po niej zaginął. Podobno matkę, która szła z dzieckiem w wózeczku ktoś

uderzył w tył głowy, matka straciła przytomność, a gdy się obudziła, dziecka w wózku już nie było.

Obawiam się, że tego dziecka już w Polsce nie ma, zostało porwane dla jakiejś rodziny zastępczej

i ktoś za to zainkasował sporą sumę pieniędzy.  Gdyby to była prawda to jest to bardzo przykre

zjawisko, jak można, nawet za  nie wiem jaką sumę, pozbawić dziecka własnej rodzonej mamy??

A może to jakaś nienormalna osoba uprowadziła to dziecko i Madzia jeszcze się odnajdzie??

Oby tak było, trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie.

Dzisiaj znów śnieg przyoblekł chodniki i jezdnie, ale do pracy, mimo, że jest ślisko, trzeba iść,

chociaż wcale mi sie to nie podoba, gdzie ta wiosna????

No to uciekam, pa, pa