po malutku, aż do skutku


Wczoraj pan doktor stomatolog (też bardzo miły) wypowiedział się o mnie całkowicie poprawnie, zero przeciwwskazań.
Dzisiaj poczekam, co powie o mnie pan doktor anestezjolog i to już koniec badań wszelakich, pozostaje czekanie.
A potem, leżąc już po na pooperacyjnym łóżku, będę sobie wspominała co i kiedy jadłam pysznego.
A było tego przez te 65 lat sporo tego, oj sporo.

Już nigdy…….

Ale wiedziałam, na cię zdecydowałam. Chociaż mam jeszcze 3 dni na wycofanie się, ale na pewno tego nie zrobię.
Mieliby mnie za tchórza 🙂
Przeczytałam sobie wszystko dokładnie o diecie, którą będę stosowała przez cztery fazy pooperacyjne, abym mogła powrócić do normalnego, no prawie normalnego jedzenia, bo jak do teraz już jeść nigdy nie będę mogła.
Oglądnęłam też sobie na necie video z operacji bariatrycznej, od samego początku, aż do końca, straszne, jak temu człowiekowi grzebali w bebechach. Na szczęście ja swojej operacji  nie będę widziała, no chyba, że zostanę……..duchem, a tego wcale nie zamierzam.
Czekam na chwilę, gdy znów usiądę przed moim komputerem i radośnie napiszę HURRA !! JUŻ WSZYSTKO POZA MNĄ!!!!
Przepraszam, że przynudzam, ale wiadomo: ta moja w tej chwili najważniejsza sprawa, trudno mi o niej nie myśleć, nie pisać….

A za oknem budzi się piękna wiosna, co prawda poranki są jeszcze całkiem mroźne, ale potem wszystko się zmienia, jest cieplej, coraz cieplej, a w około już tak pięknie się zieleni…..

Życzę wszystkim zielonego, wiosennego dnia.