ale smutno było…….

 

Wczoraj wyszła już ze szpitala moja kumpelka od papierosów, Iwonka. Muszę niestety sama teraz chodzić się dotleniać. Tak mi smutno……
Chociaż z drugiej strony wczoraj miałam bogaty dzień w odwiedziny, najpierw przyszedł V.I.P, gdy go odprowadziłam okazało się, że już czeka na mnie Diana i Ksawery, a gdy z kolei ich odprowadziłam na dół, już czekała na mnie Daria i Wiktoria. Ale dziewczyny zrobiły mi niespodziankę, bo wiedziałam, że VIP, Ksawer i Diana przyjdą, ale dziewczyny się nie zapowiedziały, stąd jeszcze większa radość była. Gdy je już odprowadziłam na dół patrzyłam, czy jeszcze ktoś mnie nawiedzi, ale tym razem był to już koniec  mojej radości. Co za dużo to niezdrowo he, he. Trzeba coś pozostawić sobie na weekend.
Te dwa nadchodzące dni będą nieco inne, bardziej nudne, bo wiadomo, w szpitalu nic specjalnego w weekend się nie dzieje.
A mnie pozostało jeszcze jedno pobranie materiału, w poniedziałek prawdopodobna konsultacja z chirurgiem, który mnie operował i może z dietetyczką, co by mi się przydało, bo jednak dieta jest najważniejsza w mojej chorobie, o czym przekonałam się na szpitalnym wikcie.
I nie mogę powiedzieć, że jest to byle jakie jedzenie, naprawdę nie. Jest tylko dietetyczne, ale smaczne. Na przykład tutejsze zupki całkiem mi smakują, a wczorajsza gotowana co prawda rybka smakowała, jakby była podawana w Wierzynku. Naprawdę, nie żartuję.
Jedyne zastrzeżenie mam tylko do całkiem niedobrych herbat i jeszcze bardziej gorszych kompotów, które całkiem nie mają żadnego smaku, ale zawsze mogę wypić swoją zieloną herbatkę. Nawet napiłam się wczoraj troszkę kawusi, bardzo, bardzo cieniutkiej, z kapinką mleczka i też jakoś mi nie zaszkodziła.
Postanowiłam, że sobie kupię garnek do gotowania na parze i będę sobie w  nim gotowała jarzynki i rybkę, albo jakieś mięsko. Tym razem muszę już poważnie zacząć uważać na to, co jem, bo może sobie troszkę jakościowo też przesadziłam w tej mojej „diecie” i stąd nabawiłam się tych kłopotów?
Po prostu za wcześnie uwierzyłam, że mogę już wszystko jeść. Otóż nie, nie wszystko, na przykład nie wolno mi jeść smażonego, o czym wiem, ale też nie mogę jeść żadnej surowizny. Jeżeli chcę zjeść jabłko, to jednak gotowane, lub pieczone, nie wolno ogórków ani surowych, ani kiszonych, kalafiora, brokuł, bo rozdymają i raczej też nie wolno jajek jeść, pewnie jeszcze i wielu innych rzeczy. Dlatego czekam na dietetyczkę.
Pewnie około wtorku wypuszczą mnie już do domu, bo i po co mnie dłużej mają trzymać, ale już wiem, że jedno lekarstwo na pewno jest już mi przypisane do końca życia. Trudno, gdy się powiedziało A, trzeba i powiedzieć B, no i dotrwać do tego Z – jak zakończenie, oczywiście szczęśliwe zakończenie.
Ale właściwie to dobrze się stało, że wylądowałam w szpitalu, sama pewnie nie doszłabym z tym moim układem pokarmowym do porozumienia.
A teraz, mam nadzieję, będzie już całkiem inaczej.
A co poza tym? No normalnie, jak to w szpitalu, godzina leci po godzinie, Najbardziej się cieszę, ze moja cukrzyca też się już całkiem uregulowała, a co najważniejsze okazało się, że…….przestałam chrapać. Myślałam, że dziewczyny z pokoju jak zwykle zaczną po nocy narzekać, ale pani chrapała, nie dało się spać,  tu niespodzianka, okazało się, że się uwolniłam od tej przypadłości. Widać zmiana kilogramów też wpływa pozytywnie nawet na chrapanie.
Rano już do galopu nas wzięli, pomiar wagi, pomiar cukru, ciśnienia, potem jeszcze ze trzy razy cukier, ale ciekawe, mam tu całkowitą normę, brawo szpital, brawo dieta, brawo Ewa!!!

No to tyle na dzisiejszy poranek. Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej soboty –  prawie, że zdrowa Ewa