ah co to był za wyjazd!

 

Tak, tak, to była cudowna niedziela. W ogóle gdy przyjechałam i wyszłam na taras aż oniemiałam z zachwytu, jak pięknie i kolorowo wokoło się dzieje.
Ale to jeszcze nie koniec, spora część kwiatków dopiero się rozwija, więc będę jeszcze miała czym się zachwycać Trzeba jeszcze troszkę cierpliwie poczekać
Jak już nadmieniłam, wczoraj był cudowny dzień na letnie leniuchowanie na tarasie. Ja jako starsza pani siedziałam sobie na tarasie pod szklanym dachem, żeby słoneczko zbytnio mojego mózgu nie ogrzewało, Magda wciąż jeszcze młoda wygrzewała się na kocyku na słonku, miała specjalnie dla niej zbudowane „łoże” z kocykiem,  tak,żeby nie leżała bezpośrednio na ziemi, ale co jakiś czas schodziła na chwilę do cienia, bo słonko niemożebnie grzało.
Ale od tego przecież mamy lato, nieprawdaż? A taki właśnie całkowicie letni dzionek był wczoraj.
W każdym bądź razie ja odetchnęłam od krakowskiego zgiełku i od duchoty krakowskich ulic i byłam bardzo, bardzo szczęśliwa.
Bo jakie to miłe postawić nogę na progu i już jest się w ogródku pełnym słonka i kwiecia.
A dzisiaj już znów poniedziałek, trzeba było do pracy powrócić i jakby co o następnym miłym weekendzie pomarzyć
Dzisiaj nie będzie tak wspaniale, bo jednak upał w murach daje się we znaki, ale cóż, czasami jest lepiej, czasami gorzej. Najważniejsze to nie narzekać.
Miłego poniedziałku, miłego tygodnia,  bez polityki, bo aż strach pomyśleć co by było, gdy marzenia naszego Zbawiciela się spełniły i nagle siłą wzięliby mnie  do tureckiego  haremu?????