Sobotnie lenistwo jak widać i przeszło na Nowy Rok, bo dopiero teraz, wczesnym popołudniem za blog się zabieram.
Nie, to nie znaczy wcale, że tak długo dzisiaj spałam, po prostu tak jakoś mi zeszło na niczym.
Jestem przerażona, tak, naprawdę przerażona, że cyber policjanci mogą mi zablokować nie tylko mój Face Book, ale także i mój ukochany blog.
Dlatego postanowiłam, że nie będę się wyrażać w nim politycznie, zawieszam wszystkie moje polityczne rozprawki na haku aż po lepsze czasy, które mam nadzieję szybciej powrócą, niż mi się to zdaje.
A więc będę pisała o pogodzie, o śniegu i lodzie za oknem, a na wiosnę o zielonej trawce, która już zacznie znów nas radować i o budzącej się do życia przyrodzie.
Jakże bym chciała, żeby to było już jutro, niestety, będę musiała na to poczekać.
Będę wspominała o wszystkich przygodach, które staną na mojej drodze w tym roku, o moich kłopotach zdrowotnych i osiągnięciach, nie tylko na tej niwie, chociaż pewnie może to być dla moich czytelnikach nieco nudnawe.
A to wcale nie oznacza, że zmieniam poglądy polityczne, dalej w nich twardo tkwię, tylko w tak zwanym moim prywatnym podziemiu.
A jeżeli jednak, przeglądając poprzednie moje wpisy, ktoś z cenzury ośmieli się podnieść rękę na mój blog i go skasuje, trudno, będę siedziała cichutko w kąciku i sobie popłaczę, z nadzieją, że kiedyś tu powrócę. Bo szkoda by było przecież mojej dziesięcioletniej pracy tutaj, tym bardziej, że mam tu coraz więcej znajomych, którzy jak wiem, podzielają moje poglądy. No może nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
Tak prawdziwie demokratyczne osądy tego blogu mnie cieszą, każdy wszak ma prawo do własnego zdania. Tylko, że ja również mam to prawo!
Ale takie jest życie, po dniu nadchodzi noc, czasami nieco dłuższa, ale i tak potem ranek się pojawia, czasami chmurzasty, czasami radosny, a jednak jasny poranek.
Trzymajmy się zatem jakoś w tym Nowym Roku, chociaż co tylko przeczytam jakieś wiadomości od razu włos się jeży na mojej głowie.
Dzisiaj mamy sobotę. Bardzo dobrze, ze jeszcze po sylwestrowych szaleństwach mamy dwa dodatkowe dni na odpoczynek i na powrót do normalności.
Co prawda dla mnie nie jest to całkowita normalność, bo moje niesforne brzuszysko nadal wyprawia swoje brewerie i uczy mnie rozumu, co oznacza w jego pojęciu „najlepiej będzie, gdy nie będziesz już nic jadła”
Odrzuciłam wędliny, mięsa, sałatki itp, nie bardzo wiem, czego „on” jeszcze ode mnie żąda, ale najwyraźniej coś mu się nie podoba.
A trudno mi będzie egzystować przez cały dzień o chłodzie i głodzie, skąd mam bowiem czerpać energię do pracy?
V.I.P. mi tłumaczy, że powinnam iść z tym swoim brzuchem do jakiegoś lekarza, tylko nie bardzo wiem do którego. Znów dostanę pewnie masę jakichś świństw do zażywania, a ja rano na widok tych już zażywanych mam mdłości. Mam tylko nadzieję, że nic złego, takiego na przykład chodzącego do tyłu nie przyczepiło się do mojego brzucha. Przecież już było po operacji bardzo dobrze, jadłam w miarę normalnie, nie musiałam stosować aż tak restrykcyjnej diety jak teraz i co się porobiło? I następne pytanie: jak to długo jeszcze będzie trwało?
Jeżeli odpowiedź jest: jeszcze bardzo długie oznaczałoby, że jednak sporo za tą operację zapłaciłam zdrowiem.
Ale wierzę w swoją dobrą gwiazdę i mam nadzieję, że rychło te przeciwności losu pokonam.
Bo podobno urodziłam się w tzw „czepku”, wiec szczęście mam już zapewnione do końca życia, a z kolei wróżka przewidziała jeszcze sporo lat do przeżycia, zresztą też potwierdza tę wróżbę długa linia życia na mojej dłoni.
No dobra, przestaję mędrkować i zanudzać, chociaż mniemam, że wszystkie moje następne wpisy będą nudnawe, no chyba, że gdzieś na swojej drodze życia spotkam księcia na białym koniu, który porwie mnie do krainy szczęśliwości, oderwie mnie od szarej rzeczywistości i obsypie mnie złotem brylantami i innymi kosztownościami i będę żyła sobie jak w bajce. Przecież pomarzyć zawsze wolno, nawet jest to dobry sposób ba nerwy
A gdy tak już się stanie, natychmiast Was w swoim blogu o tym zawiadomię.
Na razie żyję tu i tutaj i mamy 2 stycznia 2016 roku .
Życzę wszystkim przyjemnej soboty i jutrzejszej niedzieli i nie myślcie jeszcze o tym, że w poniedziałek zaczynamy dzień pracą.
Póki co cieszmy się wolnością i słonkiem za oknem
