seniorka

 

A czy wiecie, że jestem seniorką mojej szpitalnej sali? No może nie oddziału, ale sali  niestety tak.
Są ze mną jeszcze trzy panie, ale każda z nich jest ode mnie młodsze od 6 do 10 lat. Straszne!!!
Ale i tak duchem jestem najmłodsza, bo jestem jedna jedyna, która serfuje tutaj po internecie, one co najwyżej rozmawiają przez telefon.
A nie ciało, a duch jest przecież najważniejszy, nieprawdaż?
Oczywiście oprócz internetu na moim Iphonie, po którym serfuję, gdy już gasną światła w pokoju (stanowczo te panie za wcześnie jak na mój gust kładą się spać), mam ze sobą laptop i przez Iphon, którego przerobiłam na mojego rutera mam dostęp do internetu, do Was i mogę się moimi spostrzeżeniami w każdej wolnej chwili podzielić, co z wielką przyjemnością czynię. A potem, gdy już koleżanki śpią, a ja już nudzę się ciągłym podglądaniem Face Booku na komórce, podłączam słuchawki do Iphona, włączam sobie Radio Zet, albo RMF FM i usypiam się napajając swoje uszy przeróżnymi melodiami, a noc nie robi się wcale taka strasznie szpitalna. Więc chyba nikt nie może powiedzieć, że jestem staroświecka, wciąż jestem młoda duchem!!!!

A zapomniałam napisać, że podczas gdy byłam na Oddziele Ratunkowym i przewieziono mnie na Zakaźny na konsultację, ubrano mi na buzię maseczkę i zalecili, bym jej nie zdejmowała, nawet wtedy, gdy wrócę na SOR. Nie rozumiałam wtedy, skąd jest ta nadmierna ostrożność, teraz już rozumiem. Właśnie w Krakowie na Klinikę Hematologiczną był przewieziony pacjent z podejrzeniem, a potem i rozpoznaniem grypy ptasiej. Okazało się dzisiaj, że właśnie ten pacjent zmarł, ale na Klinice jest jeszcze 6 osób podejrzanych o tę samą chorobę, stąd wtedy były takie zaostrzenia. Na szczęście nie miałam kontaktu z tymi pacjentami raczej, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, nigdy ostrożności za wiele.

Wczoraj też miałam miły  dzień odwiedzin. Był u mnie oczywiście VIP, był Maciek i była Magda. Miło, że o swojej kochanej Cioci pamiętają.
Ciekawe, kto dzisiaj do mnie z dobrym uśmiechem przyjdzie? Ale nawet jeżeli nikt, to i tak mam tutaj przecież przemiłe panie koło siebie.

A i jeszcze jedno: na naszym oddziele leży młody chłopak, ale jakiś taki bardzo dziwny, cały wytatuowany, ręce ma w przeróżne wzory, nogi też.
Cały czas przemieszcza się energicznym krokiem przez cały korytarz, tam i z powrotem. Muszę się Wam przyznać, że gdy szłam do windy, by zjechać na dół na nocnego już papieroska troszkę się bałam, wyobraziłam sobie, że pewnie zaraz wejdzie za mną do tej windy i….mnie udusi. No, na brak wyobraźni mi nie brak, ale uwagi nigdy nie jest za dużo, prawda?
Na szczęście nic złego tej nocy się nie zdarzyło, na szczęście nawet w śnie nikt mnie dusić nie chciał.
Co prawda budziłam się kilkakrotnie tej nocy, ale na szczęście szybciutko zaraz zasypiałam.
Zresztą i tak szpitalne życie, obojętne, czy to piątek, czy świątek zaczyna się przed szóstą rano mierzeniem temperatury, no a potem to już inne badania, na przykład pomiar ciśnienia, cukru itd, ciągle coś się dzieje, jak to zresztą w szpitalu .
Nad ranem szalała u nas olbrzymia wichura, która mnie nawet przebudziła, ale gdy wyszłam już na mojego papieroska po śniadaniu, wiatr co prawda był, ale nie taki straszny znowu, w każdym razie głowy mi nie urwało, wróciłam z nią na karku.

Życzę wszystkim bardzo miłej niedzieli, a dzieciaczkom z Małopolski przyjemnego ostatniego dnia zimowych ferii.
Jutro niestety powrót do szkoły!!!