nie ma jak w domu

Dla Ksawra w dniu Jego urodzin

 

 

 

Jak dobrze, że Magda wczoraj mnie z tego szpitala zabrała. Bo nie ma jak we własnym domku, na własnym, nie skrzypiącym tapczaniku.
Te szpitalne łóżka są przedpotopowe, bo okropnie pod człowiekiem skrzypiały. I to wcale nie tylko pode mną, pod innymi pacjentami też, ledwie się człowiek ruszył, a tu jakieś dziwne odgłosy spod niego się wydobywały i łóżko trzęsło się niemiłosiernie, więc najlepiej było przyjąć jedną tylko pozycję i trwać w niej przez noc całą, co wcale nie było łatwe, bo jednak człowiek w ciągu nocy zmienia pozycję spania.
W dodatku łóżko było dosyć wąskie i w dodatku wysokie, więc cały czas obawiałam się, żeby z niego nie spać. No ale przecież nie mogłam prosić, by mi barierki ochronne założyli, wyszłabym wtedy na całkowitą zdemenciałą babuleńkę. Więc trwałam nieco przerażona na tym łóżku i liczyłam barany i te białe i te czarne, które w moich myślach biegały po zielonej łączce.
A tej nocy spałam wygodnie, miękko i bez żadnych utrudnień słuchowych i ruchowych – jednym słowem cud, miód, ultramaryna.
Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie zaznaczyła jak wielką opieką objęła mnie właśnie Magda. Odwiozła mnie do szpitala, potem mnie odwiedzała no i co chwilę byłyśmy w telefonicznym kontakcie, ale fakt jest taki, że to ona właśnie mnie zdopingowania do tych moich zdrowotnych zamierzeń, chociaż z troską pytała potem moją panią doktor prowadzącą, czy to jest dobry pomysł, żebym się tej operacji poddała. Jednak miała pewne obawy, szczególnie, że w sumie schudłam już 12 kg, a jednak z ulgą przyjęła wiadomość, że to była słuszna decyzja.
Dziękuję Ci za to Magdusiu, bez Ciebie pewnie nie dawałabym sobie rady w tej materii.

Mam nadzieję, że moje i Twoje starania nie pójdą na marne.
Dla sprawiedliwości muszę dodać, że w szpitalu odbierałam też telefony od innych członków rodziny, przyjaciół  no i oczywiście od Kazia, który też bardzo mnie  wspierał w mojej szpitalnej biedzie, za co jestem im bardzo wdzięczna. Każdy taki telefon pokazuje, że jednak jestem kochana i lubiana przez ludzi.

Dzisiaj są urodziny syna Moniki, Ksawra. Ponieważ na dzisiaj ma on już całkiem inne towarzyskie plany, my, rodzina obchodziliśmy jego urodziny już wczoraj.
Czekaliśmy do północy, aby potem odśpiewać mu Sto Lat i  go uściskać, wypijając toast za jego zdrowie i szczęście. Było bardzo miło, oczywiście było ciasto ze świeczką, a Mia zrobiła z tej okazji wspaniałą laurkę z wyklejonym przez siebie  z rolowanych  papierków barankiem na Wielkanoc i pięknym wyklejonym podobną metodą uśmiechniętym słoneczkiem i oczywiście z okazjonalnymi dwoma wierszykami.  To była taka podwójna laurka świąteczno – urodzinowa, w dodatku niechcący napisała datę 1 kwietnia ( a urodziny Ksawer ma 2 kwietnia), więc „zaliczyła” niechcący i Primaaprilisową niespodziankę.
Jak to dobrze mieć młodszą siostrę, jak to dobrze mieć starszego brata.

Dzisiaj jest 10-ta rocznica śmierci naszego Ukochanego Papieża, pamiętam ten  dzień, najpierw oczekiwania, potem już smutnej wiadomości o Jego śmierci

Dziękujemy Ci Ojcze Święty za wszystkie dobre słowa otuchy, nadziei i duchowej pomocy

 

Za oknem ziąb, wcale się nie dziwię, że wieszczą śniegową Wielkanoc.
Pewnie znów przywitam się z zimową kurtką i z botkami, może nie na długo…..

Życzę wszystkim miłego Wielkiego Czwartku, pewnie prawdziwe gospodynie już zaczynają swoje urzędowanie w kuchni.
Ja oczywiście jadę na święta do Magdy, tam będę jej pomagała w przyrządzeniu świątecznych delicji, których potem pewnie nie będę z uwagi na mój skaczący cukier jeść, a sama ( z pomocą Oliwki oczywiście) spróbuję zrobić Wielkanocną Paschę