zdążyłam, zdążyłam

 

 

Zdążyłam i to nie tylko z jedną różą dla Ulki w środowy dzień naszych schadzek.
Halo Uleńko, pozdrawiam Cię serdecznie, niestety w ten dosyć chłodny i bardzo wietrzny dzień.
Dopiero dzisiaj od Ciebie odczytałam wiadomość na Face, ale tam nie bardzo miałam jak urzędować z moim internetem, co prawda miałam go na telefonie, ale tablet był nijaki i okrutnie się zawieszał. Ale wiem, że cały czas o mnie myślałaś, czułam tę Twoje myśli i serdecznie za nie Ci dziękuję

I to wcale nie Prima Aprilis, dzisiaj, czyli po 3 dniach  badań wyszłam do domu.
Przyznam, trochę mnie pomęczyli, bo nie dość, że utoczyli ze mnie sporo krwi, to jeszcze 4 razy dziennie kłuli moje paluszki, pobierając krew na cukier, który niestety doskonały nie jest, nie da się ukryć, bardzo mi skacze. Robili mi inne  badania :EKG, echo serca, USG brzucha, badania laryngologiczną i   spirometrię, czyli poziom wdychanego i wydychanego powietrza z płuc,   a dzisiaj było chyba najgorsze badanie, czyli gastroskopia, trzeba koszmar połknąć tą rurkę, a potem jeszcze tą rurką wiercą we wnętrznościach, chociaż badanie nie boli, ale odruch wymiotny jest zapewniony.
Ale jakoś szczęśliwie te wszystkie badania przeszłam i najważniejsze jest to, że wyniki ich pokazują, że nie ma żadnych przeciwwskazań do przeprowadzenia operacji bariatrycznej. Jeszcze czeka mnie tylko wizyta u dentysty i u anestezjologa (mam termin na 9 kwietnia) no i 13 kwietnia znów idę na kilka dni do szpitala, tym razem już na zabieg operacyjny. I mam nadzieję, ze wszystko pójdzie po mojej myśli. Tak więc raz jeszcze będę prosiła Was o dobre myśli dla mnie i dla mojego zabiegu.
A potem cóż…tylko woda mineralna i papka…….. ale da się wytrzymać.
Sam pobyt w szpitalu nie był zły. Byłam w pokoju 4 osobowym, ale miałam bardzo miłe panie, zwłaszcza polubiłam Magdę, która zajmuje się biżuterią  robioną z sutaszu, piękne jej te cacka wychodzą, zresztą spójrzcie sami w jej blogu http://julkasutasz.blogspot.com/

Trochę nerwowo właściwie podchodziłam do mojego pobytu w szpitali, chociaż sama nie rozumiem czemu, bo to naprawdę całkiem fajny oddział, wszyscy od pielęgniarek począwszy, po lekarzy skończywszy byli bardzo mili i serdeczni, z uśmiechem na twarzy i z wielką troską i starannością do nas, pacjentów podchodzili, można powiedzieć, że leżałam prawie, że w Leśnej Górze z serialu „Na dobre i na złe” A moja pani doktór prowadząca to naprawdę istny Anioł, z serdecznością i wyrozumiałością reagowała na wszystkie moje „bolączki” i na nie natychmiast reagowała, dzięki temu na przykład miałam konsultację dermatologiczną, na którą od dawna się wybierałam i nigdy nie mogłam dojść.
Jedzenie też było całkiem niezłe, mimo, że dostawałam dietę cukrzycową, może trochę były za mało posolone te dania, ale ładnie i smacznie  podane, zawsze jakaś jarzynka, dobre pure ziemniaczane i jarzynka, ba, nawet posiłek nocny, prócz kolacji dostawałam, zawsze kanapeczka z ciemnego chleba z szynką i zielona sałatą.
Tak więc, gdybym narzekała na mój pobyt w szpitalu, to bym miała olbrzymi grzech. A że byłam nerwowa i często do WC latałam, trudno, taka moja uroda organizmu. Zresztą na tą nerwicę dostałam po konsultacji z przemiłą  panią psycholog też jakieś tabletki, przydadzą mi się, akurat na pobyt w następnym szpitalu, będę bardziej wyciszona. No i zacznę wreszcie normalnie spać, po pierwszej bezsennej nocy „poskarżyłam się” na to mojej pani doktor, która natychmiast wdrożyła mi hydroxisinę, po której spałam całą noc jak aniołek, a teraz dostałam receptę na jeszcze inne uspokajające leki, takie nieuzależniające.
Najważniejsze, że po rozmowach z moją panią doktor i z panią psycholog jestem pozytywnie nastawiona do tego, co mnie wkrótce czeka.

No dobra, w szpitalu nie było źle, ale w domku jest najlepiej, mogłam wreszcie włączyć TV i internet ( tam nie było niestety nigdzie telewizora, a internet miałam u siebie w komórce nawet podłączyłam go do mojego tabletu, z marnym skutkiem, jak pisałam już powyżej
A więc pozdrawiam was z mojego super  wygodnego foteliku. Jutro też pewnie coś napiszę.