wyczytane w goglach:
„Róża, która umiejscowi się na nogach może przyczynić się do powstawania słoniowacizny tzn. długotrwałych i ciężkich obrzęków.”
No masz babo placek, jeszcze tego mi do szczęścia potrzeba.
Ale mam nadzieję, że od tego się uchronię, chociaż to wstrętne choróbsko niestety ma tendencję do nawrotów.
Dlatego muszę się zawziąć w sobie i do ostatniej tabletki muszę ten antybiotyk skonsumować, chociaż to długo niestety jeszcze trwać będzie.
A gdy już ostatnią tabletkę połknę, odczekam kilka dni i na pohybel chorobie wypiję całą zgrzewkę piwa Lech – Shandy.
Oczywiście z soboty na niedzielę, abym w poniedziałek już nie zamroczona do pracy iść mogła.
Ale fajnie będzie, już o tej chwili marzę……..
Wczorajszy dzień też należał do bardzo udanych, bo mój kochany Samarytanin przyniósł mi nową porcję zbawiennych bakterii zawartych w pysznych jogurcikach.
Doniósł mi też zbawienny potas zawarty w pomidorkach – samo zdrowie. O pączku nie wspomnę, bo znów Magda miała by zastrzeżenie, że słodkie jadłam, ale co tam jeden niewielki pączuś przy takiej chorobie? – trzeba czasami troszkę endorfiny w trakcie choroby też dostarczyć, chociaż owa endorfina też pewno występowała w samym fakcie wizyty takiej miłej osoby.
Co prawda Samarytanin na moich oczach spożywał pyszne, zimne, prosto z zamrażalnika piwko, ale na szczęście nie było to Shandy, więc mu wspaniałomyślnie wybaczyłam. Tym bardziej, że mimo zapowiedzianego ochłodzenia, dalej wczoraj było gorąco, no, może mniej, niż poprzedniego dnia, ale utrudzonemu wędrowcy zimne piwko na pewno służyło.
No i nareszcie ( przynajmniej rano) chłodniej, uff, nawet wiatraczka nie włączam, mam fajny przewiew między moim pokojem i kuchnią i to mi całkowicie wystarcza. Ale nie ma co narzekać, podobno w takiej Grecji wczoraj temperatura w cieniu przekroczyła 40 parę stopni poczciwego pana Celsjusza, więc w słońcu pewnie dobiega tam temperatura rzędu 50 – 60 stopni. I tak będą mieli jeszcze przez jakiś dłuższy czas. Ale to południowcy, w końcu do dobrego słonka i wysokiej temperatury są przyzwyczajeni, Za to dzisiaj w TVN pokazywali…śnieg padający w RPA, ale śmiesznie wyglądał, gdy u nas za oknem pełnia lata.
Byleby nas tak nie rozśmieszał za jakieś 3 miesiące i nie sypał bez umiaru, przy okazji mrozu uszy odmrażając. A wtedy z pewną tęsknotą w oczach powiemy
„a pamiętasz ?….”
Normalne śniadanko i śniadanko lekarstwowe już za mną ( co tam te głupie 8 tabletek różnej wielkości do zażycia ), mam spokój do wieczora.
A swoja drogą okazuje się, że ten przeciwbólowy Apap też działa przeciwbólowo na moje obolałe stawy, ciekawe, nawet kolanka mnie już prawie, a to prawie nie bolą.
Wszystkim miłej i słonecznej, ale nie zbyt gorącej środy życzę :
P.S. a dzisiaj znów mam mieć gości, dzisiaj mają mnie odwiedzić Daria i Wika,
Jasne, chorych nawiedzać trzeba, nawet jest takie Boże przykazanie 🙂
Może jakieś kilka brzoskwinek kochanej Cioci przyniosą?
COŚ OSTATNIO BARDZO BRZOSKWINKI POKOCHAŁAM !! – ale jak one mają się do cukrzycy? – tego nie wiem do końca.
