środa już w domu

 

Nareszcie  życie wraca małymi kroczkami do normy i już po 2 tygodniach jestem w domu i próbuję  się pomału „zagospodarowywać”.
Nie, naprawdę u Magdy było mi wspaniale, troskliwość i gościnność Magdy, Jacka i ich dzieci jest wspaniała, za co jestem im naprawdę bardzo wdzięczna.
Ale co we własnym domku, to we własnym domku. Tu chociaż mam wszystko pod ręką i nie muszę żyć na walizkach 🙂
Wzruszył mnie wczoraj Jaś, który spytał ;”ciociu, już jedziesz do domu?, szkoda”, a wydawało mi się, że to właśnie jemu najwięcej przeszkadzałam w oglądaniu bajek. Ale jakoś doszliśmy do consensusu, on oglądał swoje bajki ze ściszonym głosem, a ja swoje seriale z komputera ze słuchawkami na uszach. Co prawda, porobiły mi się odciski na uszach, ale…….

Kochani Moi!, bardzo, bardzo serdecznie Wam dziękuję za to wszystko, co dla mnie przez trudne dwa tygodnie pooperacyjne zrobiliście.
To takie ważne, gdy chory człowiek czuje ciepło serca Najbliższych!!!!

Ulu, dzisiaj jest nasza kolejna środa i nic już tego nie zmieni. Pozdrawiam Ciebie z nieco zachmurzonego Krakowa, po wczorajszej ulewie jakoś się deszcz  uspokoił, ale ciepła jakiegoś wielkiego nie ma. Dlatego dobrze, ze chociaż mogę podesłać ciepłe uśmiechy do Poznania, bo wiem, że dzisiaj takie same przyjdą do mnie od Ciebie. I znów się cieszę,  że spotykamy się chociaż tutaj, za szklanym monitorem komputera. Hurra, niech żyją nam środy. Oczywiście jak w każdą środę przesyłam Ci piękną i uśmiechniętą różyczkę, która rozpoczyna mój dzisiejszy wpis, jest ona dla Ciebie!

Wczoraj miałam wyjątkowo „podły” dzień, stąd pewnie ten nieoptymistyczny wpis w moim wczorajszym blogu.
Wszystko to związane jest jeszcze z zaburzeniami trawiennymi, mimo, że naprawdę dietę ostro utrzymuję, tylko tak myślę, że ten „nowy” żołądek jest jeszcze bardziej kapryśny od tamtego „starego”. Wczoraj pomyślałam, że chyba już do końca życia będę te papki wcinała, bo nieco grubsza potrawka dziecinna  Gerbera sprawiła mi istną rewolucję w jelitach. Czyli ciągle muszę pozostać na etapie jedzonka dla dzieci w wieku 5-7 miesięcy A może zaszkodził mi rozdeptany jeden cały banan? Już kiedyś zjadłam pół banana i nic się nie działo, może jeden cały banan to za dużo dla mości żołądeczka? Chociaż po rozpapkowaniu na pewno ten banan nie miał większej pojemności niż jedna mała owocowa gerbera. Już nic nie wiem, muszę eksperymentować dalej, chociaż przyznaję, że teraz  jem swoje posiłki z coraz większą obawą o skutki.
Pierwotnie nawet miałam w planie wrócić we wtorek do pracy, jednak przejścia wczorajszego dnia zmusiły mnie do zweryfikowania swoich zamierzeń, ale mam nadzieję, że już po długim weekendzie, czyli czwartego maja wyruszę żwawo i z uśmiechem na twarzy na Żabiniec.

A jak mnie przywitali domownicy?/ Ale schudłaś,  ładnie teraz wyglądasz, usłyszałam i to było miłe dla mojego ucha bardzo miłe i upewniające mnie,w tym, że to co zrobiłam było słuszne. A że po drodze mam  teraz małe kłopoty ? Cóż, to jednak była poważna operacja i mój organizm musi w końcu się do tego przyzwyczaić. Ja też 🙂

Za moim oknem robi się optymistycznie, pokazało się nawet słoneczko. Mam nadzieję, że i u Was ten dzień też, na przekór  wszystkim prognozom będzie piękny i ciepły, czego z całego serca wszystkim życzę.