Mała poprawka

 

 

Kilogramowa poprawka, bo wczoraj zważyłam się na wadze w Przychodni i ważyłam już 82kg 200 , no ładnie, jeszcze mniej, ale cóż się dziwić, skoro ciągle nadal przerabiam „bieganinę”, Ale nie powiem, że się nie ucieszyłam, ależ owszem, moje marzenie się spełni i niech tam sobie jeszcze chwilę pobiegam, byle nie za dużo, a może tak do tych 75 kg zejdę? Wtedy oszalałabym ze szczęścia, a może i 80 kg wystarczy?
Zawarłam wczoraj jednostronny sojusz z moim brzuchem, nie karmię go mlekiem, serami i mięsami i wędlinami, a on za to mi odpuści.
Wczoraj jeszcze się buntował, cóż, siła wyższa, ale ja mu pokażę. Niech no dzisiaj tylko powrócę od pani doktor gastrolog, na pewno zastosuje mi odpowiednie leczenie i to ja będę górą.
Ale jest też i dobra strona tych moich kłopotów, ostatnio prawie nic nie wydaję na jedzenie!! Ile teraz zaoszczędzę, ha, ha. Dawniej robiłam zakupy w Almie, dzisiaj w spożywczaku tylko ryż i owsiankę. To co ja będę robiła z tymi pieniędzmi, bo ostatnio rzadko jadę gdzieś taksówką, wtedy tylko gdy się naprawdę źle, lub jak ostatnio niepewnie czuję, na jedzenie nie wydaję, więc pozostaje mi tylko kupno paczki papierosów dziennie i …chyba reszta pójdzie na ubrania.
Ale z tymi ubraniami, to poczekam raczej do wiosny, pewnie będę musiała znów nowe spodnie i getry sobie kupić, może jakąś fajną sukienkę, albo tunikę (te ostatnio kupowane są już niestety nieco za obszerne)……. co jeszcze wymyślę.
A gdy rzucę papierosy, a muszę je rzucić, bo już zaprzestają produkcji moich ulubionych Vogów, wtedy będę miała forsy jak lodu, ha, ha, ha.
Właściwie po co ja wracałam do tego palenia, totalna moja głupota, ale te elektrony tak mnie denerwują, że praktycznie ich nie palę, zresztą one też podobno są niezdrowe. Trzeba się z papierosami raz na zawsze rozstać, albo…ograniczyć do 2-3 dziennie

Jak pisałam, miałam wczoraj dosyć zabiegany i denerwujący dzień, tak, że nawet udało mi się zgubić siatkę z wynikami, na szczęście jakoś ją odzyskałam. Teraz przy wysiadaniu z autobusu, czy jak wczoraj z taksówki wszystko dokładnie sprawdzam, nawet to, czy moja głowa jeszcze siedzi na karku. A wszystko przez to moje zamieszanie chorobowe, teraz znów tyle się dzieje, że właściwie człowiek siatkę (i głowę  przy okazji też) może stracić, prawda?
Pobrali mi wczoraj krew, zaraz idę po wyniki, potem wizytowałam u pani doktor I-szego kontaktu, która wręcz powiedziała mi, że jest pod wrażeniem.
No pewnie, znając mnie tyle lat nie przypuszczała pewnie, że kiedyś uda mi się powrócić do jako – takiej normy. Spytała tylko, czy zdecyduję się na operację nadmiaru skóry, no i rozbawiłam ją stwierdzeniem, że właściwie powinnam, ale i tak już na „ksiuty” nigdy nie pójdę. Ale razem z pielęgniarką się ze mnie uśmiały. Chociaż z drugiej strony  tymi ksiutami to nigdy tak naprawdę do końca  nie jest powiedziane…….
Ale prawda jest taka: buzia może i ładna, ale reszta nieco pomarszczona ha, ha, ha.
Ale chyba to dobrze, że tak do tego podchodzę, że nie wpadam w żadne kompleksy. Nawet powiedziałabym, że jestem dumna ze swoich poczynań.
Oczywiście zaraz zadzwoniłam do Piotra, tego, który był ze mną operowany i umówiliśmy się na niedzielną kawkę, no raczej dla mnie będzie to zielona herbatka, ale musimy wreszcie po tych 9 miesiącach się spotkać, aby nawzajem się podziwiać.
Piotr ma jeszcze lepsze efekty niż ja, o waży co prawda tyle samo, ale startował z wagi o 10 kg większej niż ja.Zresztą widzę jego zdjęcia na Facebooku i wiem, że na wspaniałe rezultaty i bardzo dobrze, tak trzymać Piotrze.
Po południu byłam w pracy i oprócz przyjmowania pacjentów sama też byłam pacjentką, jak już pisałam, miałam zrobiony pasaż jelita cienkiego, na szczęście wszystko jest w porządku, moje kiszeczki pracują całkiem normalnie, to znaczy jest dość szybki przepływ pożywienia (w badaniu papki), ale przecież właśnie o to w tej operacji chodziło, aby niepotrzebne produkty nie zatrzymywały się w brzuchu i nie odkładały się potem w tłuszcz.
Tylko skąd te dokuczliwe biegunki? Może dzisiaj pani Doktor mi wytłumaczy i powie, jak im zapobiec, bo na dłuższą metę taki stan jest nie do zniesienia.
No i nie ciekawsze są takie tematy od nudnej polityki? Teraz rząd ma kłopoty, bo wszyscy, nie tylko Polacy, ale i Zachód i ba, nawet wschód na nich zgodnym głosem „huzia”m a oni ciągle nie mogą zrozumieć, dlaczego nie pozwalamy im się tak „brzydko” z Polską bawić.
 Pewnie po cichu liczą na to, że burza w Unii ucichnie i dalej będą bezkarni, ale Polacy to  naród nie pokorny i na da sobie w kaszę dmuchać.
Zresztą zbyt dużo mamy złych doświadczeń z minionych lat, gdy był odgórny „prikaz” na sposób życia, tylko zadziwiające mnie i pewnie nie tylko mnie, ale i zachodnich polityków jak to się stało, że Polacy do tego dopuścili!!!!
Ano stało się, jest powiedzenie, że mądry Polak po szkodzie, a dla wielu hejterów aktualna jest druga część powiedzenia, że Polak nowe przysłowie sobie kupi, że przed szkoda i po szkodzie pozostaje głupi. Bo pisich hejterów uważam za głuptaków, ludzi nie do końca pojmujących rzeczywistość i jeżeli coś jest nie po ich myśli od razu atakują.
No to politykę dzisiaj też już „zaliczyłam”
A z innych tematów, raczej smutnych, to choroba naszej ulubionej rybki Felusia, o którym też już kiedyś wspominałam. Feluś jest rybą z gatunku pielęgnic Oskar, duża wspaniała ryba. Mieszka sobie w akwarium wraz z innymi pielęgnicami, ale od czasu, gdy zaczęła niedomagać, te wstrętne jego koleżanki bezczelnie go atakują, podgryzają, ostatnio wyżarły mu już sporo łusek, aż do żywego mięsa. Biedny Feluś nawet nie może sobie spokojnie w akwarium pochorować. Wczoraj pan Maciek (nauczyciel Mii)  i reszta odgrodziliśmy część akwarium tylko dla Felusia, ale i tak te wścibskie rybki usiłowały różnymi sposobami do niego się dorwać. Zupełnie jak w Pisie, działo prawo silniejszego……
Pewnie i tak los Felusia jest już przesądzony, biedaczek już nawet nie widzi i trzeba mu  dwóch kijkach pod nos podawać jedzenie, żeby z głodu nie umarł.
Niech sobie jeszcze na te swoje stare lata przynajmniej na troszkę pobędzie w swojej „garsonierze”, niech spokojnie bez dogryzania dożyje swojego wieku.

Wczoraj późnym popołudniem powrócił już ze świątecznych wojaży do Gdańska V.I.P. Tylko, że jadąc Pendolino, gdzieś po drodze zahaczył i śnieg i przywlókł go do Krakowa. Wczoraj wieczorem było jeszcze całkiem miło i sucho, dzisiaj obudziłam się, a tu białe dachy i białe ulice.
Ale co tam, śnieg, jak śnieg, pewnie do wieczora zniknie, ale najważniejsze ze V.I.P. jest już w Krakowie!!!!

Za chwilę zbieram resztę moich wyników z wczoraj, z krwi, które się  mi  już drukują i razem z innymi, już przygotowanymi zaniosę do pani doktor gastrolog.
Dzisiaj fajny dzień, bo piątek, więc życzę wszystkim, by godziny w pracy szybko  nam dzisiaj zleciał, by znów można było rozpocząć weekendowanie
Dobrego dnia