nie mogę inaczej

 

 

Dostałam wczoraj od Uli wspomnieniowy wiersz ze spotkania w” Utraconym Raju” w Krakowie czatusiów z Polchatu, z pokoju 50+. Spotkanie odbyło się już pewien czas temu, 5 lipca 2007r
Czy mogłam się oprzeć, żeby tego wiersza dzisiaj nie zamieścić? nie nie mogłam.
Mogę jeszcze tylko dodać słowa piosenki ” To były piękne dni, niezapomniane dni”
Już nie raz wspominałam o tym spotkaniu, pozwólcie raz jeszcze, że raz jeszcze to wspomnienie widziane oczami naszego kolegi Pana Kawusi przytoczę..

 

Kraków oszalał i pęka z radości,
  Tylu zjechało tu znakomitości ,
  Spis aż się roi od nicków znanych ,
  Mamy tu wszystkich gości kochanych.
 
  Jest i z pyrlandii rodem „agrafka”
  Jest jej mamuśka też z tego miasta ,
  Jest „kornelka”co kiedyś z Krakowa ,
  A teraz Poznań ma reprezentować !
 
  Jest i „słonko”, jest ” free”z wa-wki ,
  Co miodzio spija z pięknej karafki ,
  I „muchomorek”co zwie się „bimborek” ,
  No i „szajbusik”przyjechał rowerem.
 
  Rozsiadły się panie jak to w zwyczaju ,
  Bywa w krakowskim ” Utraconym raju”
  „Samotna” z „kilimką” gwarzą z lewa ,
  A „kawusia” z butelki szampana polewa ,
 
  „Mikra” cichutko w kąciku siedzi ,
  Obok niej jeszcze inni sąsiedzi ,
  „Jacekb” i „repcio” się bystro uwija ,
  „arethcie” za panami kręci się szyja,
 
  I wreszcie sama E….Prezesowa,
  Oj ! nie określą ją żadne słowa,
  Chodzi po sali jak duszek żwawy,
  Kochany opiekun czatu i zabawy.
 
  Ilu tu jeszcze by trzeba wymienić?
  Każdego wychwalać i dobrze wycenić,
  Co by nie urazić szanownych gości,
  I w mieście centusiów ich syto ugościć.
 
  Więc bawcie się miło drodzy czatusie ,
  Wszystkie wy babcie , dziadki i wnusie,
  Pijcie i bawcie się do zatracenia,
  A ja wam mówię: cześć .. do widzenia.

Jak swoiście brzmi to zakończenie  ” a ja wam mówię cześć, do widzenia”, tak jakby autor przewidział, że już te czasy nigdy nie powrócą, że Jego z nami  już niedługo nie będzie….
Bo to była zabawa na naprawdę wysokim poziomie, same panie nas obsługujący stwierdziły, że nawet się nie spodziewały, że osoby w wieku 50 lat z plusem tak świetnie potrafią się bawić, były nie tylko tańce, ale zagadki, wiersze, konkursy, śpiewy, energia wprost z nas emanowała na tyle, że zabawa nie skończyła się w „Raju Utraconym” , a po północy przeniosła się do ogródka kawiarnianego na rynku Głównym.
Ech te czasy raz jeszcze i dzisiaj wspominam, mimo, że nie ma już wśród nas ani Mikry, ani Pana Kawusi….
Nasz Raj został naprawdę utracony, szkoda, wspaniałe  wspomnienia pozostają w pamięci i przynoszą uśmiech na twarz i chwilę nostalgii……

Zawsze takie wspomnienia są przyjemniejsze od wczorajszego mojego  politycznego wpisu, na razie znów z polityce dam chwilę wytchnienia, bo za dużo wczoraj się działo, bym mogła to dzisiaj mogła ogarnąć, potrzebuje chwilę oddechu i dystansu do tych ostatnich dwóch dni.
Stąd ten dzisiejszy mój nieco relaksowy wpis.

Od wczoraj niesamowicie boli mnie lewe kolano, ledwo na niego staję, chyba zrobił mi się znów jakiś stan zapalny w tymże stawie i będę musiała przez kilka dni uważać na to jak chodzę no i czekać cierpliwie, aż spawa się sama wykończy. w najgorszym razie będę musiała w poniedziałek odwiedzić miłego pana doktora chirurga, aby mi jakąś blokadę wykonał. Fakt, bardzo dawno już go nie odwiedzałam, więc najwyższa pora trochę się mu ponarzucać. Ale spokojnie, może jednak samo przejdzie???? Jak to „coś” weszło do kolana, to jest szansa, że i samo wyjdzie,  nieprawdaż? Monika dała mi końską maść, wczoraj dwa razy nią natarłam kolano,( wieczorem miałam trudności z wejściem do brodzika przez to moje  bolące kolanko, dzisiaj już wskoczyłam do niego bez większego trudu), dzisiaj rano jeden raz i …..do poniedziałku jakby co, jakoś chyba wytrzymam, mniej, zdecydowanie mniej boli.

Wczoraj wieczorem miałam  niespodziewaną wizytę mojego siostrzeńca Maćka i jego córki Darki. Oczywiście o moim biednym kolanku tylko napomknęłam, ale nad  tym tematem się nie rozpływałam, coby gości nie przestraszyć, rzadko przychodzą, a ja tu tylko o chorobach, trzeba fason było trzymać, co nie?
Tak więc porozmawialiśmy o tym i o owym i było miło. Okazało się, że moje modły zostały na szczęście wysłuchane i Darka egzaminu na prawo jazdy na motocykl nie zdała, odetchnęłam z ulgą. Wystarczy, że o Maćka jeżdżącego na tym diabelskim sprzęcie się martwię. Tak, tak, motor jest to chyba pojazd wymyślony przez samego diabła, co z tego, że kierowca motocykla jest ostrożny, skoro niestety nie zawsze jest tak z pozostałymi użytkownikami drogi, a w spotkaniu auto – motocykl kierowca tego drugiego pojazdu  ma jednak  dużo mniejsze szanse na wyjście bez szwanku.
Ale lepiej nie zapeszać.

Dzisiaj wstał całkiem pogodny dzionek, od samego ranka słoneczko wesoło już świeci na niebie, chyba jednak tym razem prognozę wygrają nie moje kości, ale fachowi prezenterzy, którzy nawet upały  pod koniec tygodnia odważyli się nam wieszczyć.

No to miłego czwartku życzę.