Kumpel

 

Wczoraj podczas oczekiwania w kolejce do pana anestezjologa poznałam dwóch miłych panów. No proszę, przynajmniej była  jakaś miła strona  mojego pół-dniowego pobytu na szpitalnym korytarzu.
Najpierw rozmawiałam z panem, który idzie też na operację, ale przepukliny i to dopiero za 10 dni, a potem ukazał mi się „ON” – młodzieniec, około 30 – stki, też słusznej wagi, oczekiwał też na wizytę u tegoż samego anestezjologa co ja, wiec go zaczepiłam, pytając, czy on też będzie poddany operacji bariatrycznej, tak jak ja. Okazało się, że ma termin przyjęcia podobnie jak ja 13 kwietnia, a operację, też tak, jak i ja na drugi dzień, 14 kwietnia. Miło porozmawialiśmy, właściwie podtrzymałam go na duchu, bo opowiadał, że jego rodzina była przeciwna tej operacji, wiadomo mama zawsze się boi o swojego synka, niezależnie od jego wieku, ale podobno i reszta rodziny i znajomi też mu odradzali (skąd ja to znam? w moim przypadku też byli tacy, którzy usiłowali mnie zniechęcić).
Więc powiedziałam mu, że skoro raz już podjął taką decyzję, powinien jej się trzymać i nie słuchać rad innych, przecież ostateczna decyzja i tak należy tylko do niego, prawda? Musi tylko raz jeszcze dokładnie przemyśleć dobre i złe strony tego, czego zamierzył. Tak więc spotkamy się w poniedziałek na pewno przy przyjęciu na oddział, jeżeli tylko nie skrewi, ja jestem już na 100 procent pewna o słuszności swojej postawy w tej kwestii.
Ba, nawet umówiliśmy się w środę na szpitalnym korytarzu ( bo już podobno na drugi dzień po zabiegu każą wstawać), aby omówić nasze spostrzeżenia dotyczące poprzedniego dnia. Pewnie i mnie i jemu będzie raźniej  wspólnie  znosić pooperacyjne bóle 🙂
A poza tym zawsze musi być ktoś, który powie „myśl pozytywnie”
Jak więc widać, mimo lekkiego (na razie) strachu, a właściwie lekkiej obawie, staram się zachować formę.
I tak muszę jeszcze trzymać dzisiaj, przez następne dwa dni, no i najważniejsze w poniedziałek, gdy Magda będzie mnie do szpitala odwozić, co nie jest takie pewne na 100 procent, albowiem akurat zepsuł się jej samochód. Ale jakoś dam sobie rady, wszak istnieją taksówki, a ja nie jestem mały dzidziuś, którego na rękach trzeba do szpitala zanieść.
Ale pomyślę o tym później – czyli zadziałam metodą Scarlett O’Hara.

Dzisiaj zapowiada się naprawdę piękny dzień, więc życzę wszystkim radosnego, wiosennego dnia.